„Sonic the Hedgehog” – Jeżowe kino familijne

Często gdy słyszymy o hollywoodzkich produkcjach, które dotyczą bliskich naszemu sercu książek, komiksów, czy nawet gier wideo nasze przeczucia co do nich bywają bardzo surowe. „Jeśli nie zrobią tego tak jak sobie to wyobrażam, ten film będzie do bani”. Oglądamy zwiastun, krótki wycinek tego co czeka nas w kinie i na tej podstawie wyrabiamy sobie pierwszą opinię o danym tytule. W moim przypadku było tak z adaptacją kultowej gry wideo „Sonic the Hedgehog”, a ta ocena, mówiąc delikatnie, nie należała do pozytywnych. Dziś wiem jednak jak bardzo się myliłem.

Sonic, to mały, niebieski jeż obdarzony niezwykłą mocą, dającą mu super-szybkość. Ma to oczywiście mnóstwo plusów, ale jednocześnie sprawia, że jest on na celowniku wielu nieżyczliwych postaci. W związku z tym musi opuścić swoje dotychczasowe miejsce zamieszkania, skazując swoją opiekunkę Longclaw na marny los. W ten sposób rozpoczyna się ziemski etap jego przygód.

Główna część filmu skupia się na wydarzeniach, które mają miejsce dziesięć lat później. Sonic w wieku nastolatka ma problemy jak każdy inny nastolatek. Dzięki jego szybkości ukrywanie się przed ludźmi nie jest zbyt skomplikowane i pozwala mu na mnóstwo zabaw. Sęk jednak w tym, że jest sam i nic nie może z tym zrobić. Gdy w przypływie emocji uwalnia ogromną falę energii, do gry wkracza rząd USA i zły dr Robotnik, który ma dowiedzieć się co wywołało ten wybuch energii. Nasz bohater musi uciekać, a na swojej drodze spotka przyjaciół oraz wrogów, a jego przygody są nie tylko bardzo szybkie, ale także zabawne i wzruszające.

Sonic, to tego rodzaju bohater, którego ciężko nie lubić. Może nie należy do najmądrzejszych i najsprytniejszych, ale jego pomysły na dobrą zabawę sprawiają, że nie sposób się z nim nudzić i myślę tu zarówno o innych bohaterach filmu jak i o wszystkich widzach. Sonic przez dekadę przebywa wśród niczego nieświadomych ludzi przez co nabiera podobnych nam zachowań. Niby jest kosmicznym jeżem, ale tak naprawdę jest jak każdy nastolatek.

Dość długo twórcy wprowadzają nas w jego historię, skupiając się na jego wewnętrznej izolacji i ogromnej chęci zdobycia prawdziwych przyjaciół. Choć wiele zdarzeń ma tu miejsce przypadkowo, to jednocześnie są one tak naturalne, że szybko dajemy się wciągnąć w wir przygód Sonica. Przez przypadek krzyżują się drogi bohatera i Toma Wachowskiego, policjanta z ambicjami, który ku jego uciesze ma dołączyć do służb w większym mieście. Jak możecie się jednak domyślić, spotkanie z kosmitą wiele zmienia w tym temacie.

W powyższej roli świetnie spisał się James Marsden, ale jeśli chodzi o grę aktorską w pamięć wryje wam się Jim Carrey i jego dr Ivo Robotnik, zły do szpiku kości, nastawiony na cel, zakochany w swoich maszynach i głoszący ich wyższość nad ludźmi. Carrey tworzy z niego mrocznego, szalonego naukowca z wyolbrzymionym ego z dodatkiem charakterystycznego dla aktora przed laty humoru.

Choć nie wszystko jest tutaj tak jak w grach, to fani franczyzy muszą zrozumieć, że to dopiero początek. Początek Sonica i Robotnika, którzy pokazali nam przedsmak tego jak będą się rozwijać. Bez sensu byłoby zarzucanie widza wszystkimi możliwymi postaciami czy nawiązaniami do gier wideo gdy ta historia dopiero się zaczyna. Reżyser Jeff Fowler doskonale to zrozumiał i podążając prostym schematem stworzył film stanowiąc idealną rozrywkę dla całej rodziny, z wielkimi rzeczami w odwodzie.

Gdyby nie fakt, że mieliśmy okazję oglądać już nie jednego bohatera obdarzonego nadludzką szybkością jak Flash czy Quicksilver jeszcze lepsze wrażenie zrobiłyby na mnie fantastyczne sceny, w których Sonic porusza się w zwolnionym wokół niego świecie, pokonując kolejne przeszkody i w oryginalny, przyprawiający każdego o wielki uśmiech na twarzy sposób walczy z różnymi problemami jak chociażby bójka w barze. Coś takiego już widzieliśmy, ale nadal robi to wielkie wrażenie.

Bardzo dobrze wypadł polski dubbing, w którym króluje Marcin Hycnar jako Sonic, Kamil Kula jako Tom Wachowski oraz Tomasz Borkowski jako Dr Robotnik. Żarty zostały naprawdę dobrze przetłumaczone, a w miejscach, w których trzeba było dostosować je do polskich realiów za każdym razem wypadały naprawdę zabawnie!

Mieszanka wybuchowej energii, świetnej muzyki, postaci które mają dokładnie wyznaczone miejsce w tej historii oraz duże pole manewru pozostawione do jej kontynuowania sprawiają, że „Sonic. Szybki jak błyskawica” to film, przy którym nie sposób bawić się źle. Zarówno najmłodsi jak i ci starsi widzowie znajdą w nim mnóstwo przyjemności i dlatego zachęcam do jego obejrzenia. I to jak najszybciej!

Ocena: 7,5/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s