Arsenal – Liverpool – Zasłużony triumf The Gunners

W sobotnie popołudnie 29 sierpnia oficjalnie zainaugurowano nowy sezon piłkarski w Anglii. Tradycyjnie rozpoczęło go starcie o Tarczę Dobroczynności pomiędzy mistrzem kraju Liverpoolem, a zdobywcą Pucharu FA, Arsenalem Londyn.

Na początku warto podkreślić, że choć w spotkaniu nie brakowało emocji, to miało ono jednak nieco wakacyjne tempo. Widać było, że piłkarze mają za sobą długi, ciężki sezon, który dopiero co się skończył. Czasu na odpoczynek i odpowiednie przygotowanie do kolejnych rozgrywek nie było zbyt wiele, zatem do samego meczu kibice podchodzili raczej z dystansem, choć zwycięstwa oczywiście chciały obie strony.

Gdyby ktoś po kilku latach przerwy od śledzenia Premier League spojrzał na skład Arsenalu na to spotkanie, najpewniej złapałby się za głowę. To nie jest już drużyna naszpikowana wielkimi gwiazdami, ale jak pokazało 90 minut starcia z Liverpoolem, nie samymi gwiazdami kluby żyją.

Generalnie, to właśnie podopieczni Mikela Artety zdawali się wykazywać większe chęci, większy głód i w moich oczach zaprezentowali się na boisku lepiej od swoich rywali, choć mieli momenty słabości. Stracili bramkę już w 6 minucie, ale okazało się, że van Dijk był na pozycji spalonej. Ta sytuacja była swego rodzaju pobudką dla Kanonierów, którzy od tego momentu ostro wzięli się do realizowania taktycznych założeń swojego trenera.

Ciężka praca popłaciła im już w 11 minucie gdy pięknym, mierzonym, technicznym strzałem gola zdobył Aubameyang, człowiek bez którego obecnego Arsenalu nie potrafię sobie wyobrazić. Piłkarze z Londynu imponowali konsekwencją w swojej grze, choćby przez umiejętne zagęszczanie pola gry na własnej połowie tak by maksymalnie utrudnić życie przeciwnikom.

Z każdą upływającą sekundą The Gunners czuli się coraz pewniej. Potrafili płynnie i spokojnie wymieniać piłkę w okolicach własnej bramki, będąc pod pressingiem Liverpoolu! Bardzo dobrze zaprezentował się Bellerin oraz Elneny.

The Reds byli dobrze zorganizowani, ale nie imponowali takim tempem oraz intensywnością gry do jakich nas przyzwyczaili i to właśnie w tym aspekcie upatrywałbym ich porażki. Dali się zaskoczyć Arsenalowi, a potem bardzo długo, a w moim odczuciu także zbyt wolno budowali swoje akcje. Dopiero w 30. minucie zaczęli mocniej naciskać i stwarzać sobie coraz lepsze okazje podbramkowe. Gdy tylko zwiększali pressing, rywale zaczynali się gubić. Pierwszą połowę trzeba zaliczyć zdecydowanie na konto Mikela Artety.

Po przerwie mogliśmy zaobserwować pewną przemianę Liverpoolu, który zaczął częściej atakować i dominować. Najlepiej w szeregach mistrza Anglii zaprezentował się Robertson, raz za razem posyłając piękne dośrodkowania w szesnastkę zdobywcy krajowego pucharu. W ataku mógł liczyć na dynamikę Mane i próby gry kombinacyjnej Firmino. Nieco mniej widoczny był Salah, ale w dużej mierze jest to zasługą dobrej, pełnej skupienia gry bloku obronnego Arsenalu oraz świetnej dyspozycji golkipera Martineza.

Zmian nie było wiele, ale jedna z nich dała The Reds upragnione wyrównanie. W 73. minucie po jednej z ładniejszych akcji, swojego pierwszego gola dla klubu zdobył Japończyk, Takumi Minamino. W tym momencie Liverpool kontynuował swoją presję, ale pod koniec dał się jeszcze zepchnąć do obrony przez Arsenal. O wyniku spotkania miały rozstrzygnąć rzuty karne. Swojej jedenastki nie wykorzystał wychowanek klubu z Anfield, młodziutki Brewster i to podopieczni hiszpańskiego szkoleniowca mogli cieszyć się z pierwszego trofeum w nowym sezonie.

Arsenal utrzymuje dobrą dyspozycję, którą imponował jeszcze pod koniec minionego sezonu, a w tym spotkaniu Mikel Arteta nie mógł jeszcze zagrać optymalnym składem. Widać jak wiele może dać zdeterminowany, pełny energii facet, który dodatkowo kocha klub w którym pracuje. Z drugiej strony, nie można powiedzieć, że Liverpool całkowicie zawiódł. Choć biorąc pod uwagę mocną wyjściową jedenastkę wydawało się, że Klopp nie lekceważy tego meczu, to trzeba jeszcze raz podkreślić, że Liverpool nie przypominał zwycięzcy Premier League z poprzedniego sezonu. Pandemia oraz spowodowane nią zmiany mocno mieszają trenerom, którzy z marszu muszą przygotować swoje zespoły do kolejnego ciężkiego sezonu, a to zwiastuje mnóstwo emocji!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s