G. I. Joe tom 1 – recenzja komiksu

Po wielu tomach poznawania głównych bohaterów, w końcu przyszedł czas ruszyć z kopyta i wystartować z serią skupiającą się na kultowej grupie G. I. Joe. Nakładem wydawnictwa Nagle ukazał się bowiem pierwszy tom tego cyklu, który zbiera lwią część napotkanych przez nas w innych tytułach postaci, wrzucając ich w sam środek pełnego akcji konfliktu, który niejednego z czytelników z całą pewnością usatysfakcjonuje.

Cobra, choć wciąż pełna tajemnic, zaczyna swój marsz ku chwale. Ktoś musi przeciwstawić się dążącej do opanowania świata organizacji. Na szczęście, na ich drodze staje oddział sił specjalnych, tytułowi G. I. Joe. Obie siły zmierzają do nieuchronnego konfliktu na wielką skalę, lecz w tle rozgrywa się walka o coś więcej, a to coś to pochodzące z kosmosu, niezbadane jeszcze w pełnie źródło ogromnej mocy, czyli Energon.

Pierwszy tom serii już od pierwszych stron rzuca nas w wir akcji, narzucając zawrotne tempo, oczarowując efektownymi scenami walk z towarzyszącą im dramaturgią. W barwny sposób poznajemy głównych graczy tej historii. Niektórych znamy dobrze, o innych musimy sobie przypomnieć, ale żadnemu z nich nie brakuje charakteru. Dzieje się tyle, że czasem ciężko za tym nadążyć, ale robi to świetne wrażenie.

Fabuła tego pierwszego tomu G. I. Joe nie jest przesadnie skomplikowana. Cobra wykorzystuje nową, zasilaną Energonem broń. Z kolei protagoniści starają się zinfiltrować złowrogą organizację. Nie można jednak tak zwyczajnie rzucić wszystkich sił do boju. Za działaniami obu stron stoi polityka, co niekoniecznie musi się wszystkim podobać, czego najlepszym przykładem jest poznany już przez nas Duke.

Sceny intensywnej akcji przeplatają się z planowaniem kolejnych ruchów i obmyślaniem strategii walki z rywalem. Przyglądamy się otwartej wojnie, na szali której znajduje się ludzkie życie. Nie wszyscy ten konflikt przeżyją, a bohaterowie komiksu przekonują się o tym szybciej niż mogliby się tego spodziewać. Kolejne poczynania Cobry potrafią nieraz nas zaskoczyć, ale protagoniści potrafią znaleźć odpowiedź na najtrudniejsze wyzwania.

Wciągająca akcja została wspaniale uchwycona ilustracjami Toma Reilly’ego, którym nie brakuje dynamiki i kolorytu. Dotyczy to zarówno samej kreski jak i wyboru palety barw. Świetnie wypadają zwłaszcza emocje malujące się na twarzach poszczególnych bohaterów – złość, irytacja, smutek, zaskoczenie, itd. Sceny akcji to tutaj rysunkowa ekstraklasa, a twórcom, na tyle, na ile to tylko możliwe, udaje się tchnąć w niej optymalną ilość wiarygodności.

Mocnym punktem pierwszego tomu G. I. Joe są relacje między naszymi protagonistami. Fakt, że są już częścią grupy, nie oznacza, że wszyscy dobrze się rozumieją. W zespole pojawiają się niesnaski i kłótnie, czasem naprawdę poważne. Brak porozumienia może prowadzić nawet do rękoczynów, a to tylko zwiększa dramaturgię i naszą ciekawość. Jak skłóceni bohaterowie dojdą do ładu, mając na względzie dobro całej ludzkości?

Zebranie wszystkich elementów różnych komiksów o bohaterach tego uniwersum w jedną całość, niewątpliwie było nie lada wyzwaniem. Twórcom komiksu G. I. Joe udało się jednak jemu sprostać. W chaosie zbrojnego konfliktu odnajdują pewien ład, popychając fabułę do przodu. Miłośnicy adrenaliny, przelanej krwi i mocnej akcji zdecydowanie się nie zawiodą.

Ocena: 7,5/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania komiksu chciałbym podziękować wydawnictwu NAGLE!

We własny egzemplarz komiksu możecie zaopatrzyć się pod poniższym linkiem: https://www.naglecomics.pl/g-i-joe-tom-1/3-232-161

Leave a Reply