W przeszłości polscy filmowcy przyzwyczaili widzów do tworzenia naprawdę porządnych i wciągających filmów historycznych, w szczególności zaś takich, których akcja toczy się w trakcie I bądź II wojny światowej. Wiele z nich to udane ekranizacje powieści i jedną z nich jest film Janusza Majewskiego, pt. C.K. Dezerterzy.
Produkcja z 1986 r. (tak, cofamy się prawie o 40 lat!) została oparta na zapomnianej książce autorstwa Kazimierza Sejdy z 1937 r. pod tym samym tytułem. Materiał źródłowy był zatem solidny, tym bardziej, że autor opowiada o czasach, które sam przeżył, bazując w jakimś stopniu na własnych doświadczeniach. No, ale o czym tak właściwie opowiada film?
Mamy 1918 r. i przenosimy się do kompani wartowniczej, znajdującej się na terenie dzisiejszych Węgier. Właśnie mają tam zajść pewne zmiany wraz z pojawieniem się nowego, despotycznego zastępcy dowódcy jakim jest oberleutnant Franz von Nogay. Ta zupełnie nie przypominająca poważnej jednostki wojskowej zbieranina Polaków, Czechów, Austriaków, Węgrów i innych nacji ma w końcu wziąć się w garść i stać się godną armii cesarsko-królewskiej (stąd zresztą skrót w tytule).
Głównym bohaterem filmu jest sprytny i charyzmatyczny Jan „Kania” Kaniowski. Poznajemy go w dość nietypowych okolicznościach, aczkolwiek doskonale oddających jego charakter. Oto spotykamy go bowiem w trakcie schadzki z atrakcyjną Mitzi, gdy podczas miłosnych uniesień ukrywa się z nią pod łóżkiem by nie zwrócić uwagi jej matki. Kania ma dość kompanii i planuje dezercję. Wkrótce dołącza do niego kilku z jego wojskowych kumpli – Węgier Benedek i Żyd Haber. C.K. Dezerterzy przedstawiają nam jak ten plan się rozwija i jakie są dalsze perypetie naszych bohaterów, gdy już udaje się go zrealizować.
Trzeba przede wszystkim przyznać, że film jest bardzo ciekawą lekcją historii. Niejeden tutaj przedstawiony fakt, realia kulturowe i społeczne początków XX w. czy nawet sam język, którym bohaterowie się posługują musiałem sobie sprawdzić. To pozwoliło mi bowiem lepiej zrozumieć wiele scen czy żartów, które reżyser zawarł w swojej produkcji. Nie oznacza to jednak, że bez ich znajomości w ogóle filmu nie zrozumiecie czy nie będziecie czerpać z niego przyjemności.

Film dzielimy na dwie części. Pierwsza toczy się w kompani wartowniczej i przedstawia nam kolejne etapy realizacji planu Kanii. Widzimy jak wraz z innymi bohaterami zbiera kasę na swoją ucieczkę, a przy okazji nieraz ma niezły ubaw. Z kolei druga część to już wielka podróż bohaterów, w trakcie której czeka ich wiele przygód i niespodzianek. I obie te części są równie zabawne, wciągające i świetnie zrealizowane.
W C.K. Dezerterzy niemal od początku czuć pewien rozmach, przywiązanie do detali i spore jak na tamte czasy pieniądze jakie zainwestowano w realizację filmu. Nawet po tylu latach od premiery łatwo jest nam poczuć się częścią XX w. austriacko-węgierskiej kompanii. Wspaniała ścieżka dźwiękowa z niezapomnianym motywem muzycznym stanowi istotny element tego doświadczenia. To samo dotyczy nie tylko kostiumów, scenografii oraz innych technicznych elementów, ale także, a może przede wszystkim świetnych kreacji aktorskie.
Szef kompanii: Co tu się dzieje?
Kania: Panie szefie, melduję, że Slavik dostał sraczki, mówiłem Haberowi, żeby go zastąpił, a ta świnia nie chce.
Szef kompanii: Nie chce? Koledze nie chce pomóc? Haber, leserze jeden, natychmiast na patrol!
Kania: Tak jest, panie szefie!
Szef kompanii: No!
Z wielką przyjemnością ogląda się tę grupkę bohaterów różnych narodowości i interakcje między nimi. W szczególności dotyczy to charyzmatycznego Kani, który potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji i wywieść każdego przeciwnika w pole. Marek Kondrat błyszczy w filmie reżysera, dzięki któremu dekadę wcześniej zagrał swoją przełomową rolę w Zaklętych rewirach. C.K. Dezerterzy to jednak nie tylko Kondrat, ale także Wiktor Zborowski, Wojciech Pokora, Krzysztof Kowalewski i wielu innych wspaniałych aktorów.
Panowie doskonale bawią się w czasie swojej dezercji. W pełni korzystają z uciech życia, flirtując z atrakcyjnymi kobietami, racząc się różnymi trunkami czy nawet dając nauczkę napotkanemu w pociągu żandarmowi. Widz bawi się razem z bohaterami, choć trzeba podkreślić, że jest to rozrywka dla dojrzałego widza, niemniej jednak pełna humoru i wyczuwalnej między postaciami chemii. Cytaty takie jak „Cześć, cesarsko-królewskie obsrajnogi!”, „Kocham cię przed, w trakcie i po. W trakcie najbardziej.” czy „Oni hymn znają, ale nie umieją.” zostają z nami na długo po seansie filmu.

Dwie i pół godziny seansu minęły mi jak z bicza strzelił. Każdy element filmu wydawał mi się być na właściwym miejscu. Zresztą, nie bez powodu został on wyróżniony Złotą Kaczką dla najlepszego polskiego filmu. Po tylu latach produkcja wciąż bawi, choć oczywiście wygląda przestarzale, ale w sumie dziś jest to częścią uroku C.K. Dezerterów. Myślę, że nie tylko miłośnicy militariów, szeroko pojętej wojskowości oraz historii spędzą przyjemnie czas z tym tytułem.
Ocena: 7,5/10
Zdjęcia: Kadry z filmu C.K. Dezerterzy
