Sobotnie starcia w 1. kolejce Ekstraklasy

Sobota, 22 sierpnia 2020 r., 3 mecze PKO BP Ekstraklasy. Dużo do przyswojenia. Duże oczekiwania. Starcie Zagłębia z Lechem rozpaliło wyobraźnię kibiców, dając im więcej niż mogliby się spodziewać. Na początek weekendu pozytywnych niespodzianek również nie zabrakło choć do ideału jeszcze daleko.

Nowy styl ekipy Probierza?

Zacznijmy od starcia Pogoni z Cracovią. W tym meczu oczekiwałem starcia dwóch wyrównanych drużyn. Każda z nich ma swoje problemy. Pogoń, choć od kilku lat gra w Ekstraklasie na równym poziomie, to ciągle nie potrafi zrobić kroku do przodu, stoi w miejscu, a cierpliwość fanów jest krótka. Cracovia musi z kolei połączyć walkę w lidze z ujemną ilością punktów oraz walkę w kwalifikacjach do Ligi Europy, a do tego dochodzi jeszcze spora ilość urazów.

Początek był senny. Może to godzina (15.00), może temperatura, a może moje zmęczenie po pracy, ale pierwsza połowa tylko chwilami mnie nie usypiała. Te chwile wynikały głównie ze świetnej gry Marcosa Alvareza. Podopieczny Michała Probierza, który do Ekstraklasy trafił z zaplecza Bundesligi pokazał wielką klasę, świetną technikę, mobilność i wizję gry jaką w Polsce rzadko oglądamy. Dynamiczny ofensywny pomocni cały czas był pod grą i rozdzielał piłki lepiej niż rozdzielają batoniki w fabryce Twixa.

Oba zespoły mocno postanowiły na grę skrzydłami i dośrodkowania, ale nie były tak szybkie i tak intensywne jak Lech i Zagłębie. Przez to tempo pierwsza połowa w zasadzie była do zapomnienia. W barwach gości nieźle prezentowali się Zech i Kucharczyk, ale skuteczność nie była ich mocną stroną.

Prawdziwe fajerwerki zaczęły się po przerwie. Na prowadzenie niespodziewanie wyszli Szczecinianie. Rzut rożny wykonywał Dąbrowski, a w polu karnym Pasów Frączczak z łatwością zgubił krycie Rupy i głową pokonał Niemczyckiego. Długo jednak z tej bramki się nie cieszył, gdyż już w następnej akcji doszło do wyrównania! A nastąpiło on w analogiczny sposób, również po dośrodkowaniu i również po złym ustawieniu defensorów we własnej szesnastce. Świetna podanie posłał Hanca, Rivaldo Jr. trafił co prawda w słupek, ale czujny był Alvarez, który wbił ją do siatki.

Cracovia w tym momencie weszła na falę i wykorzystała słabość rywala w ciągu kilku minut strzelając zwycięskiego gola. Kolejny raz popisał się Alvarez, dostrzegając dużo wolnego miejsca na prawym skrzydle gdzie czekał już Hanca. Na pełnej szybkości wbiegł w pole karne i pewnym, płaskim strzałem pokonał Stipicę. Pogoń słabła, a Cracovia rosła w siłę i zwycięstwa nie dała już sobie wyrwać.

Śląskie oblicza futbolu

Kolejne sobotnie starcie, to śląski pojedynek. Wrocławianie podejmowali u siebie Piasta Gliwice i tutaj czekał nas bardzo mocny start. Gospodarze od początku wyglądali świetnie. Byli dynamiczni i silni, nastawieni na szybki atak. Już w pierwszej minucie zaskoczyli podopiecznych Waldemara Fornalika kombinacyjną akcją, w której genialnie piłkę zgrywał Praszelik, a do bramki wbił ją Piasecki. Dwa nowe nabytki Śląska świetnie się spisały.

Po jakimś czasie gra się uspokoiła, ale nadal dominował Śląsk. Można było odnieść wrażenie, że szybko zdobyta bramka całkowicie rozbiła szybki piłkarzy Piasta, którzy nie wiedzieli jak teraz zabrać się do odrabiania strat. Grali dosyć chaotycznie i niedokładnie, choć nie można powiedzieć, że brakowało im jakości. Widać było, że obie ekipy mają dużą swobodę w grze ofensywnej, tylko że gospodarze mieli pomysł na to jak kończyć swoje akcje, a goście już nie, Dopiero po 30. minutach Piast stworzył sobie groźną okazję, ale Parzyszek po świetnym podaniu trafił prosto w golkipera przeciwników.

Choć defensywa Piasta była dobrze zorganizowana, a piłkarze po stracie piłki szybko wracali na swoją połowę i odbudowywali ustawienie, to zawodnicy z Wrocławia nic sobie z tego nie robili. Było widać w ich grze luz i pewność siebie. Udowodnili to na początku drugiej połowy, gdy złe zachowanie Placha wykorzystał Celeban w nieco ekwilibrystyczny sposób pokonując bramkarza przyjezdnych. Obrona gości została kolejny raz rozmontowana.

