The Studio – recenzja 1. sezonu

W ostatnich latach coraz rzadziej oglądam komedie, z tego prostego powodu, że ich zdecydowana większość nie trafia w mój gust. Kiedy jednak na horyzoncie pojawia się prawdziwa perełka, nie mogę przejść obok niej obojętnie. Tym bardziej, gdy dotyka ona tematyki bliskiej mojemu sercu, czyli filmów. Czy jednak The Studio jest tak zabawnym serialem jak wielu widzów i krytyków go maluje? Sprawdźmy to.

Już sama koncepcja jest tutaj zabawna, gdyż jest to serial, który opowiada w pewnym stopniu o miłości do robienia filmów. To jednak ledwo wierzchołek góry lodowej jakim jest najnowsza komedia Apple TV+. The Studio śledzi losy Matta Remicka. Gdy go poznajemy, bohater zostaje właśnie mianowany szefem studia Continental. Tym samym spełnia się jego życiowe marzenie. Początkowo, nie zdaje sobie jednak sprawy, że nie jest łatwo połączyć chęć robienia artystycznego kina z wielkobudżetowymi blockbusterami, które podtrzymują studio przy życiu.

W kolejnych odcinkach 1. sezonu obserwujemy jak Remick odnajduje się na nowym stanowisku, próbując połączyć współczesne trendy, dotyczące wykorzystania znanych marek z tworzeniem oryginalnych produkcji, które mają zapisać się w historii kina. Na przestrzeni 10 odcinków nasz bohater/kinoman przekona się nie tylko jak ciężka jest jego praca w dzisiejszych realiach branży, ale także utwierdzi się w swojej miłości do filmów.

The Studio naśmiewa się z wielu trendów współczesnego Hollywood, co jest jednym z największych plusów serialu. Już jeden z wątków przewodnich 1. sezonu skradł moje serce, gdy tytułowe studio planuje zrobić wielką produkcję opartą na popularnym amerykańskim napoju – Kool-Aid. W genialny sposób, twórcy rozwijają tę historię, która sama w sobie jest równie absurdalna co przezabawna, choćby angażując w projekt Martina Scorsese, czy rozpoczynając debatę nad tym, czy biali aktorzy w obsadzie filmu nie sprowadzą na niego krytyki i oskarżeń o rasizmie. Kupuję ten humor w 100%.

Zaglądamy za kulisy rozdania nagród branżowych, a dostaje się zarówno wielkim blockbusterom jak i filmom artystycznym. Twórcy serialu naśmiewają się z kłótni na planie filmowym, producentów, starających się prześcignąć w walce o kolejne projekty, czy głębokich i często niezrozumiałych scen, które potrafią świetny film zamienić w rozwlekłą i po prostu nudną produkcję. Fakt, że znane nazwiska zgodziły się na występ w serialu pokazuje nam, że na szczęście, są w Hollywood jeszcze ludzie z dystansem do siebie i poczuciem humoru, gdyż inaczej The Studio mogłoby tak dobrze nie zadziałać.

Wspaniała jest obsada serialu. Fakt, że udało się do niego zaangażować wiele gwiazd, które zagrały alternatywne wersje samych siebie, zadziałał tutaj doskonale. W The Studio zobaczycie wspomnianego Martina Scorsese, czy innych reżyserów jak Rona Howarda, czy Zacka Snydera, a także takich aktorów/aktorki jak Anthony’ego Mackie, Dave’a Franco, Zoe Kravitz, Charlize Theron, Olivia Wilde, czy Ice Cube. Osobne miejsce trzeba by poświęcić Bryanowi Cranstonowi w drugoplanowej roli szefa zarządu Continental, wyolbrzymionego i szalonego faceta z wielką władzą i ostatnim słowem w każdej sprawie.

Gwiazdy w gościnnych rolach to jeden plus obsady. Drugi, jest jednak znacznie większy i ważniejszy. Główna obsada serialu spisuje się bowiem w swoich rolach tak świetnie, że widz szybko angażuje się w ich kolejne perypetie. Seth Rogen doskonale odnajduje się jako Matt Remick, nadając mu drobne dziwactwa i podkreślając jego ślepą miłość do kina, która nieraz przysłania mu prawdziwy obraz danej sytuacji. Podobnie rzecz się ma z jego mentorką, graną przez Catherine O’Harę, jego kumplem, a teraz podwładnym, Salem Sapersteinem, czy szefową marketingu, w roli której błyszczy Kathryn Hahn.

Pomysłodawcy serialu – Seth Rogen i Evan Goldberg – doskonale oddają chaos i absurd branży filmowej, łącząc trafną satyrę z autentyczną miłością do kina. Myślę, że obraz ten powinien trafić do wszystkich miłośników filmu, gdyż wszystkie jego elementy doskonale się ze sobą balansują. Zresztą, filmowy sposób przedstawienia niektórych sytuacji w serialu, płynnie podkreślający chaos, stres, a czasem także absurd pracy bohaterów równie mocno przyciąga naszą uwagę, co sama fabuła The Studio.

Serial w świetnym stylu drwi sobie ze współczesnego Hollywood, ma doskonałą obsadę i bryluje przezabawnymi dialogami. Produkcja zabiera nas od absurdalnego humoru, przez sporą dawkę autoironii, aż po żarty z branży, ale znajduje równowagę w rozśmieszaniu każdego rodzaju widza. Posiłkuje się nawet różnymi stylami jak noir, czy mockumentary, serwując wiele oryginalnych pomysłów. Szkoda, że 1. sezon to tylko 10 epizodów, ale na szczęście trwają już prace nad kolejnymi. Myślę, że fani filmu bez dwóch zdań pokochają serial.

Ocena: 8/10

Zdjęcia: Apple TV+

Leave a Reply