Site icon Z innego świata

Black Adam – recenzja filmu

Black Adam

Chyba wszyscy zgodzą się, że w chwili obecnej największą gwiazdą kina akcji jest Dwayne Johnson. Choć jak dla mnie jego filmy pozostawiają wiele do życzenia i często są jednowymiarowe, to zaskarbił sobie uwielbienie fanów na całym świecie. Nic więc w tym dziwnego, że bardzo długo wyczekiwali oni kiedy i do którego superbohaterskiego uniwersum dołączy. Aktor już dawno wskazywał jednak na zainteresowanie zagraniem pewnej konkretnej postaci, czego w końcu się doczekał. Tak oto powstał film Black Adam.

Miłośnicy uniwersum DC z pewnością kojarzą film Shazam! Piszę o nim nie bez powodu, gdyż jego główny bohater jest połączony z postacią, o której dziś przeczytacie. Tytułowy Black Adam otrzymuje bowiem swoje moce w podobny sposób co Billy Batson. Dochodzi do tego jednak w zupełnie innych okolicznościach. Jakich? Przekonajcie się czytając dalej.

Na początku był Teth-Adam

Mamy rok 2600 p.n.e. Trafiamy do królestwa Kahndaq, ciemiężonego przez króla Ahk-Tona. Ten zmusza ludność do wydobywania specjalnego kryształu. Ten ma mu posłużyć do stworzenia korony Sabbaca, która da mu nadprzyrodzoną moc i zdolność przyzywania demonów. O wszystkim dowiaduje się jednak Rada Czarodziejów, która obdarza niezwykłą siłą, szybkością, zwinnością, itp. jednego z dziecięcych niewolników. Tak powstaje legenda o Teth-Adamie, który wyzwolił Kahndaq.

W teraźniejszości dowiadujemy się jednak, że owo państwo wcale nie jest wolne. Znajduje się pod okupacją organizacji najemników zwanej Intergang. Wkrótce dowiadujemy się, że szukają oni wspomnianej wyżej korony. Choć garstka ludzi stara im się sprzeciwić to nie mają ani środków, ani zasobów ludzkich by tego dokonać. Nie mają nawet bohatera, który by im pomógł. Najwięksi herosi tego świata mają ich gdzieś.

W ten sposób trafiamy na pewną dzielną panią archeolog, jej dosyć leniwego brata i nieposłusznego syna. Jako, że zna ona historię państwa, pragnie znaleźć koronę i ukryć ją przed najemnikami. Wpada jednak w pułapkę. W desperacji odczytuje zapisane w grobowcu Teth-Adama słowa i… co za niespodzianka, przywraca go do świata żywych! A tytułowy bohater nie jest w dobrym humorze i niespecjalnie odnajduje się w nowym otoczeniu. Postanawia wyzwolić Kahndaq, ale na przeszkodzie zamierzają stanąć mu niewidziani w tym państwie superbohaterowie.

Black Adam – coś nowego czy odgrzewany kotlet?

Black Adam to naprawdę przyzwoity film-geneza bohatera. Problem w tym, że nie oferuje jednak on nic nowego na polu podobnych produkcji. Jest mnóstwo efektów specjalnych, według mnie zbyt wiele. Są spektakularne walki, a Dwayne Johnson w roli małomównego twardziela spisuje się doskonale. Są w końcu nie widziani dotąd w filmach bohaterowie z nieznanymi nam mocami. Nie brakuje też niespodziewanych zwrotów akcji. Jednym słowem, mamy tu w zasadzie wszystko to, czego możemy spodziewać się po tytułach Marvela, czy DC. Tylko, że po obejrzeniu kilkudziesięciu takich pozycji, to za mało by widza do siebie przekonać.

Oglądając film miałem wręcz wrażenie, że gdyby powstał 5, 10 lat temu, to byłby wielkim hitem i zarobiłby o wiele więcej pieniędzy (gdy ostatnio sprawdzałem, nie przebił dwukrotnie swojego budżetu). W końcu mamy największego gwiazdora kina akcji i mamy popularnych we współczesnym kinie superbohaterów. Nie ważne czy bardziej, czy mniej znanych. Podąża on jednak według pewnego schematu. Wszyscy domyślamy się, że pomimo wrogiego nastawienia głównego bohatera do innych herosów oraz ich konfliktu, ten ostatecznie im pomoże i pokona prawdziwego złoczyńcę. Przecież film nosi tytuł Black Adam.

O dziwo, naprawdę fajnie wypadają nowi superbohaterowie zaprezentowani w filmie. Prawdziwym MVP jest tutaj Doctor Fate brawurowo zagrany przez Pierce’a Brosnana. Nadaje on postaci maga odpowiedniej powagi i „gravitas”, jednocześnie zachowując mnóstwo dystansu do siebie i sytuacji, w której się znalazł. Mamy również Cyclone i Atom Smashera, którzy zostają nam przedstawieni jako początkujący herosie i tak się zachowują. Jest w tym logika. Na dodatek pokrótce wyjaśniono nam skąd wzięły się ich moce i dlaczego zostali bohaterami. Przyczepić można się jedynie do lidera tej grupy (zwanej Stowarzyszeniem Sprawiedliwości) Hawkmana, gdyż o nim dowiadujemy się najmniej. Jego relacja z Fatem wypada jednak świetnie.

Czy warto obejrzeć film Black Adam?

W gruncie rzeczy, to by było na tyle. Ciężko znaleźć jakieś oryginalne słowa by opisać ten film. Mam wrażenie, że przez jego pewną schematyczność wielu widzów ocenia go jednak zbyt negatywnie. To solidna porcja superbohaterskiej rozrywki. Jeśli nie ogląda się tych produkcji na co dzień, a ma się ochotę na widowisko akcji, to Black Adam sprawdzi się doskonale. Nie jest jednak w stanie konkurować z najlepszymi tytułami z tego gatunku, a już na pewno nie z Marvelem, który zresztą finansowo zostawił go daleko w tyle. Ja bawiłem się nieźle, ale fajerwerków nie było.

Ocena: 6/10

Zdjęcia: Warner Bros. Entertainment

Exit mobile version