Okazuje się, że nawet gdy film zostaje niemal jednogłośnie zmieszany z błotem przez krytyków i widzów, to i tak może doczekać się kontynuacji albo jego nakręcona już wcześniej druga część może ujrzeć światło dzienne. A znamy przecież przypadki, w których gotowe filmy były wyrzucane do kosza. Tak się jednak nie stało z kosmiczną epopeją Zacka Snydera, której druga część Rebel Moon Część druga: Zadająca rany jest niestety równie kiepska jeśli nie gorsza niż oryginał.
Druga część space opery Snydera to w zasadzie wielkie oblężenie wioski, której bronią nasi bohaterowie. Wielki ciemiężyciel narzuca swoją wolę maluczkim ludziom. Do tego w zasadzie sprowadza się Rebel Moon. Oczywiście, nikogo nie zastanawia fakt, że wielkie Imperium zajmuje się planetą, na której najwidoczniej jest tylko jedna wioska! Podejrzewam, że planeta B-612 z Małego Księcia była większa.
Rebel Moon Część druga: Zadająca rany to w zasadzie głównie akcja, akcja, akcja. Najpierw sprzymierzone siły tych dobrych muszą się do niej przygotować i podtrzymywać ułudę wobec sił Macierzy, które są przekonane, że kontrolują planetę. Dlatego wszyscy biorą się do błyskawicznych żniw. Zack Snyder nawet w przypadku tak banalnych czynności jak zbieranie plonów musi raczyć nas swoimi ukochanymi scenami w zwolnionym tempie. Gdyby zliczyć wszystkie, to pewnie film byłby jakieś pół godziny krótszy.
Potem zaczyna się już spektakularna walka pełna efektów specjalnych, wybuchów, wojskowych manewrów i popisów kaskaderskich. Ilość tych wszystkich elementów na metr kwadratowy nie mieści się wręcz w naszym pojęciu. Im dłużej je oglądamy tym bardziej musimy jednak odłożyć na bok logikę. Posunięcia niektórych z bohaterów w obliczu walki na śmierć i życie są bowiem co najmniej dziwne, a część z nich wygląda po prostu żenująco.
Świetnym przykładem powyższego jest scena, w której rolnicy wyskakują z ukrycia, które wygląda jakby narzucili na siebie jakieś koce kamuflujące. A ta przedwczesna radość Titusa, który był jednym z prominentnych żołnierzy wojsk Macierzy, więc posiada znaczne wojskowe doświadczenie, a jest zaskoczony faktem, że po dwudziestu minutach wrogowie przybywają z posiłkami.

Tak naprawdę, to nie zapamiętujemy nawet imion poszczególnych bohaterów, a co dopiero nazwisk, odgrywających ich aktorów/aktorek. Pod względem aktorskim jakkolwiek pochwalić można tylko głównego antagonistę, w którego wciela się Ed Skrein, tworząc postać skurczybyka, którego każdy z chęcią by zatłukł. Bardzo stara się również odtwórczyni głównej roli Sofia Boutella, ale z pustego i Salomon nie naleje. Dialogi są bowiem sztywne jak występy reprezentacji Polski na większości turniejów piłkarskich w XXI w.
Te dwie części Rebel Moon składają się na małą historię w ramach ogromnego świata. Tak zobrazował to Zack Snyder. Całość kiepsko wypada zarówno razem, a tym gorzej gdy podzieli się ją na dwie części i w związku z tym wobec drugiej z nich ma się pewne oczekiwania. Reżyserowi i twórcy filmu nie udaje się nas zainteresować historią, ani przyciągnąć barwnymi, charyzmatycznymi bohaterami. Tych elementów zdecydowanie tutaj brakuje.

Jeśli jesteście fanami porządnej rozwałki i dynamicznej akcji, to znajdziecie o wiele lepsze tytuły w ofercie Netflixa niż Rebel Moon Część druga: Zadająca rany, a ten film w zasadzie do scen walki się sprowadza. Jeśli jednak macie jakieś porządki do zrobienia, ciuchy do uprasowania lub obiad do przygotowania to spokojnie możecie zapuścić film na telewizorze i niech sobie leci. Wiele nie stracicie.
Ocena: 4/10
Zdjęcia: Netflix
