Mission Impossible – recenzja filmu

Choć Tom Cruise nie robi się młodszy, to wciąż popisuje się kolejnymi, nieludzkimi wręcz popisami kaskaderskimi w swojej wielkiej franczyzie akcji, której najnowsza część właśnie wchodzi do kin. Choć uwaga widzów jest skupiona na ósmej odsłonie widowiskowej serii, ja postanowiłem sięgnąć do jej korzeni i zobaczyć jak to wszystko się zaczęło, i jak po latach prezentuje się pierwsza część, zatytułowana po prostu Mission Impossible.

Być może część z was tego nie wie, ale zanim Tom Cruise zrobił z Mission Impossible jedną z najbardziej dochodowych franczyz na świecie, w latach 1966-1973 na antenie stacji CBS transmitowany był serial pod tym samym tytułem, który nie tylko doczekał się 7. sezonów, ale także zdobył najważniejsze nagrody branżowe, w tym nagrodę Emmy i Złoty Glob za najlepszy serial dramatyczny..

Mamy lata 90., a w nowy, filmowy projekt, luźno oparty na wspomnianym serialu, zaangażował się Cruise, a za kamerą stanął sam Brian de Palma (Nietykalni, Człowiek z blizną). Film to zdecydowanie bardziej szpiegowski thriller, niż efektowne widowisko akcji, choć zawiera elementy takowego.

Tom Cruise wciela się w Ethana Hunta, agenta Impossible Mission Force (IMF). Po nieudanej misji w Pradze, podczas której ginie jego cały zespół, Ethan zostaje uznany za zdrajcę i wplątany w intrygę mającą na celu zdemaskowanie wewnętrznego kreta w IMF. Aby oczyścić swoje imię, Ethan podejmuje się misji zdobycia ściśle tajnych informacji i odnalezienia prawdziwego zdrajcy.

Wszystko zaczyna się dosyć schematycznie i sztampowo. Tak naprawdę, Mission Impossible rusza z kopyta kiedy jesteśmy świadkami pierwszego, niespodziewanego zwrotu akcji, ginie cały zespół Hunta, a on zostaje uznanym za winnego. Od tego momentu, de Palma świetnie buduje atmosferę napięcia, podkreślając nieustępliwość Hunta w dążeniu do odkrycia prawdy i pomszczenia swoich partnerów. Ten jest bowiem w stanie podjąć się najtrudniejszych do wykonania zadań by osiągnąć swój cel.

Niezłomny charakter głównego bohatera sprawia, że z ciekawością angażujemy się w historię. Chcemy by dokonał niemożliwego, choć nie jest idealny. Popełnia błędy, ale to tylko dodatkowo wzmacnia mentalność postaci, którą zaprezentował na ekranie Tom Cruise. Gwiazdor zresztą doskonale czuje konwencję i świetnie sprawdza się w swojej roli. Nadaje bohaterowi profesjonalizmu i odwagi, jednocześnie pokazując, że Hunt nie jest maszyną wyprutą z emocji.

Wraz z rozwojem fabuły mamy kolejne zwroty akcji, nowych graczy, efektowne sceny akcji (ucieczka Hunta z zasadzki IMF, walka na pociągu, czy kultowe już włamanie do siedziby CIA), no i zamianę twarzy, która jest znakiem rozpoznawczym Mission Impossible. Widać doświadczenie Briana De Palmy, który doskonale wie co chce w danej scenie pokazać, na co chce zwrócić naszą uwagę i świetnie kieruje kamerę na poczynania głównego bohatera. No i potrafi zaskoczyć nas aż do samego końca.

Z perspektywy czasu, a przypomnę, że od premiery filmu minęło 29 lat, Mission Impossible wydaje się być w moich oczach obrazem, który nie jest nad wyraz skomplikowany, ale jest świetnie jak na tamten okres zrealizowany i zagrany, a przede wszystkim wciąga widza. Oczywiście, lwia w tym zasługa Cruise’a, który niesie całość na swoich barkach, ale udanie wspierają go w tym Ving Rhames, Jean Reno, czy Emmanuelle Béart. Można przyczepić się do niektórych elementów scenariusza, czy efektów specjalnych, ale dla mnie film z 1996 r. to kawał świetnej rozrywki i wiele współczesnych produkcji może mu pozazdrościć.

Ocena: 7/10

Zdjęcia: Paramount Pictures

Leave a Reply