Choć większość osób komiksy kojarzą się z czystą rozrywką, bardzo często poruszają one poważne tematy. Na jeden z takich tematów natrafiłem podczas lektury komiksu Mam na imię Józia. Opowiada on bowiem o skomplikowanych relacjach między Polakami i Ukraińcami mieszkającymi na Kresach Wschodnich w czasie II wojny światowej.
Akcja komiksu autorstwa Roberta Konsztata i Sławomira Zajączkowskiego toczy się w wiosce Sośnica na Wołyniu. Opierając się na prawdziwych wydarzeniach, twórcy kreślą wizerunek zmieniających się w wyniku wojny stosunków między polskimi i ukraińskimi mieszkańcami wioski. Temat ten część z was może kojarzyć chociażby z filmu Wołyń.
Mam na imię Józia doskonale oddaje przygnębienie, strach i negatywne emocje towarzyszące ludziom w trakcie zbrojnego konfliktu. Widzimy jak bohaterowie muszą zaciskać pasa i ledwo wiążą koniec z końcem. W każdej chwili może stać się coś złego. Tę aurę wyczuwają mieszkańcy Sośnicy, ale także my, czytelnicy, zagłębiając się w tę historię.

W komiksie mamy okazję zobaczyć jak splotły się losy polskiej i ukraińskiej rodziny. Obserwujemy również różne perspektywy na trwający konflikt i możliwości jakie może on przynieść dla państwa ukraińskiego. Stąd pojawiają się obywatele, którzy dostrzegają okazję by w niedalekiej przyszłości powstała wolna Ukraina. Jednakże, pierwszym krokiem ku osiągnięciu tego celu ma być pozbycie się Polaków z ziemi, którą Ukraińcy uważają za swoją. To powoduje rosnące napięcie, udzielające się również nam w trakcie lektury.
Od samego początku czujemy, że historia zmierza w złym dla bohaterów kierunku. Pomimo tego, że w bólach wojny między młodymi rodzi się miłość, a ludzie potrafią znaleźć radość w najprostszych czynnościach, nieuchronna katastrofa wisi w powietrzu. Twórcy komiksu doskonale oddają tutaj klimat i napięcie wojny, które są na pierwszym planie historii. Tak naprawdę bohaterowie mogliby nazywać się inaczej, mogłoby ich być mniej lub więcej, a fabuła i tak spełniłaby swoje zadanie.

Idealnie w tej historii spisują się czarno-białe ilustracje. Za ich sprawą jakoś łatwiej było mi odczuć to przygnębienie i negatywną energię. Rysunki są bardzo realistyczne. Za ich sprawą z łatwością czujemy się częścią opisywanych w Mam na imię Józia czasów. Pozwalają nam doskonale poczuć tę atmosferę i czyhające zewsząd zagrożenie. Scenariusz został idealnie napisany, a z każdą stroną napięcie rośnie, aż do porażającego zakończenia historii.
W komiksie historia toczy się naturalnym tempem. Jej emocjonalna warstwa uderza już od pierwszych stron. Dramatyczne akcenty zostały świetnie rozłożone. Co więcej, czytelnicy w różnym wieku utożsamią się z różnymi bohaterami. Ci dojrzalsi doskonale zrozumieją trudne wybory rodziców. Z kolei młodsi będą mocniej kibicować parze zakochanych nastolatków by przetrwali wojenną zawieruchę.

Mam na imię Józia przedstawia nam trudne koleje losu Polaków i Ukraińców. Choć nie wyczerpuje w pełni tematu, to doskonale przedstawia te relacje i wydarzenia na podstawie wycinka z historii naszych krajów. To zdecydowanie wartościowa lektura, po którą warto sięgnąć.
Ocena: 7,5/10
