Site icon Z innego świata

Jawa – recenzja książki Mateusza Lubacha

Jawa - okładka książki

Z czym kojarzy się wam pustynia? Mnie na myśl przychodzą w pierwszej chwili negatywne skojarzenia. Kiedyś to miejsce tętniło życiem, dziś straszy pustką. W popkulturze mieliśmy trochę takich pustyni. Jednakże, pomimo tego niekorzystnego wizerunku często dawały bohaterom nadzieję. Tak było z Lukiem Skywalkerem mieszkającym na Tatooine, czy bohaterami Diuny. Podobnie rzecz się ma w debiutanckiej książce Mateusza Lubacha, pt. Jawa.

O czym jest Jawa

Historię zaczynamy od pobytu w mieście En Lapu. Tam poznajemy niepełną rodzinę, Bagnara i jego dzieci Rytę oraz Rufina. Głównym bohaterem książki jest ten ostatni. To jego tajemniczy sen, a następnie ciąg niezwykłych wydarzeń napędzają tu fabułę. Ekosystem został zniszczony przez pomór pszczół, a chłopak ma trafić na plantację, gdzie drzewa zapylane są ręcznie.

Jawa zaczyna się tajemniczo. Autor powoli wprowadza nas do wykreowanego przez siebie świata. Nie wiemy czy jest to obca planeta, czy Ziemia. Wiemy jedynie, że rzecz dzieje się w przyszłości. Zaproponowana przez Mateusza Lubacha wizja jest straszna i bardzo prawdopodobna. Tyle słyszymy o efekcie cieplarnianym i niszczeniu środowiska naturalnego, a nadal nie wszyscy chcą w to wierzyć. Być może ten tytuł zmieni ich zdanie.

Plusy

W sposób barwny i przystępny dla każdego czytelnika Jawa przedstawia nam En Lapu, następnie otaczającą miasto pustynię, a z czasem także inne lokacje. Autor nie sili się na mnóstwo niezrozumiałych, trudnych do odczytania nazw. Stara się by język był przejrzysty i prosty, i ta sztuka mu się udaje. Co ważniejsze, wraz z rozwojem fabuły słyszymy coraz więcej imion oraz nazw, które brzmią znajomo. Jednocześnie cały czas utrzymuje się atmosfera tajemnicy.

Im dłużej czytamy, tym bardziej spostrzegamy, że Jawa nie traktuje jedynie o środowisku i jego degeneracji. W dalszej części książki pojawia się wątek politycznej dyktatury i zbuntowanej przeciwko niej społeczności. Generalnie, całość historii została bardzo mądrze podzielona na części, przez które szybko się przechodzi.

W pewnym momencie wydaje się, że fabuła zmierza w dość przewidywalnym kierunku. Cały czas z tyłu głowy zapala nam się ostrzeżenie. Myślimy sobie, że to nie może się tak łatwo skończyć. Niespodzianki, na które zrzuca nas autor w końcowej części książki czynią lekturę zdecydowanie wartą czytania pomimo pewnych jej wad.

Nie obyło się bez minusów

Jawa w niejednym miejscu przywodzi na myśl Diunę. Pustynia, zbuntowani mieszkańcy, nowoczesna technologia, wątek ekologiczny i polityczny. To wszystko mieliśmy w klasyku sci-fi, któremu książka wydawnictwa Novae Res nie jest i nie będzie w stanie dorównać. Historia jest jednak zupełnie inna, więc ten minus jesteśmy w stanie autorowi wybaczyć.

Troszkę gorzej rzecz się ma z samą fabułą. Czytając, chciałem by Jawa bardziej skupiała się na poszczególnych fragmentach. Książka pędzi jednak na złamanie karku. Dla mnie kolejne zwroty akcji następowały zbyt szybko. Niektórym może nie starczyć czasu by skupić się na najważniejszych wątkach i mogą nie poczuć większej więzi z bohaterami.

Samo zaskoczenie też może wywołać mieszane odczucia czytelników. Z jednej strony finał jest bardzo zaskakujący. Z drugiej, może wam się wydać, że cała wcześniejsza lektura poszła na marne. Wszystko zależy od tego jak bardzo wciągnie was Jawa, jak zinterpretujecie historię Mateusza Lubacha.

Podsumowanie – Jawa warta zachodu

Lekturę oceniam pozytywnie. Z ekscytacją wyczekiwałem kolejnych rozdziałów, posunięć bohaterów i zwrotów akcji. Uważam jednak, że autor nie wykorzystał w pełni potencjału swojej historii. Mam nadzieję, że ma pomysł na jej kontynuację i wymienione przeze mnie wady zmieni w książkowe złoto. Myślę, że dla fanów sci-fi będzie to ciekawy, oryginalny tytuł warty przeczytania.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki chciałbym podziękować wydawnictwu Novae Res.

Exit mobile version