Mistrz Polski ucieka spod noża

Na zakończenie dnia czekał nas pojedynek mistrza Polski z drugą ekipą grupy spadkowej minionego sezonu, Rakowem Częstochowa. Mecz odbywał się w deszczowym Bełchatowie i podobnie jak poprzednie potyczki zaczął się od mocnego akcentu by potem nieco przystopować tempo.

Legia Warszawa wyszła na to spotkanie z nastawieniem na szybkie zdobycie bramki. Nic w tym dziwnego, gdyż w tygodniu Legionistów czeka starcie z Omonią Nikozja w 2. rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Piłkarze Aleksandara Vukovića byli bardzo ruchliwi, grali na 2-3 kontakty. Najaktywniejszy był Luquinhas, co rusz faulowany przez rywali. Goście oddawali strzał za strzałem i w końcu w 15. minucie jeden z takich strzałów został zamieniony na bramkę. Na listę strzelców wpisał się Pekhart, który nie był może w tym meczu bardzo widoczny, ale w odpowiedniej chwili potrafił zrobić swoje.

Po objęciu prowadzenia Legia popełniła błąd. Cofnęła się i dała gospodarzom więcej miejsca, tym samym oddając im również inicjatywę. Każdy kolejny atak Rakowa wyglądał coraz ciekawiej i był coraz bardziej niebezpieczny. Brakowało skuteczności, w szczególności Gutkovskisowi, do którego posyłano wiele piłek. Bardzo dobrze potrafił je przyjąć i zgrać do rywali, ale gdy już oddawał strzały, to często można było złapać się za głowę.

Jeszcze przed końcem pierwszej połowy głupio zachował się Wilusz, który otrzymał drugą żółtą kartkę i osłabił swoją przegrywającą drużynę. Wydawało się, że wszystko układa się idealnie po myśli Legii. Spokojne prowadzenie, gra z przewagą jednego zawodnika, czyli można „zarzucić ręczny”, dograć mecz, skorzystać z nadarzających okazji, a myślami być już przy spotkaniu z cypryjską drużyną. To nastawienie mistrza Polski szybko się na nim zemściło. Już w 50. minucie dekoncentrację rywala wykorzystał Raków. Po pięknym rajdzie Patryk Kun pokonał Artura Boruca. Długo wydawało się, że piłka mogła nie przekroczyć linii brakowej, ale w końcu sędzia wskazał na środek boiska. Plan Legii legł w tym momencie w gruzach.

Legioniści musieli z powrotem wrzucić wyższy bieg i tak też uczynili. Na boisku zameldował się Kante i Mladenović, do których kilkanaście minut później dołączyć Kapustka. W końcu, w 85. minucie swoim snajperskim instynktem znów popisał się Pekhart z najbliższej odległości wbijając futbolówkę do bramki przeciwnika. Goście zupełnie niepotrzebnie sami napędzili sobie w tym meczu stracha i musieli męczyć się, aż do samego końca spotkania by nie rozpoczynać nowych rozgrywek z zerowym stanem konta tak jak miało to miejsce przed rokiem.

Wyróżnienia:

Marcos Alvarez – facet pokazał, że w 2. Bundeslidze nie grają przypadkowi piłkarze. Był bardzo mobilny, świetnie prowadził i rozprowadzał piłkę, dryblował i był wszędzie w ofensywie. Widać było, że brakuje mu jeszcze siły na 90. minut, ale można śmiało powiedzieć, że rodzi nam się gwiazda tego sezonu Ekstraklasy.

Mateusz Praszelik – były piłkarz Legii Warszawa świetnie wkomponował się w zespół Śląska. Bardzo dobry w grze kombinacyjnej, z przeglądem pola na wysokim poziomie. Pokazał się Ekstraklasie piękną asystą i był centralną postacią swojej drużyny. Warto przyglądać się temu młodemu piłkarzowi.

Tomas Pekhart – momentami niewidoczny, ale każdy lis pola karnego tak ma. Dobry w powietrzu, silny i wybiegany. Potrafił znaleźć się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie, zdobywając dwie bramki i zapewniając zwycięstwo mistrza Polski na inaugurację nowego sezonu. Ciągle można mieć wątpliwości jak powinien być skomponowany atak Legii Warszawa, a Czech tym spotkaniem dał trenerowi argumenty, że to właśnie on powinien być elementem najsilniejszego składu Legionistów.

Zdjęcia: Flashscore.pl, Whoscored.pl, Twitter @Rakow1921 i @LegiaWarszawa

Obrazek wyróżniający: https://ekstraklasa.org/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s