28 dni później – recenzja filmu

W momencie pisania tego tekstu, oczekujemy premiery kolejnego filmu, który będzie stanowił powrót do świata wykreowanego w kinach przed wielu laty. Tym tytułem jest 28 lat później, kolejny przykład wykorzystania ugruntowanej w świadomości widzów marki przez współczesnych twórców. Nim jednak produkcja trafi na wielki ekran, postanowiłem przyjrzeć się oryginałowi z 2002 roku, 28 dni później, sprawdzając nie tylko jak prezentuje się po ponad dwóch dekadach od premiery, lecz także jaki jest sens powrotu do tego uniwersum.

Punktem wyjścia filmu są eksperymenty nad niebezpiecznym wirusem prowadzone na naczelnych w pewnym laboratorium. Tam właśnie grupa, walcząca o prawa zwierząt dokonuje włamania, nie zdając sobie jednak sprawy z tego, co tak naprawdę tam się dzieje. Złapani na gorącym uczynku bohaterowie, doprowadzają do tego, że jeden z nich zostaje zarażony wirusem, co z kolei wkrótce ma doprowadzić do epidemii.

Prawdziwa akcja filmu rusza, zgodnie z tytułem, 28 dni później. Wtedy to poznajemy głównego bohatera, kuriera Jima, który po wypadku budzi się w opuszczonym szpitalu. Był w śpiączce, więc nie ma zielonego pojęcia co się wydarzyło. Widzi jedynie dość przerażający krajobraz pustki. Może wręcz odnieść wrażenie, że jest ostatnim ocalałym człowiekiem na Ziemi. Zarówno jego, jak i nas uderzają te przerażające krajobrazy swego rodzaju próżni, wspomnianej pustki. Nie jesteśmy jednak świadomi tego, że gdzieś w ukryciu czai się zagrożenie.

Sam film skupia się na podróży Jima i spotkanych później przez niego ocalałych, którzy dowiadują się o rzekomo bezpiecznej przestrzeni, gdzieś w okolicach Manchesteru. Nie mając pewności, czy wiadomość jest aktualna, lecz trzymając się jej jako ostatniej deski ratunku, wyruszają w drogę, zbliżając się do siebie i eksplorując ten nowy, przerażający i opuszczony świat.

28 dni później jest o tyle ciekawym filmem, że koncentruje się nie tyle na walce z zainfekowanymi, co jest bardzo popularnym scenariuszem w podobnych horrorach, lecz na zbadaniu ludzkiej psychiki w obliczu radykalnej zmiany świata, wywrócenia go do góry nogami i sprawdzeniu tego co będzie motywować człowieka, gdy życie zdaje się nie mieć już sensu. Ten pomysł oraz sposób w jaki został on tutaj przedstawiony, uczynił film wyjątkowo oryginalnym na tle innych postapokaliptycznych produkcji.

Przejdźmy w końcu do moich wrażeń, związanych z seansem filmu. Te są w dużej mierze pozytywne. Zacznijmy od tego, że wizualnie, można odnieść wrażenie, że obraz wygląda naprawdę staro i to nawet jak na 2002 r. Trzeba jednak podkreślić, że budżet wynosił raptem 5 milionów funtów, a poza tym ten stary, jakby amatorski styl niektórych scen, nadaje całości charakterystycznego klimatu i mnie pozwolił lepiej wczuć się w położenie bohaterów, tak jakbym sam był jednym z nich. Nie każdemu może to jednak się spodobać.

Fantastycznie prezentują się ujęcia opustoszałych dróg i ulic, które powoli potęgują w nas odczucie strachu, ale także samotności i świetnie budują napięcie w oczekiwaniu na pojawienie się oszalałych, zdziczałych wręcz ludzi zainfekowanych wirusem. Starcie z nimi, jak przekonujemy się w trakcie filmu, zmusza bohaterów do wyzbycia się pewnej ludzkiej cząstki, emocji, gdyż tylko ich zabicie nas ocali.

Co zaś tyczy się samej fabuły, to pod tym względem mam pewne zarzuty do 28 dni później. Wprowadzenie, a następnie ekspozycja czwórki głównych bohaterów oraz ich podróż do swego rodzaju Ziemi Obiecanej, którą ma być blokada drogowa w pobliżu Manchesteru, cała ta część filmu wciągnęła mnie. W tym momencie odniosłem jednak wrażenie, że zabrakło konkretnego pomysłu na kierunek filmu. Wtedy obraz zmierza w dziwnym, niespodziewanym kierunku. Spotykamy żołnierzy i choć ci oczywiście pomagają bohaterom, nie mają ku temu tak szlachetnych pobudek jak mogłoby się wydawać, a film skręca w kierunku walki o przetrwanie w starciu z napalonymi żołnierzami, którzy dawno nie byli z kobietami.

Ten pomysł jakby zupełnie wytrącił mnie z rytmu i po prostu nie zaciekawił w kontekście całości fabuły. Wydał mi się zwyczajnie oklepany i znajomy, a w ostateczności także przewidywalny. W odniesieniu do całości miał on jednak sens, gdyż pokazał nam, że zdrowi ludzie by przetrwać muszą porzucić wspomnianą przeze mnie ludzką cząstkę, a nawet zachować się jak zarażeni. Scena, w której Jim stara się uratować przyjaciółki z rąk żołnierzy i staje się brutalny niczym potwór, naprawdę wbija się w naszą pamięć, choć nie jest wiarygodna, bo zwykły kurier wyjątkowo łatwo radzi sobie z wyszkolonymi, zawodowymi żołnierzami. Stąd moje mieszane odczucia względem drugiej części filmu.

28 dni później to prosty, ale biorąc pod uwagę niewielki budżet, świetnie zrealizowany obraz. Na tle wielu produkcji o epidemii zombie, itp. wypada bardzo ciekawie i oryginalnie. Zakończenie nie przypadło mi co prawda do gustu, ale film pokazał, że za pomocą tego konkretnego gatunku można opowiadać nieszablonowe historie. Wracając jednak do samego wstępu do tej recenzji, nie poczułem chęci poznania dalszych losów bohaterów, w których wcielili się Cillian Murphy, Naomie Harris, czy Megan Burns. Myślę, że po seansie filmu wielu z was może odnieść podobne wrażenia.

Ocena: 6,5/10

Zdjęcia: FOX Searchlight

Leave a Reply