Jednymi z najpopularniejszych, europejskich komiksowych bohaterów jest para sympatycznych Galów, których wioska stawia opór rzymskiemu najeźdźcy. W różnych formach, kultowe postaci autorstwa Goscinnego i Uderzo są obecne w popkulturze od 1959 r., a teraz powracają z kolejną porcją przygód. Tym razem jest to animowany serial produkcji Netflixa, zatytułowany Asteriks i Obeliks: Walka wodzów.
Alain Chabat, reżyser kultowego filmu Asteriks i Obeliks: Misja Kleopatra, który wcielał się również w rolę Juliusza Cezara, powraca do uniwersum Galów, opierających się reżimowi Cesarstwa Rzymskiego w nowym serialu animowanym Netflixa. Już sam ten fakt napawał mnie nadzieją przed obejrzeniem pięcioodcinkowej produkcji i jak się szybko przekonałem, nie zawiodła ona moich oczekiwań.
Asteriks i Obeliks: Walka wodzów, podobnie jak niejedna historia z tego uniwersum, opiera się na prostym punkcie wyjścia. Cezar ma dość, opierających się mu Galów i chce w końcu się z nimi uporać. Młoda bohaterka, Metadana, podsuwa mu pomysł zorganizowania walki wodzów, zgodnej z tradycją Galów. Sprzyjający Rzymianom wódz miałby wyzwać na pojedynek wodza naszych bohaterów, Asparanoiksa, wygrać i tym samym przejąć kontrolę na wioską. Biorąc pod uwagę fizyczną kondycję wodza, szykuje się kolejne wyzwanie dla Asteriksa, Obeliksa i spółki.
Animowany serial wspaniale korzysta z komiksowych korzeni bohaterów, całą garścią czerpiąc z poczucia humoru Uderzo i Goscinnego. Jednocześnie, jeśli nawet nie mieliście do czynienia z poprzednimi filmami i animacjami, to produkcja Netflixa wszystkie podstawy bardzo czytelni nam wykłada i w ogóle nie czujemy się zagubieni w tym świecie. Animacja nakreśla nam historię dwójki bohaterów i łączącą ich relację, czyniąc historię zrozumiałą dla nowych widzów.

Asteriks i Obeliks: Walka wodzów sięga do korzeni, ale zarazem w niejednym absurdalnym dialogu i żarcie odnosi się do naszej współczesności. Czy dotyczy to Cezara przekręcającego imiona i nazywającego Metadanę Instagramą, czy budowy parku rozrywki przez Rzymian, czy Galów stających do walki niczym Avengersi. Humor wynika jednak także z prostszych, dobrze znanych motywów, jak choćby matka Cezara ciągle niezadowolona ze swojego syna, który chce sprostać jej oczekiwaniom, czy Obeliks zapominający o swojej nadzwyczajnej sile. Oryginalne pomysły idealnie komponują się z nostalgicznymi wątkami z uniwersum Asteriksa.
Widzowie, będący za pan brat z wyczynami Asteriksa i Obeliksa znajdą tutaj sporo elementów, które skłonią ich do obejrzenia animacji. Poznajemy tu sekretny składnik magicznego napoju, czy historię o tym jak Obeliks wpadł do kociołka i zyskał niezwykłą siłę. Na dodatek, te ważne dla całego uniwersum zdarzenia zostały doskonale wplecione w fabułę i nie zostały tutaj wrzucone na siłę. Cała historia rozwija się zresztą w bardzo naturalnym i szybkim tempie, a sam serial bardziej przypomina film podzielony na odcinki, a obejrzycie go w niecałe dwie godzinki.

Świetnie prezentuje się animacja 3D, której kiedyś pewnie nie wyobraziłbym sobie w przypadku adaptacji komiksów o Asteriksie. Jest płynna, barwna i dynamiczna. Historia jest na tyle wciągająca i zabawna, że jeśli jakiekolwiek nieścisłości da się tutaj zauważyć, to te zupełnie nie wpadły mi w oko. Co więcej, naprawdę fantastycznie łączy się z tym muzyka, a Chabat świetnie wykorzystuje w niektórych scenach retro utwory jak choćby, gdy cierpiący na amnezję Panoramiks próbuje przygotować magiczny napój w rytm piosenki Bombastic.
Asteriks i Obeliks: Walka wodzów to wspaniały przykład czerpania pełną garścią z popularnej marki w taki sposób, że żaden widz nie będzie czuł się znudzony. Animacja doskonale oddaje ponadczasowy klimat świata Asteriksa, a humor pełny jest satyrycznego uroku i współczesnych odniesień do popkultury. Niezależnie od tego, czy wracacie do ulubionych historii z dzieciństwa, czy odkrywacie to uniwersum po raz pierwszy, zdecydowanie warto obejrzeć produkcję Netflixa.
Ocena: 8/10
Zdjęcia: Netflix
