Zagłębie Lubin – Lech Poznań. Dwie twarze startu Ekstraklasy.

W piątkowe popołudnie po bardzo krótkiej przerwie powróciła PKO Ekstraklasa. Sezon 2020/2021 rozpoczął się od hitowego meczu Zagłębia Lubin z Lechem Poznań, starcia drużyn z wielkimi ambicjami, aspirujących do najwyższych celów. Z jednej strony ekipa, dla której udział w grupie spadkowej był porażką, a z drugiej, zespół od którego co roku wymagamy chyba najwięcej w Polsce i od jakiegoś już czasu nie jest w stanie spełnić oczekiwań większości kibiców.

Mecz dał nam to wszystko za co kochamy Ekstraklasę. Dwie zupełnie różne połowy, dwa zupełnie różne występy obu zespołów w tym spotkaniu, no i dwa różne style gry. No i emocje oraz niespodzianki, bo w Polskiej lidze już od dawna ciężko jest cokolwiek przewidzieć i tym razem było nie inaczej.

Na papierze otrzymaliśmy optymalne zestawienia obu drużyn. Ciężko było wystawić lepsze jedenastki od pierwszej minuty, mogły co najwyżej zajść kosmetyczne zmiany. Lech połączyć młodzieżowców ze sprawdzonymi już ligowcami, opierając się na zawodnikach grających piłkę techniczną, kombinacyjną, szybką. Zagłębie, to z kolei w większym stopniu siła doświadczenia w postaci takich wyg jak Guldan, Starzyński, Żiviec, czy Balić, ale również postawiło na graczy perspektywicznych jak choćby Hładun.

Od początku większą inicjatywę wykazywali goście, chcący szybko udowodnić, że dobra forma z okresu po pandemii nie była przypadkiem, a w Poznaniu w końcu budowany jest projekt na miarę mistrzostwa Polski. W oczy rzuciło mi się ich wysokie ustawienie oraz pressing od pierwszego gwizdka sędziego, na który Zagłębie odpowiedziało w podobny sposób choć nie tak intensywnie.

O dominacji Lecha zadecydowało przyspieszenie gry przez jego zawodników, którzy w pierwszej połowie wydawali się mieć niespożyte siły. Widziałem inteligencję piłkarzy, świetnie poruszających się po boisku zarówno z piłką jak i bez niej, wymieniających się pozycjami, tworzących sobie nawzajem wolne przestrzenie, którymi można było atakować gospodarzy. A robili to na zmianę, obiema flankami.

Wydaje mi się, że Zagłębie zbyt łatwo oddało inicjatywę rywalowi. Podopieczni trenera Seveli grali niedokładnie i chaotycznie, łatwo tracili piłkę i ciężko było im się przedostać na połowę Lecha. Goście imponowali różnymi wariantami rozegrania, raz atakowali skrzydłami, kiedy indziej schodzili ze skrzydeł do środka by oddać strzał z dystansu albo przełamać defensywę „Miedziowych” posyłając prostopadłe piłki do napastników. Brakowało tylko skuteczności choćby w sytuacji, gdy Ramirez pięknie zbiegł do środka, a potem zaskoczył piłką między obrońców, ale z kilku metrów w bramkę nie trafił Ishak.

Zagłębie nie miało wielu okazji, ale co jakiś czas zaskakująco łatwo potrafiło stworzyć groźną akcję. Najlepszą w pierwszej połowie miał Mraz, na którego głowę idealnie w tempo posłana została futbolówka, ale piękną interwencją i świetnym ustawieniem popisał się Bednarek. Każdy zawodnik Lecha grał na wysokim poziomie i zasługiwał na pochwałę. Jeśli zaś chodzi o Zagłębie, to w oko wpadł mi Balić, który bardzo często znajdował się we właściwym miejscu i czasie by niweczyć ofensywne starania Poznaniaków. Naprawdę imponowała jego twardość, nieustępliwość i odbiór piłki.

Świetnie oglądało się Ramireza i Tibę, łatwość z jaką się poruszali i operowali futbolówką. Bardzo dobry był młody Czerwiński, ale brakowało w jego grze odrobiny ryzyka. Był zbyt przewidywalny. Lubinianie nie potrafili przeciwstawić się mobilności i dynamice gości, aktywnych w ataku i świetnie ustawionych w obronie.

