Site icon Z innego świata

Recenzja serialu Tokyo Vice – sezon 1.

Moim ulubionym krajem jest Japonia. Z wielu różnych względów. Jeśli zaś chodzi o zainteresowania, to na szczycie mojej listy znajdują się seriale. Najlepsze według mnie powstają w HBO. Czy może zatem znaleźć się lepsze połączenie powyższych elementów od mrocznego, klimatycznego serialu Tokyo Vice? Raczej nie.

Produkcja HBO to luźna adaptacja książki o tym samym tytule. Jej autor, dziennikarz Jake Adelstein dzieli się w niej z czytelnikiem swoimi reportażami z czasów pracy w dziale kryminalnym jednej z największych japońskich gazet. I tak w serialu śledzimy rozpoczynającego swoją karierę w Japonii reportera, wymagania pracy obcokrajowca w Kraju Kwitnącej Wiśni, relacje dziennikarzy z policją oraz świat tamtejszej mafii.

Tokyo Vice to lata 90. pełną gębą. Uważni widzowie, a w szczególności ci zaznajomieni z japońską popkulturą szybko dostrzegą tu elementy charakterystyczne dla tego okresu. Technologia, z której korzystają bohaterowie, cudownie dobrana muzyka, w szczególności rzucająca nam się w uszy w trakcie dyskotekowych zabaw postaci, to tylko niektóre z nich.

Przede wszystkim należy pochwalić tutaj scenarzystów. Historia została świetnie napisana, angażuje i zaskakuje widza, jednocześnie stanowiąc swego rodzaju lekcję na temat Japonii w latach 90. XX w. W równym stopniu zaciekawia nas opowieść o pełnym pozytywnej energii, ciekawskim reporterze jak i historia walki policji z yakuzą, czy losy ambitnej, skrywającej grzechy przeszłości dziewczyny do towarzystwa.

Twórcy Tokyo Vice spokojnie odkrywają przed nami kolejne elementy mrocznego oblicza Japonii, zabierając nas do klubów towarzyskich, na zebrania mafii, nie szczędząc przy tym seksu, alkoholu i narkotyków. Jeśli do tej pory kojarzyliście Japończyków przede wszystkim jako miłych, dobrze zorganizowanych i wychowanych, wycofanych obywateli wyspy znajdującej się na drugim końcu świata, to obejrzeniu serialu wasza opinia na ich temat z pewnością ewoluuje.

Świetnie według mnie spisał się w głównej roli Ansel Elgort. Do tej pory grał w dużej mierze w produkcjach dla młodzieży i choć nie miałem okazji zobaczyć go w niczym innym, to doceniam skalę jego talentu. W Tokyo Vice po prostu idealnie wczuł się w japoński klimat. Żyje sukcesami swojego bohatera, który przez większość czasu zdaje się nie dostrzegać czyhających na niego zagrożeń. Poza tym z wielką klasą doświadczonego, nieprzekupnego policjanta zagrał Ken Watanabe, a na wyróżnienie zasługuje też potrafiąca wykiwać niemal każdego Rachel Keller.

Ten mroczny i wciągający tytuł to nie lada gratka dla miłośników seriali. Historia może nie toczy się dynamicznym tempem, ale jest po prostu ciekawa, a zachwycamy się tu nie tylko zwrotami akcji, lecz także doborem ścieżki dźwiękowej, a nawet samymi zdjęciami pięknej Japonii, w szczególności nocą. Tokyo Vice to jedna z najlepszych serialowych nowości, którą musicie zobaczyć.

Zdjęcia: HBO Max

Exit mobile version