Lata oglądania filmów i seriali oraz czytania książek i komiksów przyzwyczaiły mnie do najdziwniejszych scenariuszy. No bo na przykład kto z was wpadłby na pomysł, że Abraham Lincoln mógłby być pogromcą wampirów? Pewnie mało kto. Podobnie rzecz się ma z historią, o której dziś chciałbym wam opowiedzieć. Ta czyni bowiem najpopularniejszego krwiopijcę w popkulturze bohaterem… westernu! Zapraszam do zapoznania się z komiksem Drakula na Dzikim Zachodzie.
W zasadzie już na samym początku komiksu autorstwa trójki Piredda-Lamberti-Albano robi się bardzo ciekawie. To wszystko za sprawą istotnego zwrotu akcji. W sumie dość przypadkiem tytułowy bohater trafia bowiem w ręce niczego nieświadomych rdzennych mieszkańców Ameryki, którzy postanawiają mu pomóc. Przekonani, że ciąży na nim klątwa, przez którą jego ciało płonie w świetle słońca pomagają uporać mu się z tym problemem. Staruszka, która tego dokonuje szybko jednak tego żałuje, gdy dowiaduje się z kim ma do czynienia.
Władca wampirów, uciekający z Europy do Nowego Świata, na dodatek mogący kroczyć w świetle dnia. To brzmi jak naprawdę przerażający scenariusz. Okazuje się jednak, że wcale nie musi tak być, gdyż Drakula ma swój plan i pragnie wieść spokojne życie. Przynajmniej tak twierdzi. Jego kolejne poczynania zmierzają właśnie ku temu celowi. By go jednak zrealizować niejeden śmiertelnik będzie musiał ponieść najwyższą cenę. W końcu mamy do czynienia z wampirem.

Już w przedmowie do komiksu pewne wątpliwości jakie moglibyśmy mieć co do jego treści zostają rozwiane. Jak zaznacza Gianluca Piredda:
Znajdziecie tu pierwszą historię z serii pozbawionych wielu odniesień do rzeczywistości, rozrywkowych, lekkich opowieści, których jedynym celem jest dobra zabawa.
Twórcy komiksu świetnie wpasowują tytułowego bohatera w klimaty Dzikiego Zachodu. Jednocześnie powstaje nam tu znany westernowy motyw, czyli nieznana postać przybywająca do małego miasteczka, od momentu którego zaczynają się kłopoty. Bardzo przypadł mi również do gustu charakter Drakuli jako zmęczonego i szukającego spokoju, choć wciąż zdolnego do przerażających czynów. Według mnie ten kontrast wypada tu świetnie.

Cóż można powiedzieć na temat samej fabuły? Mamy tutaj dwie opowieści. Obie są dosyć proste i lekkie. Skupiają się na przybliżeniu nam sylwetki wampira, realizacji jego planu oraz pokonywaniu przeszkód, które stają na jego drodze. Pierwszą jest pewien gangster-bogacz, ściągający haracze i siejący postrach w mieście. Drugim jest potwór, który okazuje się mieć powiązania z przeszłością Drakuli.
Drakula na Dzikim Zachodzie prezentuje się genialnie pod względem kreski oraz ilustracji. Na początek trzeba nadmienić, że jest to komiks w pełni czarno-biały. Ta kolorystyka świetnie pasuje do klimatu grozy, który w niejednym momencie sieje nasz bohater oraz do towarzyszącej mu aury tajemniczości. Wydaje mi się, że dzięki temu całość nabiera pewnej powagi i pomimo motywu fantasy staje się bardziej wiarygodna.

Osobiście, w pełni kupuję zachowanie i motywacje Drakuli jakie wymyślili sobie tutaj twórcy. To naprawdę ciekawa odmiana w porównaniu z wieloma historiami o wampirach. Choć autor historii twierdzi, że powinniśmy traktować ją jako czystą rozrywkę, to uważam, że zarówno pod względem scenariusza jak i ilustracji komik stoi na wysokim poziomie. Wszyscy czytelnicy powinni być nim mile zaskoczeni i dlatego warto po niego sięgnąć.
Zdjęcia: Wydawnictwo Elemental
Ocena: 7/10
