Foligatto – recenzja komiksu

Pamiętam, że już w dzieciństwie pociągały mnie historie dziwne, nietypowe, wręcz absurdalne. Wszystko to co w jakimś stopniu było odstępstwem od normy. Być może właśnie dlatego tak bardzo moją uwagę przykuła twórczość Davida Lyncha. Dziś jednak podążamy w kierunku historii komiksowych, a wśród nowości na naszym rynku pojawił się tytuł, który zdecydowanie wyróżnia się niebanalnością. Mowa o Foligatto od NAGLE!

Ciężko jednoznacznie stwierdzić co przyświecało twórcy tego komiksu, gdy nad nim pracował. Już pierwsze jego strony napawają nas pewną obawą i niepewnością. Jako dzieciak z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu bałem się za każdym razem gdy słyszałem utwór Cichosza Grzegorza Turnaua. No i właśnie ten początek Foligatto przypomniał mi tamte chwile i wprowadził w atmosferę rodem z horroru, którego mały chłopiec nie powinien oglądać.

Już same postaci wydają się być wynaturzone, jakby pozbawione pewnego ludzkiego elementu! W parze z wyglądem idzie ich zachowanie. Miasteczko Eccenihilo, do którego trafiamy naznaczone jest bowiem jakimś rodzajem agresji i brutalności. Aż strach byłoby chodzić po tych ulicach, a co dopiero z kimkolwiek rozmawiać. Nicolas de Crecy buduje niezwykłe miejsce w bardzo specyficznym klimacie. Niby się go boimy, ale z drugiej strony przyciąga nas i nie możemy się od niego oderwać.

Sama fabuła do normalnych również nie należy. Ktoś wpada na genialny pomysł, że należy urządzić karnawał, bo impreza uspokoi rozjuszonych, rozwścieczonych mieszkańców. Mniemam, że w ten sposób mieliby znaleźć ujście dla skumulowanej negatywnej energii. Mniejsza z tym. Co najważniejsze, główną atrakcją zabawy ma być występ światowej sławy śpiewaka operowego, tytułowego Foligatto.

Czytelnik zdąży przyzwyczaić się do tego połączenia gotyckiego i groteskowego stylu zanim ujrzymy głównego gracza tej historii. Można by pomyśleć, że na tym etapie jesteśmy oswojeni ze swego rodzaju dziwnością historii, ale to dopiero początek. Naprawdę absurdalnie zaczyna się robić wraz z pojawieniem się tego wielkich rozmiarów, jakby nabrzmiałego, wynaturzonego artysty. Przypomina troszeczkę przerażającego klauna, za którego makijaże może kryć się absolutnie wszystko.

Mamy zatem Foligatto i zaczyna się robić dziwnie. Bohater ma sny, na punkcie których zaczyna mieć lekką obsesję. Doszukuje się w nich bowiem prawdy i co zaskakujące, poniekąd ma rację. Dalsze wydarzenia postępują w szybkim tempie, w rytm śpiewanego przez niego utworu. Mamy wrażenie jakby był to jakiś hipnotyczny taniec. Mężczyzna szuka swojej siostry, zmienia mu się głos, zaczyna się robić agresywny. Rodzi się niekontrolowany chaos.

Nie dało się przewidzieć w jakim kierunku potoczy się ta historia. Jej finał z pewnością zaskoczy niejednego czytelnika. Trzeba też podkreślić, że daleko tutaj do stylu narracji rodem z większości amerykańskich, a nawet europejskich tytułów. Foligatto i Eccenihilo żyją własnym życiem. Są trochę jak zakazany owoc, do którego lepiej się nie zbliżać, ale którego można jak najbardziej podziwiać z dystansu. Jeśli zatem lubicie to co dziwne, to musicie przekonać się na własnej skórze, że warto ten komiks przeczytać.

Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania komiksu chciałbym podziękować wydawnictwu NAGLE!

We własny egzemplarz komiksu możecie zaopatrzyć się pod poniższym linkiem: https://www.naglecomics.pl/foligatto/3-232-100

Leave a Reply