Niedzielny przegląd 1. kolejki Ekstraklasy

Piątek – emocje. Sobota – nieco nudniej, ale nadal z tempem i niespodziankami. Niedziela – idealne zakończenie weekendu z Ekstraklasą. Tak krótko mówiąc przedstawia się do tej pory pierwsza kolejka nowego sezonu najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Tym razem przyjrzyjmy się jakie wydarzenia miały miejsce na ligowych boiskach w upalną niedzielę.

Nuda w Płocku do potęg n-tej.

Pierwsze dwa dni nowego sezonu Ekstraklasy tylko odkładały w czasie nieuniknione. Oferowały naprawdę intensywne, szybkie, pełne bramek i pięknych akcji spotkania. Do czasu, aż rozgrywki zawitały do Płocka, gdzie tamtejsza Wisła podejmowała beniaminka, Stal Mielec.

Żadnej z drużyn nie można zarzucić braku pomysłu na grę w tym meczu, ale już braku zaangażowania jak najbardziej. W szczególności po stronie gospodarzy, którym brakowało przyspieszenia i dokładności. Chyba wydawało im się, że jak grają z beniaminkiem, to strzelanie goli przyjdzie im łatwo.

Jeśli chodzi o gości, to pochwalić można ich nowy nabytek, wyśmiewanego często Forsella. Angażował się w każdą ofensywną akcję, dośrodkowywał, często oddawał strzały z dystansu, napędzał grę swojego zespołu. W końcu po jego strzale piłka została odbita przez bramkarza Wisły, Kamińskiego, wśród jego kolegów z defensywy zapanował chaos, a najlepiej w polu karnym zachował się Prokić, który wyprowadził gości na prowadzenie. Była to 56. minuta mojego sennego wczesnego popołudnia.

Nie można powiedzieć, że drużyny w ogóle nie atakowały, że piłka cały czas była w zawieszeniu między gospodarzami, a gośćmi, ale poziom niedokładności, spowolnienia, braku kreatywności, w szczególności gospodarzy, sprawiał, że niejeden terrorysta zmuszony do oglądania tego meczu wyjawiłby wszystkie swoje sekrety, a miało być tak pięknie.

Na koniec jeszcze jedno. Wisła Płock mocno cisnęła w końcówce i udało jej się wyrównać. Sytuacja miała miejsce w 88. minucie. Nareszcie gospodarze wykorzystali jakieś dośrodkowanie, ale duży udział mieli tu bardzo źle ustawieni obrońcy Stali. Futbolówkę posłał Pawlak, a do bramki skierował ją Szwoch, a to wszystko miało miejsce chwilę po 100% okazji dla piłkarzy z Mielca, niewykorzystanej przez Tomczyka. I tyle.

Taktyczne eksperymenty trenera Stokowca

W drugim sobotnim spotkaniu kolejny beniaminek, Warta Poznań, podejmował Lechię Gdańsk. Faworyt był jeden i nie byli to gospodarze, ale ci od samego początku pokazywali się z bardzo dobrej strony, imponując dyscypliną taktyczną, dobrym ustawianiem się na boisku, takim które odbierało Lechii miejsce na swobodne ataki, utrudniało ataki pozycyjne gości.

Gospodarze prezentowali dużą wymienność pozycji, grali szybko, często krótkimi podaniami na 1-2 kontakty, przenosząc ciężar gry z jednej strony na drugą. Warta bez piłki wychodziła wysoko do przodu, zawężała pole gry. Gdy jej piłkarzom nie wychodziły dośrodkowania lub gdy nie mogli się oni dostać w pole karne rywala, to oddawali strzały z dystansu. Krótko mówiąc, pokazywali szeroki wachlarz zagrań. Przy tym podopieczni trenera Tworka demonstrowali duży spokój w swojej grze. Zdecydowanie nie miało się wrażenia, że naprzeciw siebie staje beniaminek i czwarta drużyna ubiegłego sezonu.

Lechia nie potrafiła się temu przeciwstawić. Tacy piłkarze jak Gajos czy Paixao byli zupełnie niewidoczni. Trener Stokowiec szukając optymalnego zestawienia swojej drużyny testuje niektórych zawodników na pozycjach, na których mogą nie czuć się w pełni komfortowo jak choćby wspomniany Portugalczyk, grający za plecami wysuniętego napastnika jako „10”.

Choć Warta wyglądała bardzo dobrze, to wraz z upływem czasu nie starała się przycisnąć rywala, który miał w tym meczu duże problemy z płynnością gry. Ten brak ryzyka ze strony gospodarzy zemścił się na nich w 65 minucie spotkania, gdy po rzucie wolnym futbolówka w polu karnym Poznaniaków trafiła do Nalepy, a ten przytomnie wycofał ją do Zwolińskiego, który mierzonym strzałem wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

„Warciarze” przegrywali, ale sposób ich gry się nie zmieniał. Liczyłem na zwiększenie szybkości i podjęcie ryzyka z ich strony, ale tak się nie stało. Trzeba jednak przyznać, że na tym etapie Lechia wykorzystała swoje doświadczenie, kontrując przeciwnika, utrzymując się przy piłce i prowokując ich agresywniejszą grę. To poskutkowało głupią drugą żółtą kartką dla Jakubowskiego za symulowanie i Warta kończyła mecz w dziesiątkę. Piłkarze z Gdańska wygrali, ale nie wiem czy dalsze eksperymenty trenera Stokowca poprawią grę jego podopiecznych. Tym razem pomogło szczęście i doświadczenie. Co zaś tyczy się Poznaniaków, to muszą wiedzieć, że w Ekstraklasie muszą grać o zwycięstwo w każdym meczu, nie przystając na remisy, a kto nie ryzykuje ten nie wygrywa.

