Batman: The Animated Series – recenzja serialu

W dzieciństwie, moje zainteresowanie superbohaterami rozwinęło się za sprawą dwóch jakże innych herosów. Pierwszym z nich był Spider-Man, którego poczucie humoru, kolorowi przeciwnicy, a także problemy prywatne, z którymi wiele osób może się utożsamić, sprawiły, że pokochałem tę postać. Drugi z nich zawitał w moim życiu za sprawą transmitowanego kiedyś przez stację Polsat serialu, Batman: The Animated Series, o którym chciałbym wam opowiedzieć.

Jako, że w dzisiejszych czasach dostęp do filmów i seriali jest zdecydowanie prostszy niż jeszcze dziesięć, a co dopiero dwadzieścia lat temu, widzowie tacy jak ja mogą obejrzeć w całości ukochane tytuły, na co dawniej nie mieli szansy. Taka okazja w przypadku mojego uwielbienia animacji Batman: The Animated Series nadarzyła się, gdy trafił on do biblioteki platformy MAX, gdzie dostępny jest po dziś dzień.

W skrócie, serial opowiada o przygodach tytułowego Batmana, który prowadzi krucjatę przeciwko przestępczości w mieście Gotham. Za dnia (zazwyczaj) funkcjonuje jako miliarder Bruce Wayne, a gdy zapada noc staje oko w oko ze zbrodniarzami, mordercami, złodziejami i psychopatami. Wiem, że brzmi to dosyć mrocznie, ale stosuję tutaj pewne uproszczenie. Animacja jak najbardziej nadaje się bowiem do oglądania zarówno przez dorosłych widzów jak i najmłodszych.

Na serial transmitowany w latach 1992-1995 składają się dwa sezony, liczące sobie 85. odcinków. Poznajemy w nim całą plejadę wrogów głównego bohatera, ale także jego sprzymierzeńców. Z kilkoma wyjątkami, każdy odcinek Batman: The Animated Series koncentruje się na odrębnej historii i złoczyńcy, zaczynając od terroryzującego Gotham Man-Bata, efekt eksperymentów pewnego doktora, a na powrocie Batgirl i Kobiety Kot kończąc.

Animacja została zrealizowana w bardzo charakterystycznym stylu. Jej twórcom, Bruce’owi Timmowi i Ericowi Radomskiemu, udało się stworzyć klimatyczną historię, walczącego ze złem mściciela, która z jednej strony potrafi być mroczna i poważna, a z drugiej, w zupełności nadaje się dla najmłodszych widzów. Widzimy to zarówno w warstwie scenariuszowej jak i wizualnej serialu.

Poczynając od kultowego już intro, mamy poczucie, że należy bać się, czuwającego nad Gotham Batmana, który w walce z przestępczością użyje nie tylko siły, zwinności i ogólnie pojętej sprawności fizycznej, ale także intelektu. W kolejnych odcinkach otrzymujemy tego dowód w postaci detektywistycznych umiejętności zamaskowanego bohatera, a twórcy nieraz przypominają nam, że za Mrocznym Rycerzem kryje się człowiek, a nikt nie jest niezniszczalny i każdy popełnia błędy.

Twórcom Batman: The Animated Series udaje się tutaj niezwykła sztuka. Wielu złoczyńców zyskuje tutaj bowiem ludzkie oblicze. Nie jest tak, że są to jedynie barwne, szalone, zmyślone postaci. Inspirując się bogatym komiksowym dziedzictwem herosa DC tworzą często wiarygodne i złożone portrety wrogów Batmana. Tutaj na pochwałę zasługuje zwłaszcza wątek Harveya Denta, który zmienia się w Dwie Twarze, zmagającego się z psychicznymi problemami, pogłębionymi przez stres, a później także przez wybuch toksycznych chemikaliów, które na zawsze go oszpeciły. Dotyczy to również Mr. Freeze’a, któremu współczujemy choroby żony, której chęć uzdrowienia rzuca go w szpony zła, czy aktora Matta Hagena, który zrobi wszystko by odwrócić efekty jego zdeformowanej twarzy i zostaje sługusem Ronalda Daggetta, od którego specjalnego kremu się uzależnia.

Wspaniały jest według mnie dobór głosów do poszczególnych postaci. Dotyczy to zarówno oryginalnej wersji językowej jak i polskiego dubbingu, choć wiadomo, że co nieco tracimy z treści w wyniku tłumaczenia. Na najwyższe pochwały zasługuje Kevin Conroy, który ożywia zarówno Batmana jak i Bruce’a Wayne’a, który moim zdaniem wypada tutaj równie dobrze i ciekawie co jego alter-ego. Oklaski należą się też Jokerowi, który przemawia głosem Marka Hamilla, wprowadzającego dodatkową dawkę obłędu w działania szalonego klauna.

Elementem serialu, którym kupił mnie on w 100% były nie tyle walki z przestępcami, czy umysłowa gimnastyka Batmana, lecz sposób w jaki Batman: The Animated Series eksploruje psychologiczne rysy postaci, także głównego bohatera. Zawsze robi to w sposób subtelny, naturalny i wiarygodny. W ten sposób dowiadujemy się chociażby o poczuciu winy Wayne’a w związku ze śmiercią rodziców, czy strachu przed zszarganiem dobrego nazwiska i reputacji ojca. Tak oto przekonujemy się, że Batman to więcej niż tylko kolejny „trykociarz”, lecz złożony bohater, cały czas walczący nie tylko z przestępczością, lecz również poniekąd z samym sobą.

Oczywiście, biorąc pod uwagę fakt, że od premiery serialu minęło ponad 30 lat, niektóre odcinki wizualnie zdecydowanie odstają od dzisiejszych standardów. Jednakże, biorąc pod uwagę fakt, że jest to tytuł, który nie został stworzony przy użyciu animacji komputerowej, a także pewne problemy produkcyjne, i tak robi ogromne wrażenie. Przede wszystkim wynika to z jego stylu, wykorzystania mroku, pewnych uproszczeń, które tutaj działają wg mnie na korzyść oraz dostosowania się animatorów do tonu poszczególnych historii.

Wspaniała i klimatyczna jest także ścieżka dźwiękowa. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie dostosowanie muzyki do konkretnych postaci, którym towarzyszą inne melodie. Dodatkowo dźwięki świetnie oddają zarówno klimat akcji jak i kryminalnych zagadek rozwiązywanych przez Batmana. Dźwięk idealnie współgra z obrazem i po dziś dzień oddziałuje na widza.

Batman: The Animated Series to jedna z najwspanialszych animacji o superbohaterach, która po dziś dzień zajmuje ważne miejsce w moim sercu. To między innymi za jej sprawą głębiej zainteresowałem się światem komiksów i animacji. W zasadzie ciężko mi po latach doszukać się jakichkolwiek wad serialu, być może poza faktem, że pod koniec, w 2. sezonie jakość historii jest nieco niższa i nie angażują one tak bardzo jak w 1. serii. To jednak niewielki minus przygody z Mrocznym Rycerzem, do odbycia której serdecznie was zachęcam.

Ocena: 7,5/10

Zdjęcia: Warner Bros.

Leave a Reply