Zdecydowanie nie należę do entuzjastów współczesnej, polskiej komedii. Nie przemawiają do mnie te historie i to poczucie humoru, które polscy filmowcy, a zwłaszcza producenci i studia próbują przepchnąć przez nasze gardła. Wolę wracać do starszych tytułów, które pomimo wielu lat od premiery ciągle mnie bawią. I nie w każdym przypadku są to tytuły kultowe i wielbione przez krytyków. Jednym z takich filmów, do których z wielkim sentymentem powracam co jakiś czas jest Ryś.
Zacznijmy od tego, że choć w głównej roli powraca Stanisław Tym jako Ryszard Ochódzki i ponownie napisał on scenariusz perypetii swojego bohatera, to bez sensu jest porównywanie tego filmu z klasykami takimi jak Miś, czy Rozmowy kontrolowane, które powstały w innych czasach i zupełnie inaczej oddziaływały na widza. Widziałem jednak, że wiele osób zrecenzowało ten film w takim właśnie kontekście. Nie warto jednak podchodzić do tego tytułu, mając na względzie tamte kultowe filmy.
Czym jest Ryś? Film z 2007 roku to doskonała według mnie satyra na ówczesną polską rzeczywistość, zarówno w kontekście społecznym jak i politycznym, z charakterystycznym dla Stanisława Tyma i postaci Ochódzkiego poczuciem humoru. Co więcej, gdy dzisiaj wracam do tego tytułu, jego treść pozostaje wyjątkowo aktualna w 2025 roku, zwłaszcza jeśli chodzi o naszych polityków.
Akcję filmu napędza absurdalna pomyłka mafii, która omyłkowo nachodzi Ochódzkiego w jego klubie, żądając spłaty długu, który tak naprawdę zaciągnął ktoś inny. Tak się jednak składa, że jest z gangsterów zmienia zęby, a przez to wypowiada nazwisko dłużnika inaczej. Tak oto zaczyna się lawina absurdalnych zdarzeń, od sprzedaży ziemi na Suwalszczyźnie i przekrętu finansowego, przez bohatera zostającego posłem, aż po próbę jego zabójstwa. Jest absurdalnie, ale co ważniejsze, bardzo zabawnie.

Żarty do nas trafiają, bo dotyczą spraw, które nieraz bezpośrednio nas dotykają. To nasze szalone, polskie podwórko zostało wspaniale ujęte w krzywym zwierciadle przez Tyma, który pomimo upływu lat, wciąż doskonale rozumie postać Ochódzkiego, a nasz bohater nie zmienił się ani trochę. Wciąż ciągnie go do niewłaściwych kobiet, wciąż przecinają się drogi jego i Zygmunta Molibdena, a co najważniejsze, Rysiek wciąż zna się na szwindlach.
W filmie Ryś wzięła udział plejada polskich aktorów. Obok Stanisława Tyma, na ekranie widzimy Krzysztofa Kowalewskiego, Zofię Merle, Jerzego Turka, Marka Kondrata, Janusza Rewińskiego, Krzysztofa Globisza, Danuta Stenka, Beata Tyszkiewicz, Grażyna Szapołowska, Krystyna Janda, Marta Lipińska, Bohdan Łazuka, czy Jan Kobuszewski. Czasem grają małe role, czy epizody, ale i tak nieraz zapadają w nam pamięć. Każdy w tym projekcie daje z siebie wszystko i ogląda się to naprawdę świetnie. Nawet po prawie 20 latach od premiery.

Scenariusz ma pewne luki i uproszczenia. Szczególnie słabo wypadają niektóre przejścia pomiędzy poszczególnymi scenami. Nie wszystkie żarty są też trafione. Uważam jednak, że znaczna ich część jest świetna, choć to akurat zależy od tego kto jakie ma poczucie humoru. Wizualnie, czy dźwiękowo Ryś też nie robi wrażenia, a jednak mimo tylu mniejszych minusów wciąż mnie śmieszy i uważam, że Tymowi świetnie udało się uchwycić wspomnianą przeze mnie absurdalność, otaczającej nas rzeczywistości.
Nie mogę wam obiecać, że film was rozśmieszy. Wspomniałem już, że Ryś to w końcu nie Miś, a sentyment do kina Stanisława Barei może zdecydowanie zaniżyć ocenę tego tytułu. Mnie jednak w dużym stopniu urzekło to poczucie humoru i wyśmiewanie naszych polskich wad i przywar, a przede wszystkim świata polityki. Polecam jednak sprawdzić ten tytuł, nawet jeśli macie szybko go wyłączyć.
Ocena: 6,5/10
