Site icon Z innego świata

Szczęki – recenzja filmu

Szczęki - plakat filmu

Są takie filmy, o których wszyscy słyszeli, ale niekoniecznie je widzieli. Cytujemy kultowe teksty, nucimy popularne melodie, co nie oznacza, że doskonale znamy fabułę. W moim przypadku takim tytułem do niedawna były Szczęki Stevena Spielberga. Niby wiedziałem, że to historia o rekinie terroryzującym plażowiczów w pewnym amerykańskim miasteczku. Znałem na pamięć motyw przewodni skomponowany przez Johna Williamsa. Filmu jednak nie obejrzałem, ale dziś to się zmieniło i chciałbym wam opowiedzieć o tym klasyku.

Amity Island. Mały, nadmorski kurort. Zarabia przede wszystkim latem na przyjeżdżających tam turystach. Nic zatem dziwnego w tym, że władze zrobią wszystko by ściągnąć i zatrzymać jak najwięcej z nich. A największą atrakcją jest oczywiście plaża. Pojawia się jednak pewien problem. Pewnego dnia okazuje się, że zaginęła młoda dziewczyna. Poszła wykąpać się w morzu po długiej, nocnej imprezie i już nie wróciła. Gdy jej zwłoki zostają odnalezione na brzegu, miejscowy szeryf bierze się do roboty. Podejrzewa, że pobliskich wodach grasuje rekin.

Film z jednej strony pokazuje nam jak daleko są w stanie posunąć się chciwi włodarze miasteczka, którzy zrobią wszystko by zatrzymać turystów. Nawet jeśli będzie trzeba nagiąć prawdę dotyczącą kolejnych martwych osób. W opozycji do nich znajduje się szeryf Brody. Niestety, musi słuchać się swoich przełożonych, a przez to dochodzi do następnych tragicznych wydarzeń. W końcu może jednak zacząć działać. Druga część produkcji Spielberga skupia się właśnie na polowaniu na rekina, w którym udział prócz szefa policji bierze oceanolog Matt Hooper oraz pewien rybak i łowca rekinów, Quint.

Film stary, ale jary?

Szczęki to film z 1975 r. Biorąc pod uwagę ten fakt, ogromne wrażenie robi realizacja tego tytuły. Wszystkie ujęcia kręcone pod wodą, czy na wodzie, a przede wszystkim te z udziałem rekina wniosły wówczas nową jakość do kina. Sama fabuła jest jednak bardzo prosta. Mniej więcej do połowy seansu strasznie się wynudziłem. W sumie działy się rzeczy oczywiste, ale niemiłosiernie się dłużyły. Być może mój problem wynika z faktu, że współcześnie mamy do czynienia niemal wyłącznie z dynamicznym kinem akcji, a kiedyś wyglądało to zupełnie inaczej.

Walka z żywiołem jakim jest krwiożerczy rekin jest efektowna. Co więcej, choć spodziewamy się, że do niej dojdzie, to jednak zaskakuje nas. Spielberg świetnie buduje atmosferę, gdy trójka wcześniej wspomnianych bohaterów wyrusza na łodzi w poszukiwaniu monstrum. Po jakimś czasie nawiązuje się między nimi pozytywna relacja, śpiewają, piją, a nawet chwalą się swoimi bliznami. Aż tu w końcu przychodzi ten najważniejszy moment, gdy pojawia się rekin i żaden widz nie jest w stanie przewidzieć jak krwawej i brutalnej walki będziemy świadkami.

Podsumujmy

Oceniając Szczęki, muszę podzielić film na dwie części. Najpierw dość nudne, sztampowe i rozciągnięte wprowadzenie, a potem powolne budowanie napięcia z fantastycznym, niespodziewanym finałem. I niestety, mimo świetnego finału w pamięci mocno utkwiła mi ta pierwsza część i nie do końca przekonałem się do tej historii. Podziwiam tutaj reżyserski kunszt Spielberga, ale scenariusz nie powala na łopatki. Myślę, że ciężko będzie wam przebrnąć przez ten tytuł.

Ocena: 6/10

Zdjęcie: IMDb

Exit mobile version