Choć wielu czytelników gatunek science-fiction kojarzy przede wszystkim z zagraniczną twórczością, nie oznacza to, że w Polsce brakuje jego świetnych przedstawicieli. Jednym z najlepszych, a zarazem najbardziej kultowych tytułów, który powstał w naszym kraju jest właśnie komiks sci-fi, zatytułowany Funky Koval.
Na zbiorcze wydanie komiksu, które trafiło w moje ręce składają się cztery albumy. Przedstawione w nich historie powstawały kolejno w latach 1987 – Bez oddechu, 1988 – Sam przeciw wszystkim, 1992 – Wbrew sobie i 2011 – Wrogie przejęcie. Bohaterem serii stworzonej przez Macieja Parowskiego i Jacka Rodka (scenariusz) oraz Bogusława Polcha (rysunki) jest tytułowy Funky Koval, członek prywatnej agencji detektywistycznej Universs, który co rusz pakuje się w niezłe afery.
Główny bohater to były żołnierz z odznaczeniami i dużym doświadczeniem. To przystojny, charyzmatyczny twardziel, który ma gadane. Właściwie z miejsca zyskuje naszą sympatię, gdyż szybko dostrzegamy, jego dość wyluzowany styl bycia. Jest naprawdę barwną postacią, choć nie zawsze podejmuje właściwe decyzje. Te nieraz mają wpływ na to, że wraz ze swoimi partnerami z agencji Universs nieraz wpada w tarapaty.

Pierwszy album przedstawia nam głównego bohatera oraz miejsce akcji jakim jest rok 2082. Zaczynamy w Stanach Zjednoczonych, ale nieraz przenosimy się też do przestrzeni kosmicznej. Całe tło komiksu jest bardzo szczegółowe, rozbudowane i barwne. Ilustracje robią ogromne wrażenie i niczym nie odstępują rysunkom zachodnich artystów, a podkreślmy, że początki komiksu sięgają lat 80. i stanu wojennego.
Wraz z kolejnymi albumami zawartymi w Funky Koval, zanurzamy się w bardzo złożoną historię, z którą wiąże się polityka na najwyższym szczeblu, zamachy stanu, konspiracje, negocjacje z obcą rasą i ochrona całej planety. Komiks wchodzi na zdecydowanie wyższy poziom komplikacji, wrzucając wyrazistego bohatera w centrum często pokręconych wydarzeń.

Sam bohater zachęca nas do lektury komiksu. Trzeba jednak podkreślić, że momentami można odnieść wrażenie, że fabuła jest trochę zbyt przekombinowana, a ilość dialogów potrafi być przytłaczająca. Podkreślmy ponownie, że Funky Koval w dużej mierze powstawał w czasach innego ustroju, a tym samym także innego sposobu pisania, m. in ze względu na cenzurę, choć nie tylko. Uważam, że dla młodszych czytelników może to być historia trudna w odbiorze, a czasami sam łapałem się na tym, że po kilkunastu stronach zapominałem co dana postać powiedziała, bo w międzyczasie zostałem zarzucony całą masą kolejnych informacji.
Twórcom komiksu udało się przemycić do niego sporo otaczającej ich rzeczywistości. Mamy postać do złudzenia przypominającą pana Jerzego Urbana oraz sporo odniesień do czasów PRL-u. W końcu sam główny bohater często wchodzi w konflikt z mundurowymi, którzy nie przebierają w środkach, a przez to dostaje im się od Funky’ego. Poza tym demaskuje też zakłamanych polityków, a kosmiczna rasa jakże zabawnie i trafnie ocenia Ziemian, twierdząc, że nie potrafią wykorzystać ludzi, którymi rządzą.

Czułem się wręcz zahipnotyzowany cudownymi ilustracjami Bogusława Polcha i nie będę ukrywał, że jest to dla mnie największy plus całej serii. Poza tym naprawdę lubię złożone, a nawet skomplikowane historie, które wymagają uwagi czytelnika, a z takimi mamy tutaj do czynienia. No i jeszcze ta ilość niespodzianek jakimi zarzucają nas autorzy. W pewnym momencie pojawia się duplikat Funky’ego i już sami nie wiemy, który jest prawdziwy. Po drodze jedni się starzeją, inni stają się nieśmiertelni i dryfują po umysłowej przestrzeni niczym po Internecie.
Funky Koval, to tytuł, który z każdą kolejną lekturą tylko zyskuje. Zdaję sobie sprawę, że początek może wydać się nad wyraz skomplikowany, ale jeśli tylko przez niego przebrniecie i skupicie się na fabule oraz ilustracjach, to z całą pewnością docenicie tę perełkę polskiego komiksu i nasz rodzimy klasyk sci-fi.
Ocena: 7,5/10
