Site icon Z innego świata

Recenzja mangi Król Szamanów – tom 5

Rozpoczęły się kwalifikacje do Turnieju Szamanów. Naprzeciw Yoh staje jego pierwszy przeciwnik Horohoro. Bohater nie wie czego może spodziewać się po swoim rywalu. Choć za nim mordercze treningi, nie możemy być pewni, że z łatwością zwycięży. Przed nami piąty tom bestsellerowej mangi Król Szamanów, w którym na dobre rozkręca się ścieżka do stania się tytułowym królem.

Poprzedni tom zakończył się w sposób zaskakujący. Poznaliśmy wspomnianego rywala Yoh i przekonaliśmy się, że nie będzie go łatwo odprawić z kwitkiem. Czaderski wygląd, wielka pewność siebie oraz przesłodki duch to jego znaki rozpoznawcze. W pierwszych rozdziałach przekonujemy się jakie postępy zrobił główny bohater mangi, a zarazem otrzymujemy przedsmak tego jak zaciętą rywalizacją będzie Turniej Szamanów.

W nowych rozdziałach Króla Szamanów poznajemy również niejakiego Fausta VIII. To kolejny przeciwnik Asakury, ale jakże inny od Horohoro. W jego przypadku ciężko mówić o zabawnym luzaku i po prostu dobrym człowieku. Już na pierwszy rzut oka widać wokół niego aurę zła i śmierci, co zresztą dostrzega sam Amidamaru. To zupełnie inna para kaloszy niż pierwszy rywal Yoh. W starciu z nim czeka nas dużo dramatów, a na szali pojedynku dwóch postaci na japońskim cmentarzu znajdzie się coś więcej niż duma oraz istotny punkt na drodze do uczestnictwa w turnieju. Czeka nas walka na śmierć i życie.

Bardzo podoba mi się fakt, że tym razem Hiroyuki Takei postanowił zaskoczyć nas zmianą tonu mangi. Do tej pory w dużej mierze mieliśmy do czynienia z historią pełną dowcipu i optymizmu, będącego znakiem rozpoznawczym Yoh. Tym razem robi się zdecydowanie poważniej. To już nie przelewki. Nie oznacza to, że brakuje charakterystycznego poczucia humoru, odlotowych pojedynków i niespodzianek. Dostajemy inny odcień Króla Szamanów i wypada on świetnie.

Tradycyjnie, największe wrażenie robią wizerunki postaci. Pociągają one czytelnika nie tylko oryginalnym wyglądem, lecz także osobowością, a ta jest ważnym punktem tego tomu. Jak mówi Goldva, wódz plemienia Paczów, w przypadku wyłonienia Króla Szamanów „najważniejszym kryterium nie jest duch opiekuńczy, ani używane medium lecz osobowość samego szamana”. Nic zatem dziwnego, że autor bardzo mocno skupia się na tym właśnie elemencie opowiadanej przez siebie historii.

Na koniec mangi czekają nas dodatkowe, przezabawne historie z Yoh, Mantą, czy Anną w rolach głównych. Są swego rodzaju momentem oddechu od głównego wątku piątego tomu Króla Szamanów. W środku lektury znajduje się jeszcze jedna niespodzianka, mianowicie kolorowe strony jednego z rozdziałów, nie będę jednak zdradzał którego.

Niby najnowszy tom mangi skupia się tylko wokół dwóch wątków, czyli pojedynków kwalifikacyjnych do Turnieju Szamanów, ale autor znalazł tu dużo miejsca by czytelnika wciągnąć i zaskoczyć. Są momenty, gdy historia trzyma w napięciu, są też takie gdy czujemy się wyluzowani i odprężeni jak Yoh. Fabuła rozwija się może powoli, ale w tym przypadku brak pośpiechu jest wskazany. Możemy na spokojnie odkrywać kolejne sekrety świata szamanów oraz historie poszczególnych bohaterów. A te są ciekawe, inspirowane opowieściami ze wszystkich stron świata, nie tylko Japonii. Pełna satysfakcja!

Exit mobile version