Elfy: Kryształ Niebieskich Elfów tom 1 – recenzja komiksu

Gatunek fantasy pełny jest wielu wciągających światów. Jeden z ciekawszych poznajemy na kartach serii Świat Akwilonu. Elfy, krasnoludy, orkowie, magowie i inni. Każda z ras zamieszkujących to miejsce doczekała się własnych komiksów, a przede wszystkim oryginalnych historii. Moją przygodę z serią rozpocząłem od tych pierwszych, a to za sprawą pierwszego tomu komiksu Elfy: Kryształ Niebieskich Elfów.

Niebieskie elfy nierozerwalnie związane są z żywiołem wody. O ile nikt nie zada im śmiertelnego ciosu, mogą żyć wiecznie. Choć pilnują swoich własnych spraw i własnej społeczności, nie są w stanie uniknąć każdego z konfliktów. Co ciekawe, zdarzyły się one również wewnątrz tej rasy. Rozpoczynając przygodę w świecie Akwilonu jesteśmy świadkami konfliktu, którego podłoże jest jednak owiane tajemnicą, którą z czasem poznajemy.

W komiksie rozgrywają się dwa wątki. Jeden z nich dotyczy śmierci całego elfiego miasta oraz związanego z tym śledztwa. To prowadzi Elfka Lanawyna i jej przyjaciel, człowiek Turin, a pierwszymi podejrzanymi są nieprzyjaźnie nastawieni elfom ludzie pod wodzą króla Rinna. Z drugiej strony, ambitna i pewna siebie elfka Vaalanna poznaje swoje przeznaczenie i rusza z niebezpiecznym zadaniem zdobycia potężnego morskiego artefaktu przeznaczonego niebieskim elfom.

Świetnie przeplatają się ze sobą te dwie, z pozoru niezwiązane ze sobą historie. Z początku wszystko wydaje się być dla nas oczywiste i przejrzyste. Jednakże, wraz z pojawieniem się kolejnych tajemnic oraz poddawania w wątpliwość niektórych czynów i zdarzeń przez bohaterów, atmosfera się zagęszcza i nic nie jest już tak oczywiste. Tym samym krwawy finał pierwszego tomu staje się jeszcze bardziej zaskakujący.

Przez cały ten tom komiksu Elfy: Kryształ Niebieskich Elfów poruszamy się w dość mrocznym i ponurym klimacie. Ma się wrażenie, że w tej krainie czai się zło, z którego potęgi nikt nie zdaje sobie jeszcze sprawy. Już na samym starcie historii dostrzegamy niezwykłe przywiązanie do detali odpowiadającego za rysunki Kyko Duarte. W pamięć zapadają nam zarówno dalekie plany ukazujące monumentalne miasta jak i wizerunki potwornych myst, a także wyraźne różnice między ludźmi, elfami i orkami.

Bardzo pozytywnie należy też ocenić scenariusz. Na samym początku J. L. Istin nie miesza nam w głowach i spokojnie rozbudowuje świat Akwilonu. Poznajemy światy ludzi, niebieskich elfów oraz orków, ale nie czujemy się nimi przytłoczeni. Na nieco ponad 50 stronach komiksu udało się przedstawić rozbudowaną historię z tajemnicami, zwrotami akcji oraz zarysem tamtejszej mitologii. Jednocześnie nie tracą na tym bohaterowie Elfy: Kryształ Niebieskich Elfów, a w szczególności odważna i sprytna Lanawyna.

Z pewnością motyw przebudzenia zła, magicznych kryształów w połączeniu z mitycznymi rasami takimi jak elfy, orkowie, magowie, itd. wyda się czytelnikowi znajomy. Tym bardziej jeśli jest się za pan brat z fantasy. Jednocześnie, historia nie jest nudna, ani przewidywalna. Ten niewielki wycinek świata, który mamy okazję zobaczyć na kartach komiksu jest na tyle ciekawy, że zachęca nas do dalszego jego zgłębiania.

Zaskakujący finał, w tle którego rozgrywa się wielki spisek to wisienka na torcie tego pięknie zilustrowanego oraz napisanego w przejrzysty, a zarazem złożony sposób komiksu.

Ocena: 7/10

Leave a Reply