Może się mylę, ale niemal każdej osobie, starszej czy młodszej, świat magii kojarzy się przede wszystkim z serią Harry Potter. Ciężko znaleźć dziś kogoś, kto przynajmniej nie słyszał o historii chłopca z blizną w kształcie błyskawicy na czole. Nie powinien zatem dziwić fakt, że wiele książek, filmów, seriali, itp. wykorzystuje elementy znane nam z książek J. K. Rowling. Niedawno odkryłem w jak oryginalny i przezabawny sposób czyni to manga, pt. Mashle.
Ukazująca się w Polsce nakładem wydawnictwa Studio JG od roku manga autorstwa Hajime Kōmoto to komedia fantasy osadzona w świecie magii. Sęk w tym, że jej główny bohater Mash Burnedead tą magią nie dysponuje choćby w najmniejszym stopniu! Jak się niebawem dowiadujemy jest to problem, gdyż osoby niemagiczne się tutaj nie ostały (przynajmniej tyle wiemy na ten moment). Co się zatem stanie gdy chłopak niechcący do tego świata trafi?
Stanie się tyle, że będzie to punktem wyjścia do przezabawnej, pełnej akcji, humoru i przygody historii! Choć na samym wstępie, drobnym druczkiem otrzymujemy informację, że wszelkie podobieństwa do istniejących postaci, organizacji i zdarzeń są przypadkowe, to gołym okiem widać nawiązania do wspomnianej na wstępie magicznej sagi. Czasem można nawet odnieść wrażenie, że Mashle w jakimś stopniu parodiuje Harry’ego Pottera!

Przyjrzyjmy się tej sprawie. Mamy magiczną akademię z sędziwym, potężnym dyrektorem o dobrym sercu na czele. Uczniowie noszą specjalne szaty i mieszkają w akademikach. Jest nawet popularny sport zwany Duelo, w którym zawodnicy dosiadają mioteł i zdobywają punkty przerzucając piłkę przez ogromne obręcze. To wszystko brzmi znajomo, prawda? Jednakże, pomimo wielu jednoznacznych skojarzeń nie ma się wrażenia, że manga to tania podróbka Harry’ego Pottera, a jej autor idzie na łatwiznę.
Zacznijmy od tego, że historia, która rozpoczyna się w pierwszym tomie jest nacechowana dużą ilością porządnego humoru! Sam główny bohater jest przekomiczny, nie tylko dlatego, że nie potrafi czarować i większość wolnego czasu dzieli między ćwiczenia tężyzny fizycznej i uwielbienie ptysiów. Najbardziej śmieszy bowiem jego stosunek wobec magii. Mash nie może bowiem zrozumieć dlaczego wszyscy wyręczają się czarami zamiast robić różne rzeczy przy użyciu własnych rąk.

Mash to postać, która z pewnością zapadnie wam w pamięć. Od nieumiejętności otwierania drzwi, przez strasznie prosty charakter (w końcu przez lata ojciec ukrywał go przed światem), aż po niezwykłą siłę, szybkość i atletyczność. No i ten zabójczy wyraz twarzy. Zresztą, ta jego prostota idealnie współgra również z jego wyglądem.
Skoro już jesteśmy przy wyglądzie to pomówmy o stronie wizualnej mangi. Pierwszy tom mangi to zawsze początki, a początkom daleko do ideału. Autor daje jednak radę. Gdzieniegdzie wizerunki postaci mogą wydawać się nie do końca symetryczne, ale poza tym nie widzę zastrzeżeń. Co zaś tyczy się samej kreski, to nie wydaje się ona być nad wyraz oryginalna. Sprawia wrażenie jak byśmy już gdzieś ją widzieli, a było to prawdopodobnie w innych tytułach tego gatunku. Trzeba jednak podkreślić, że do samej fabuły i bohaterów pasuje ona idealnie.

Najfajniejsze w naszym bohaterze jest to, że w zasadzie nikogo się nie boi. Przez swoją głupotę (co zdaje się nieraz będzie jeszcze miało miejsce) Mash naraża swoją rodzinę na niebezpieczeństwo i nie tylko musi zacząć uczęszczać do magicznej akademii, ale także zostać „boskim adeptem”, czyli mówiąc w skrócie jednym z najlepszych uczniów, który po ukończeniu szkoły zyskuje różne przywileje. Jak już na dobre osadza się w świecie magii, nie straszni mu nauczyciele, utalentowani rówieśnicy, potwory, itd. Siłą swoich mięśni prze do przodu i mnie to bawi na całego.
Mashle to jest naprawdę pozytywnie zakręcona manga! Poczucie humoru autora kupuję w 100%. Swoją drogą, między poszczególnymi rozdziałami pokrótce przedstawia on jak został mangaką i jak doszedł do wydania tego tytułu i tam też to poczucie humoru widać, słychać i czuć. Akcji jest tu co nie miara i zazwyczaj jest ona naprawdę nieprzewidywalna. Ten pierwszy wprowadza nas w klimat historii, przedstawia jej różne aspekty, nadaje ton fabule. Na rozwój głównego wątku jeszcze przyjdzie bowiem czas. Czekam jak dalej rozwiną się losy sympatycznego bohatera i jego przyjaciół.
Ocena: 8/10