Dlaczego nie padała żadna bramka? Brakowało dokładności i za dużo było momentów zawahania się w kluczowych sytuacjach. Choć Zagłębie wydawało się być o wiele słabsze i całkowicie zdominowane, to cały czas miałem jednak wrażenie, że ta drużyna może jedną, dwiema dobrymi akcjami przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. To w końcu ekipa z dużą jakością, tylko zbyt biernie grająca i niestety ta bierność w końcówce pierwszej połowy się na nich zemściła.

W ostatniej minucie doliczonego czasu gry, po 48. minutach na prowadzenie wyszedł Lech! Gola zdobył jego nowy nabytek, wspominany już tutaj Ishak. Wykorzystał zamieszanie w defensywie rywala i dokładnym strzałem, będąc zasłonięty przez obrońców posłał piłkę nie do obrony. Do przerwy 0-1.

Po przerwie, bardzo słusznie Lech starał się iść za ciosem i podwyższyć prowadzenie. Jako, że Zagłębie musiało gonić wynik, na miejscu zaczęło robić się więcej miejsca. Z okazji na kontratak korzystali skrzętnie goście, ale raz za razem marnowali dobre sytuacje podbramkowe, a jak wiadomo, niewykorzystane okazje lubią się mścić.

Początek drugiej połowy nie zwiastował wielkich emocji jakich świadkami byli wszyscy kibice na stadionie w Lubinie. Gospodarze wydawali się oszczędzać siły by w ciągu ostatnich 20 minut uderzyć z całej siły. Z każdą mijającą sekundą wzrastała dominacja gospodarzy, a piłkarze Lecha zaczynali się gubić, byli zmęczeni i grali coraz niedokładniej. W końcu, w 81. minucie po rzucie rożnym gola wyrównującego zdobył Guldna. W tej sytuacji zawaliła defensywa Poznaniaków, zbyt pasywna, ledwo skacząca do piłki posyłanej w pole karne.

Jak widać, wypracowane stałe fragmenty gry, to bardzo ważny element arsenału każdej współczesnej drużyny. Potwierdziło się to kilka minut później, gdy wyróżniający się w ekipie „Miedziowych” Balić strzelił zwycięską bramkę, także po rzucie rożnym i w tej akcji, podobnie jak w poprzedniej, defensywa Kolejorza zawaliła na całej linii. Rozumiem zmęczenie, ale będąc pod ścianą, remisując w końcówce meczu nie można odpuszczać!

Pod koniec mieliśmy jeszcze jedną kontrowersyjną sytuację, gdy nogi jednego z piłkarzy Lecha próbował brutalnie zaatakować jeden z rywali ze Śląska. Ten pierwszy faulu uniknął, ale liczy się intencja, a w tym przypadku sędzie faulu nie podyktował. I jak tu nie krytykować tego VAR-u?

W spotkaniu inaugurującym nowy sezon Ekstraklasy mieliśmy wszystko. Emocje, niespodzianki, dynamiczna i ofensywna gra oraz spokojne wyczekiwanie na szansę. Zderzyły się dwie różne koncepcje futbolu i znów okazało się, że dominacja w ataku pozycyjnym nie musi oznaczać zwycięstwa. Z przebiegu meczu można bowiem stwierdzić, że Zagłębie grało futbol nudny, przez większość czasu toporny i chaotyczny, a jednak to gospodarze cieszą się z trzech punktów.

Nie jestem jednak przekonany, że Zagłębie będzie w najbliższych kolejkach ekipą, której trzeba się bać. Goście pokazali słabe punkty podopiecznych trenera Seveli. Mają problemy z szybkimi, kombinacyjnymi akcjami, przede wszystkim atakami ze skrzydeł. Co zaś tyczy się Lecha, to spotkanie w moich oczach potwierdza, że na chwilę obecną Lech Poznań 2020/21 to jest cały czas projekt w budowie i potrzeba jeszcze czasu, a także utrzymania szkieletu drużyny by można było realnie myśleć o walce o mistrzostwo kraju.

Wyróżnienie:

Balić – praktycznie nie do przejścia, silny, skoczny, świetnie asekurujący kolegów i jak się okazuje bardzo dobry w powietrzu, strzelec zwycięskiej bramki dla Zagłębia. Warto mieć go w składzie Fantasy.

Statystyki – flashscore.pl

Zdjęcia: Twitter @LechPoznan @ZaglebieLubin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s