W dzisiejszych czasach większość rozrywkowych filmów wpisuje się w kategorie kina akcji. Najlepiej widać to po superbohaterskich produkcjach i innych wielkich franczyzach pokroju Gwiezdnych Wojen, czy Szybkich i wściekłych. Coraz mniej jest jednak typowych filmów akcji, a wiele z nich jest schematyczna i przepada w przypływie nowości oraz w starciu z klasykami. Takim filmem nie jest jednak John Wick, który przywraca nadzieję, że kino akcji nie samymi trykociarzami stoi.
W 2024 r. minęło dziesięć lat od premiery filmu John Wick. Dekadę temu nikt nie mógł spodziewać się, że produkcja przekształci się w dochodową franczyzę, która przywróci do życia karierę Keanu Reevesa, a przede wszystkim pokaże, że w kinie akcji jest jeszcze miejsce na nowe i oryginalne historie, a nie tylko odgrzewane kotlety.
Film zaczyna się spokojnie i nie pozornie. Głównego bohatera poznajemy w bardzo nieprzyjemnych dla niego okolicznościach. Zmarła jego żona i świat Johna Wicka kompletnie się zawalił. Widać, że zmusza się do dalszej egzystencji. Wszystko zaczyna zmieniać się kilka dni po śmierci ukochanej mężczyzny, gdy pod jego drzwi trafia ostatni prezent od żony, szczeniak Daisy.
Zwierzak jest dla niego jak promyczek nadziei, lecz niefortunne spotkanie z młodymi gangsterami, którzy są zainteresowani jego ukochanym autem. I na pierwszy rzut oka czuć, że są w stanie przekroczyć wszelkie granice by dopiąć swego. A że Wick odrzuca propozycję sprzedaży samochodu jednemu z nich, wkrótce spotykają go bolesne konsekwencje. W wyniku napaści na jego dom bohater zostaje pobity, auto skradzione, a Daisy ginie. Rosyjscy rabusie, podobnie zresztą jak i widzowie, nie wiedzą z kim zadarli.

Po tym spokojnym, a wręcz sennym początku akcja rusza z kopyta. Najpierw dowiadujemy się co nieco na temat przeszłości Wicka, który nie tylko pracował dla rosyjskiej mafii, ale jest także znany jako „Baba Jaga”, nieprzejednany, skoncentrowany i niezawodny zabójca na zlecenie. Jak już możecie się domyślić, bohater planuje się zemścić i niespecjalnie obchodzi go, że będzie musiał zabić syna rosyjskiego bossa Viggo Tarasova, dla którego dawniej pracował.
Po kilkunastu minutach wiemy już, że czeka nas walka Wick kontra rosyjska mafia. Ciężko jest jednak przewidzieć jak krwawa, brutalna i efektowna akcja wydarzy się w ciągu nieco ponad następnej godziny filmu. Wszystkie trzy wspomniane elementy doskonale się ze sobą równoważą, a sceny akcji są często niczym mordercze teledyski, w których czujny i skupiony na swoim celu bohater likwiduje kolejne osoby, stające na jego drodze. Tym, co czyni je jeszcze lepszymi, jest fakt, że Wick wraca z emerytury i nieco, ale jednak wyszedł z wprawy.

Keanu Reeves doskonale wypada w roli maszyny do zabijania, a zarazem gościa, który pozwala by jego czyny mówiły więcej niż słowa. Motywuje go chęć zemsty, ale nie wygląda by dawał się ponieść emocjom. Choć jest parę scen, w których podważamy zachowanie postaci, która ma być legendarnym zabójcą (na przykład Wick zdaje się improwizować i nie jest zaznajomiony z lokacjami, w których później zabija jednego gangstera za drugim, przez co obrywa więcej niż by mógł), to ogólnie rzecz biorąc aktor wypada stylowo i bardzo wiarygodnie.
Choć wszyscy dobrze znamy tego typu historię zemsty, to John Wick wyróżnia się dopracowanymi scenami akcji, mrocznym klimatem i interesującym bohaterem. Do tego dochodzi jeszcze zarysowanie świata płatnych morderców, którzy działają w zgodzie z określonym kodeksem w ramach organizacji, o której póki co zbyt wiele nam nie powiedziano. Przyznam jednak, że intrygująco prezentuje się wizja zabójców na zlecenie zrzeszonych pod jedną firmą, którzy mają własny hotel, a nawet walutę. Twórcy postarali się by widz po seansie był tym na tyle zaintrygowany by wyczekiwać kolejnej części.

Co więcej? Wizualnie wszystko w filmie ze sobą współgra. Muzyka, choreografia scen akcji, surowa i brutalna zemsta wyszkolonego zabójcy na zlecenie. Sama konstrukcja filmu nie jest ani nadzwyczajna, ani oryginalna, ale wydaje mi się, że właśnie w tej prostocie oraz zostawieniu czegoś na potem tkwi źródło sukcesu Johna Wicka. Swoje robi nostalgia, gdyż tak spektakularnych i dobrze opracowanych, typowych filmów akcji przez ostatnią dekadę mamy coraz mniej.
John Wick to kawał solidnego kina akcji, które zostawia widza z chęcią na więcej. Keanu Reeves kreuje postać, z której bólem się utożsamiamy i którą wielu mężczyzn chciałoby być. Towarzyszy mu bardzo dobra obsada (Willem Dafoe, Alfie Allen, Adrianne Palicki, Ian McShane), której członkowie mają swoje „chwile” by zabłysnąć zostawiając jednak pole do popisu głównemu bohaterowi. Film ten to zdecydowanie rozrywka, do której fani akcji będą wracać.
Ocena: 6,5/10
Zdjęcia: Lionsgate
