Kiler – recenzja filmu

Jako, że żyjemy w czasach, w których wielkie wytwórnie filmowe często starają się zarobić na nostalgii widza, postanowiłem ostatnio przyjrzeć się kultowym tytułem. Chciałem sprawdzić jak niektóre z klasyków trzymają się po wielu latach od ich premiery. Przede wszystkim postanowiłem przekonać się czy wciągają, bawią i urzekają tak jak przed laty. Na pierwszy ogień poszła najlepsza polska komedia lat 90. czyli Kiler.

Kiler Juliusza Machulskiego miał premierę w listopadzie 1997 r. Ciężko uwierzyć, że to już prawie 27 lat od kiedy ten tytuł zagościł w pamięci milionów Polaków. Jako, że wówczas miałem raptem sześć lat i nie byłem jeszcze ani razu w kinie, pamiętam że pierwszy raz film zobaczyłem na pożyczonym od znajomych siostry odtwarzaczu wideo parę lat później. I niemal z miejsca pokochałem te teksty i poczucie humoru jakim film oczarował Polaków.

Komedia opowiada historię Jerzego Kilera, który omyłkowo został uznany za sławnego i nieuchwytnego zabójcę na zlecenie o pseudonimie „Kiler”. Skoro takie ma nazwisko, a w bagażniku jego taksówki znaleziono broń, z której dopiero co zabito Andrzeja G. „Gilotynę, to przecież musi być poszukiwanych zabójcą. Z takiego założenia wychodzi policja na czele z charyzmatycznym komisarzem Rybą. My jednak wiemy, że to jest „jakaś pomyłka”, cytując bohatera.

W filmie przeplatają nam się dwa wątki. Z jednej strony mamy przedstawicieli zorganizowanej przestępczości – gangstera Siarę oraz skorumpowanego polityka Lipskiego – którzy mają zgarnąć wielką kasę. Z drugiej mamy naszego Kilera, który Kilerem wcale nie jest, choć wszyscy uważają inaczej. Właśnie dlatego główny bohater postanawia iść z prądem i nie wprowadzać nikogo w błąd. Nie wie jednak, że za sprawą tego zachowania będzie musiał „sprzątnąć” kilka osób. To prowadzi do ciągu przezabawnych zdarzeń, które stanowią fabułę filmu.

Choć Kilera możemy obejrzeć sobie w nieco odświeżonej wizualnie wersji, to gołym okiem widać jak przestarzała jest dziś technologia, w której wówczas kręcono filmy. Po więcej niż jednym seansie dostrzegamy, że montaż komedii pozostawia dziś nieco do życzenia. Przejścia od sceny do sceny bywają toporne i brakuje im płynności. Przez to dziś produkcja wygląda staro, co młodym widzom może nie odpowiadać. Istotniejsza jest tu jednak fabuła.

Spójrzmy prawdzie w oczy. Kiler to nie jest jakieś wielkie scenopisarstwo. To nie jest najbardziej epicka fabuła jaką napisano w Polsce. Czuć, że twórcy filmu musieli inspirować się amerykańskim kinem, bo taka historia jak najbardziej wpasowuje się w często absurdalne pomysły jakie miewają scenarzyści za oceanem. W naszym kraju było to jednak coś oryginalnego. Nie oznacza to jednak, że scenariusz jest po prostu do bani. Jego najmocniejszym punktem, który zresztą uczynił ten tytuł kultowym są w końcu bohaterowie.

Tak. Bohaterowie zostali tutaj fantastycznie rozpisani, a dialogi to po prostu kopalnia złota. Dziś wiemy, że niejeden z tekstów był zaimprowizowany, ale wiele z żartów to także zasługa scenarzysty Piotra Wereśniaka. Przede wszystkim jednak wspomniani bohaterowie zostali wspaniale obsadzeni. Większość widzów wspomina genialnego Janusza Rewińskiego w roli zatwardziałego gangstera, rzucającego w jego mniemaniu poważnymi, a w naszym przezabawnymi tekstami, o czym świadczy chociażby jego dialog z żoną Gabrielą:

Siara: Gdzieś była, lafiryndo?

Gabrysia: Nie przedstawisz mnie swojemu gościowi?

Siara: Z przyjemnością. To jest moja żona lafirynda, a to jest mój najlepszy przyjaciel, ale nie martw się przyjacielu, ona już sobie idzie.

Gabrysia (do Kilera): Może panu zrobić kanapki albo usmażyć jajka?

Siara: Cycki se usmaż! Ty wiesz kto to jest? Ty wiesz kto to jest?! To jest Kiler! On se może jeść Chateau, może se jeść ostrygę, może se jeść co chce, a nie twoje rozpaćkane kanapki!

Kiler to także inne wspaniałe postaci, nawet te występujące tutaj w mniejszym stopniu. Krzysztof Kiersznowski jako dający sobą pomiatać sługus Siary, Marek Kondrat w roli przesadnie pewnego siebie dyrektora więzienia Mieczysława Klonisza czy Sławomir Sulej jako Kudłaty, współwięzień z celi Kilera, który ma w sobie coś szalonego, lecz po bliższym poznaniu wydaje się być nie groźny. Film to po prostu plejada barwnych bohaterów, których perypetie chciałoby się śledzić zdecydowanie dłużej niż przez niecałe dwie godziny.

No i jest oczywiście Cezary Pazura, skrojony do zagrania Jurka Kilera. Ta postać ma w sobie coś, co dziś można by nazwać pewną nerdowatością i głupkowatością, która doskonale łączy się z pozą, którą bohater przyjmuje tak naprawdę by przetrwać na wolności. Czuje konwencję i jest u szczytu swoich możliwości. W końcu to on dźwiga na swoich barkach ciężar tego filmu i ta sztuka mu się udaje.

Nie mógłbym zapomnieć o fantastycznej ścieżce dźwiękowej. Elektryczne Gitary to był świetny wybór. Ich muzyka jest szybka, wpada w ucho, a teksty są często na tyle niepoważne, a może raczej zabawne i satyryczne że świetnie pasują do Kilera. Kto raz obejrzał film Machulskiego ten przynajmniej jeden z ich utworów będzie podśpiewywał pod nosem i to bardzo często.

Być może wizualnie, pod względem montażu i zdjęć Kiler to dzisiaj porażka, ale ta historia nadal śmieszy. Dziś, oglądając film obserwujemy zupełnie inną rzeczywistość, co dla wielu młodych widzów może być dodatkowo bardzo dobrym doświadczeniem. Aktorstwo i dialogi to są po prostu wyżyny polskiej komedii. Na seansie nie sposób nie bawić się świetnie, a na dodatek całość utrzymana jest w bardzo luźnym klimacie, przy którym łatwo można się odstresować.

Ogólnie rzecz ujmując, Kiler wciąż daje radę i nie dziwi fakt, że regularnie pojawia się w polskie telewizji. Nawet ponad dwie dekady od kinowej premiery.

Ocena: 7/10

Zdjęcia: Kadry z filmu Kiler

Leave a Reply