W ciągu ostatnich dziesięciu lat namnożyło nam się platform streamingowych jak grzybów po deszczu. Dzisiaj ciężko jednak wskazać jedną z nich, która miałaby absolutnie lepszą ofertę od pozostałych. Niemal każda posiada produkcje warte obejrzenia. Jedną z nich jest chociażby Amazone Prime Video, którego największym hitem jest w moich oczach serial The Boys. Niedawno mieliśmy okazję powrócić do zbudowanego w nim uniwersum, a to za sprawą zupełnie nowego tytułu, stanowiącego jego spin-off, pt. Gen V.
Sam pomysł spin-offu The Boys przyjąłem bardzo sceptycznie. Tym bardziej, że miała być to historia nowa, choć częściowo oparta na kultowej serii komiksów Gartha Ennisa i Daricka Robinsona. Zapowiedzi sugerowały jednak, że będzie nas tu czekać równie pokręcony humor, a przede wszystkim szalona dawka krwawej i brutalnej akcji, którą hit Amazona zaskarbił sobie uwielbienie widzów na całym świecie. Mogła nas zatem czekać pozytywna niespodzianka.
I w jakimś stopniu tak właśnie jest, ale wszystko w swoim czasie. Zacznijmy od tego, że Gen V to taki serial młodzieżowy, tylko że o superbohaterach. Jego bohaterami są uczniowie prestiżowego uniwersytetu Godolkina dla „supków”, czyli osób o nadprzyrodzonych mocach. Uczą się, nawiązują nowe relacje, no i oczywiście imprezują, czyli sex, drugs & rock’n’roll.
Główną bohaterkę tej historii poznajemy w bardzo nietypowych okolicznościach, choć bardzo w stylu The Boys. Wraz z rozpoczęciem okresu dojrzewania Marie zyskuje niezwykłe moce, lecz nie potrafi ich kontrolować. Gdy zaczyna miesiączkować wpada w panikę, a że potrafi kontrolować krew (a przynajmniej będzie potrafić w przyszłości), w przypływie strachu zabija swoich rodziców, wpadających w pośpiechu do toalety, gdzie dziewczyna odkrywa swoje moce.
Następnie przechodzimy do czasów współczesnych. Marie mieszka w domu dziecka. Pragnie odbudować relację z siostrą, która jako jedyna przeżyła wyżej wspomniany koszmar. By zmienić swój wizerunek w oczach dawno niewidzianej siostry postanawia zostać superbohaterką. Najlepsza ku temu droga wiedzie przez uniwersytet Godolkina, do którego szczęśliwie udaje jej się dostać. Nie oznacza to jednak końca przeszkód jakie staną na drodze bohaterki do szczęścia.

Muszę przyznać, że ten punkt wyjścia historii jest naprawdę ciekawy i oryginalny. Nadaje on historii Marie motywacji oraz tempa i nieźle wpisuje się w świat superbohaterów. Jednakże, w natłoku akcji, wątków, postaci nieco odchodzi on na bok, co wprowadza do fabuły sporo chaosu. Twórcy zdają się z czasem bardziej polegać na brutalności i obrazoburczości charakterystycznej dla tego serialowego uniwersum, a logika schodzi na dalszy tor.
Jak wiele amerykańskich seriali tak i Gen V zasadza się na sekretach i kłamstwach bohaterów. Gdy część z nich wychodzi na jaw, akcja nabiera tempa, a widzowie albo tego nie kupują, albo są przyklejeni od ekranów telewizorów, laptopów, czy innych urządzeń audiowizualnych. Mnie spodobał się klimat tej produkcji, a przede wszystkim ten styl rodem z The Boys i łamanie wszelkich granic dobrego smaku. Nie do końca przekonali mnie jednak bohaterowie i fabuła.

Wiecie, ja mam już trochę dość produkcji o młodzieży. W każdej musi być seks, narkotyki, imprezy, romanse i dramaty. W Gen V też to mamy, a jedyną różnicą są supermoce. Ten element wypadł w moich oczach przewidywalnie i po prostu słabo, i tylko nieliczne szalone sceny w tym przypadku odpowiednio na mnie zadziałały (choćby zmniejszenie się bohaterki, by uprawiać seks z kolegą, pieszcząc w tej małej formie jego przyrodzenie).
Widziałem już tyle superbohaterskich filmów i seriali, że część nadprzyrodzonych umiejętności bohaterów nie robi już na mnie wrażenia. To kolejny problem, który napotkałem z serialem. O ile wspomniana wcześniej Marie jest ciekawa, a tym bardziej jej moce, o tyle nieco inaczej jest z innymi postaciami. Niewidzialność? Było. Kontrola umysłów? Znamy to. Nadludzka siła, pirokineza, zmniejszanie się i zwiększanie? Już to grali. Gdyby nie fakt, że większość aktorów i aktorek bardzo dobrze spisała się w swoich rolach, mielibyśmy do czynienia z nudną historią.

Oprócz wspomnianego przeze mnie wątku Marie, chcącej odzyskać utraconą więź z siostrą, fabuła serialu skupia się na ukrytym za murami uniwersytetu Godolkina ośrodku, w którym przeprowadzane są eksperymenty na „supkach”. Oczywiście, są oni tam trzymani wbrew ich woli. Jest tam brat jednego z bohaterów, Luke’a który został uznany za zmarłego. Z czasem przyjaciele chłopaka odkrywają, że żyje, a także poznają kolejne sekrety szkoły i powiązanych z nią osób. W ten oto sposób zmierzamy do wielkiego finału pierwszego sezonu.
Ja bawiłem się przy Gen V naprawdę dobrze. Serial nie wciągnął mnie tak jak The Boys, ale szaleństwa jakie w poszczególnych odcinkach zaserwował strasznie mi się spodobały. Rozczłonkowywanie przeciwników pokazane w muppetowej wersji, torturowanie supków i sprawdzanie granic ich możliwości, napalony reporter chcący uprawiać seks z każdą, dosłownie każdą dziurą. W każdym epizodzie znajdziecie momenty, po obejrzeniu których będziecie zbierać wasze szczęki z podłogi. Jeśli poszukujecie atrakcji i solidnej dawki rozrywki, to tutaj z pewnością je znajdziecie.
Ocena: 6,5/10
Zdjęcia: IMDb.com
