Wybraniec – recenzja filmu

Żyjemy w czasach, w których ludzie są wyjątkowo podzieleni i nadzwyczaj podatni na krytykę. Widać to nie tylko w życiu codziennym, ale także w mediach, a nawet filmach, czy serialach. Dobrym tego przykładem jest jeden z najgłośniejszych filmów zakończonego niedawno sezonu nagród filmowych za 2024 r., Wybraniec, który ze względu na tematykę spotkał się z dystrybucyjnymi problemami w Stanach Zjednoczonych. Amerykanie mają jednak czego żałować, gdyż jak poniżej postaram się wam wyjaśnić, jest to kawał świetnego kina.

Film to podróż przez lata 70. i 80. ubiegłego wieku, która przybliża nam sylwetkę Donalda Trumpa przez pryzmat jego relacji z prawnikiem, Royem Cohnem, ukazując nam ewolucję dewelopera i biznesmena z bogatej rodziny, który obecnie jest 47. prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Wybraniec stara nam się pokazać, że kontrowersyjny biznesmen/polityk miał skromne początki, wskazując na wpływ jaki Cohn miał na rozwój jego charakteru i postrzeganie otaczającego go świata. Po seansie można by wręcz rzecz, że gdyby nie nowojorski prawnik, Trump mógłby nie być dziś w miejscu, w którym jest, nie uginając się pod widmem bankructwa i skandali. Jednocześnie, widzimy jak zmienia się jego światopogląd, który jest kluczowy dla jego późniejszych sukcesów.

Wybraniec, to niezwykle stylowe, świetnie zmontowane kino biograficzne. Na pierwszy plan wybijają się doskonałe kreacje aktorskie Sebastiana Stana w roli Trumpa i Jeremy’ego Strona w roli Cohna, za które zasłużenie zdobyli nominacje do Oscara. Pierwsza część filmu to zdecydowanie popis Stronga, a wraz z upływem czasu i rozwojem Trumpa, to Stan w pełni błyszczy na ekranie, przechodząc niezwykłą metamorfozę.

Bardzo spodobało mi się to jak reżyser, Ali Abbasi, w poszczególnych fragmentach filmu podkreślał klimat lat 70. i 80., czy to za sprawą muzyki, czy ujęć, które wyglądają jak nakręcone w tamtym okresie czasu. To samo dotyczy zresztą samego tonu produkcji, która choć jest dramatem biograficznym, to nie przytłacza widza ciężarem opowiadanej historii.

No właśnie, a trzeba podkreślić, że w gruncie rzeczy jest to historia o moralnym upadku człowieka. Trump daje się uwieść mrocznej stronie biznesu i polityki, która jest w filmie przedstawiona jako często najskuteczniejsza droga do osiągnięcia swoich celów. Chodzi o korupcję, nepotyzm, szantaże, itp. Niezwykłe jest także to, że z początku to Cohn wydaje nam się być najgorszym człowiekiem na świecie i myślimy sobie, że gorszej szumowiny nie znamy. W końcu jednak przekazuje swoją wiedzę Trumpowi i wraz z końcem filmu to on jest tą upadłą personą.

Wybraniec to naprawdę mocne kino. Jeśli zastanawialiście się kiedyś jak sukces i władza potrafią uderzyć człowiekowi do głowy, świetnie pokazano to właśnie w tym filmie na przykładzie Trumpa. Zmiana jaką przechodzi niemal na każdym polu jest niesamowita. Czy to jeśli chodzi o zakochanego w Ivanie Zelníčkovej młokosa, czy syna będącego w cieniu swojego ojca, czy biznesmena zbierającego czynsz po osiedlach. Zniuansowana kreacja Sebastiana Stana na długo zapadnie wam w pamięć.

Atakuj, atakuj, atakuj. Nie przyznawaj się do niczego. Co by się nie działo, zachowuj się jak zwycięzca. Te trzy zasady przyświecały Royowi Cohnowi w jego karierze i to właśnie je wpoił Donaldowi Trumpowi. Nawet jeśli całkowicie odrzucacie przedstawioną tu historię jako fikcyjną i wymierzoną w prezydenta USA by go zniszczyć, nie będziecie mogli odmówić filmowi stylu, klimatu i świetnych kreacji aktorskich.

Wybraniec to szalenie ciekawy, a dla mnie również porażający obraz przemiany jaką można przejść pod niewłaściwym wpływem.

Ocena: 7,5/10

Zdjęcia: Mongrel Media

Leave a Reply