Oczy Wakandy – recenzja serialu

Większość zapowiadanych produkcji MCU rozpala wyobraźnię fanów jeszcze na długo przed ich premierą. Najlepszym tego przykładem niech będzie najnowsze kinowe widowisko Marvel Studios, Fantastyczna Czwórka: Pierwsze kroki. Od każdej zasady są jednak wyjątki i takim wyjątkiem zdaje się być animacja Oczy Wakandy, która jest już dostępna na platformie Disney Plus.

Nowy serial animowany Marvela składa się z raptem czterech odcinków. Na ich przestrzeni poznajemy nieznanych, anonimowych bohaterów, którzy są tzw. Psami Wojny. To tajni agenci Wakandy, którzy na przestrzeni wielu wieków infiltrowali różne społeczności by odzyskiwać skradzione artefakty, należące do ich państwa.

Oczy Wakandy pokazują nam, że to fantastyczne, rozwinięte państwo z MCU, które przez lata izolowało się od reszty świata, skrywa własne, mroczne sekrety. W serialu cofamy się aż do czasów starożytnych, poznając zupełnie nowych bohaterów, którzy w jakimś stopniu odcisnęli swoje piętno na dalszych losach ich narodu. Twórcy, w pomysłowy sposób wplatają wątki w rożne historyczne epoki, czasami korzystając z bardzo dobrze znanych nam opowieści. Tylko, czy serial wyróżnia się na tle tak wielu produkcji Marvela, której do tej pory powstały?

Według mnie, odpowiedź na powyższe pytanie brzmi: nie. Chociaż animacja rozwija historię Wakandy, to nie mamy poczucia, że oglądamy jedną z lepszych produkcji Marvela, oszałamiającą animację, czy wartościową, wzbogacającą nasz światopogląd, czy poruszającą ważkie tematy opowieść. Oczy Wakandy to przyzwoity serial, ale dość szybko o nim zapominamy i ruszamy do przodu, wypatrując ciekawszych propozycji.

Jeśli chodzi o poszczególne odcinki animacji, to sprowadzają się one do dylematu jak pogodzić własną życiową drogę z poświęceniem dla narodu, które sprowadza się do pozostania anonimowym. Bohaterowie, obdarzeni charyzmą i różnymi osobowościami, od bardziej dramatycznych i poważnych, do czysto komediowych, są tutaj barwni, a ich perypetie nas nie nudzą. Pewnie mało kto zapamięta po seansie jak się nazywali, ale w swoich rolach spisują się bardzo dobrze.

Jeśli chodzi o styl animacji, to prezentuje się on przyzwoicie. Nie schodzi poniżej pewnego poziomu wyznaczonego przez pozostałe animowane produkcje Marvela. Na plus z pewnością należy podkreślić, że udało się w kolorowy i dynamiczny sposób ożywić bogatą kulturę Wakandy i w oryginalny sposób spleść ją choćby ze starożytną Grecją, Chinami, czy XIX w. Etiopią. Nie zachwycałbym się jednak specjalnie nad wizualną oprawą serialu, gdyż w ostatnich latach widziałem o wiele piękniej prezentujące się animacje.

Czy jednak serial wnosi coś ważnego do całego MCU? Tutaj wkraczamy na terytorium spoilerów, więc jeśli jeszcze nie widzieliście animacji, to polecam ominąć ten akapit. Z istotnych faktów, Oczy Wakandy potwierdzają istnienie w tym uniwersum Iron Fista. Niespodziewanie poznajemy bowiem jego starożytne wcielenie z jednym z odcinków. Poza tym, pojawia się tutaj wiele artefaktów, które mogą jeszcze zaznaczyć jakoś swoją obecność w kolejnych produkcjach Marvela, a sama historia została ładnie spięta pojawiającą się na koniec postacią Killmongera, który w innych okolicznościach sam pewnie zostałby Psem Wojny, jednym z cichych bohaterów państwa.

Podsumowując, Oczy Wakandy to przyzwoity tytuł, solidnie napisany i zrealizowany, który spodoba się fanom Marvela, a zwłaszcza produkcji związanych z afrykańskim narodem z MCU. Jednakże, mimo tego, że do obejrzenia animacji nie potrzebujemy znajomości innych filmów i serialu z tego uniwersum, pozostali widzowie nie odnajdą w najnowszej propozycji Disney Plus niczego nadzwyczajnego, ani wyróżniającego na tle najlepszych historii 2025 roku.

Ocena: 6/10

Zdjęcia: Disney Plus

Leave a Reply