Moc atrakcji w Zabrzu

Na niedzielny deser zostało spotkanie, w którym działo się dosłownie wszystko. Żółte kartki, rzut karny, kontuzje, hat-trick, niespodziewane odrabianie strat i w końcu cudowna indywidualna akcja, będąca ozdobą meczu. Górnik w bardzo dobrym stylu pokonał beniaminka, Podbeskidzie Bielsko-Biała.

Od samego początku na boisku była jedna drużyna, która dokładnie wiedziała co chce zrobić i w jaki sposób tego dokonać. Gospodarze grali szybko i bez kompleksów. Już w pierwszej minucie wyszli na prowadzenie po strzale Jimeneza, który wykorzystał odegranie Sobczyka i z zimną krwią pokonał bramkarza rywali.

Podopieczni Marcina Brosza grali z dużą pewnością siebie i polotem, nie lekceważyli jednak przyjezdnych. W ataku pozycyjnym ustawiali się bardzo wysoko i robili sobie liczebną przewagę pod polem karnym Podbeskidzia. Aktywny był wspomniany Jimenez, ale także jego partner z ataku, Sobczyk.

Ten ostatni zagrał niestety tylko 20 minut, gdyż po ciosie łokciem w twarz został zmuszony opuścić boisko. Przynajmniej w ten sposób sprawił swoim kolegom prezent w postaci rzutu karnego wykorzystanego później przez Jimeneza. To był kompletny występ Hiszpana.

Gospodarze starali się zagęszczać pole gry daleko od swojej bramki, zupełnie odbierając swobodę Podbeskidziu. Goście pokazywali niewiele, próbowali gry skrzydłami, raz dośrodkowując, a innym razem zbiegając z dryblingiem w pole karne przeciwnika jednak bezskutecznie. A Górnik na bokach obrony wyglądał najsłabiej ze wszystkich boiskowych pozycji.

Choć po zdobyciu drugiej bramki Górnik nieco oddał inicjatywę „Góralom”, to jeszcze przed przerwą trzeciego gola zdobył zmiennika wcześniej wspomnianego Sobczyka, Krawczyk. Był niemal zupełnie nie pilnowany w szesnastce rywala i wykorzystał brak porozumienia w jego szykach obronnych. Do przerwy 3-0 i pełna dominacja.

Po 45. minutach wydawało się, że jest już po wszystkim, ale to co najlepsze miało dopiero nadejść. Spotkanie nadal układało się po myśli dominujących na murawie Zabrzan, którzy nie zwalniali tempa i atakowali. Jednak w 56. minucie Podbeskidzie złapało kontakt. Bierność defensywy wykorzystał Biliński, który zwiódł jednego obrońcę, a następnie pewnie posłał piłkę za plecy Chudego.

Podbeskidzie szło za ciosem, atakowało jak tylko mogło, ale gospodarze bardzo szybko ustawiali się w defensywie, odcinając wolne przestrzenie do szybkiej gry. Atakujący goście z każdą minutą coraz bardziej narażali się na kontry „Górników”, angażując większą ilość graczy w ofensywie. Zostawiali dużo miejsca przed swoim polem karnym, a ekipa Marcina Brosza skrzętnie z tego korzystała.

Gdy wydawało się, że piłkarze ze stadionu im. Ernesta Pohla opanowali już sytuację, Podbeskidzie nieoczekiwanie wyprowadziło kolejny cios i znów zadał go Biliński. W 82. minucie mieliśmy tym samym już tylko 3-2 dla gospodarzy. Wystarczyło jedno bardzo dobre, długie, prostopadłe podanie na skrzydło, a następnie rozbijająca defensywę centra. Przez większość meczu Biliński był niewidoczny, ale potrafił zachować zimną krew w dogodnych sytuacjach, a tego oczekuje się od napastnika w Ekstraklasie.

Końcówka zapowiadała się naprawdę gorąco i biorąc pod uwagę ilość atrakcji, które do tego momentu miały miejsce, można było spodziewać się wszystkiego. Piłkarze nas nie zawiedli. Konkretnie, byli to piłkarze Górnika. Piękną indywidualną akcją i minięciem dwóch rywali popisał się Jimenez kompletując tym samym hat-tricka. To był tego rodzaju mecz jaki chcemy oglądać w każdej kolejce Ekstraklasy!

Wyróżnienia:

Warta Poznań – choć beniaminek Ekstraklasy przegrał swoje spotkanie, to niezwykle zaimponował mi swoją dyscypliną taktyczną i realizacją ustalonych przez trenera zadań. Brakowało nieco pazura i podjęcia ryzyka, ale było widać pewien styl i potencjał, nad którym można teraz pracować.

Jesus Jimenez – w zasadzie mógłbym wyróżnić większość składu Górnika Zabrze, ale Hiszpańsk napastnik „Górników” rozegrał po prostu fenomenalne zawody. Świetnie rozumiał się ze swoimi partnerami w ataku, grał kombinacyjnie, był cały czas pod grą. Pewnie wykorzystał rzut karny, popisał się świetnym dryblingiem w samej końcówce. Występ kompletny i jak dla mnie MVP tej kolejki.

Składy – Flashscore.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s