Jako czytelnik, czasami chcę po prostu się rozerwać i dobrze bawić. Nie liczy się dla mnie wtedy złożoność historii, rozwój postaci, itp. Liczy się rozrywka. W nielicznych przypadkach, te elementy udaje się jednak ze sobą połączyć. W poszukiwaniu niezobowiązującej lektury trafiłem na doskonały przykład tego komiksu, najnowszego tytułu wydawnictwa Nagle!, pt. Widmowa flota.
Gdy w danym projekcie udział bierze Daniel Warren Johnson, nieważne czy na początkach jego kariery, czy już jako doświadczony komiksiarz, w ciemno sięgam po taki tytuł. Tak się składa, że Johnson jest autorem ilustracji do Widmowej floty, której scenariusz napisał z kolei inny uznany artysta, Donny Cates, którego możecie kojarzyć chociażby z niezwykle udanej współpracy z Geoffem Johnsem przy takich seriach jak God Country, czy Buzzkill.
Widmowa flota to organizacja, transportująca tajemnicze, zazwyczaj niebezpieczne ładunki, związane, czy to z nadprzyrodzonymi mocami, czy nowoczesnymi technologiami. Zagrożenie w ich pracy jest zatem na porządku dziennym. Tak się akurat składa, że pewnego razu transport ładunku nie idzie pomyśli kierowcy ciężarówki i członka organizacji, Trace’a Moralesa, który nie tylko zostaje wystawiony przez swojego partnera, ale także staje się celem sił, z którymi zwyczajny człowiek nie jest w stanie się mierzyć. Na szczęście, bohater do takich nie należy.

Widmowa flota to niezwykle barwna, pełna akcji, wciągająca mieszanka sci-fi, thrillera i komedii, przy której doskonale się bawiłem. Trace, niczym Snake z Ucieczki z Nowego Jorku, staje się prawdziwą maszyną do siania chaosu. Gdy nadarza się ku temu okazja, postanawia zemścić się na ludziach, którzy go zdradzili, w tym na byłym partnerze, Robercie Wardzie. Tak zaczyna się wybuchowa historia, pełna zwrotów akcji, niespodzianek, w której ostatecznie stawką jest przetrwanie planety.
To jest prawdziwa jazda bez trzymanki. Krew się leje na wszystkie strony, bohaterowie się zdradzają, mamy duchy, bazooki i niekończącą się wiązankę wybuchów. Gdzieś w tą szaloną historię o nadprzyrodzonym ładunku udało się nawet zmieścić sympatycznego psa, towarzyszącego głównemu bohaterowi, a przytykom i sarkazmowi nie ma tutaj końca. Przez niemal każdą stronę komiksu po prostu dobrze się bawimy, a przy okazji sama historia nie jest bezmyślna.

Ilustracje Johnsona dla mnie zawsze są głównym punktem każdego projektu, przy którym pracuje. Nie inaczej jest w przypadku Widmowej floty. Dynamiczny styl Amerykanina świetnie pasuje do scenariusza Catesa. Dlatego sceny akcji wypadają fantastycznie i są pełne emocji. Jest w tym stylu coś old-schoolowego, jednocześnie odpowiadającego dzisiejszym standardom, co w pełni do mnie trafia. Zarówno, gdy widzimy morze martwych ciał, czy gdy widzimy uśmieszek bohatera, podsłuchującego swojego byłego partnera.
Jeśli chodzi o historię zaprezentowaną w komiksie, to nie licząc wspomnianych scen akcji, szybko prze do przodu. Co więcej, finał jest naprawdę nieprzewidywalny, choć jego przedsmak twórcy komiksu podsunęli nam już w pierwszym rozdziale. Nie jest to najbardziej złożona historia o poważnej tematyce, ale czytając Widmową flotę bawiłem się po prostu doskonale. Jeśli czasem potrzebujecie odreagować, sięgnąć po jakąś niezobowiązującą, może z lekka „odmóżdżającą” historię, to z ręką na sercu polecam wam właśnie ten tytuł.

Ocena: 7,5/10
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania komiksu chciałbym podziękować wydawnictwu NAGLE!
We własny egzemplarz komiksu możecie zaopatrzyć się pod poniższym linkiem: https://www.naglecomics.pl/widmowa-flota/3-232-148

