Dragon Ball Full Color: Saga o androidach i Cellu tom 1 – recenzja mangi

Koniec jednej historii jest często początkiem kolejnej. Tak to przynajmniej wyglądało w przypadku większości kultowej serii Dragon Ball. W najnowszej odsłonie jej specjalnego wydania, Dragon Ball Full Color: Saga o androidach i Cellu, rozpoczynamy kolejną przygodę z naszymi ulubieńcami i z ciekawością sprawdzamy z jakim zagrożeniem zmierzą się tym razem.

Wydawało się, że nic gorszego niż Friezer nie stanie na drodze Goku i spółki. Akira Toriyama stworzył wspaniałego złoczyńcę, którego nie sposób było polubić. Jak to jednak zawsze ma miejsce w całej serii, głównemu bohaterowi udało się go pokonać. Na samym starcie pierwszego tomu Dragon Ball Full Color: Saga o androidach i Cellu przekonujemy się, że ten wizerunek kosmity nie był przypadkowy, gdyż ten powraca! A Goku nie ma na Ziemi! I co teraz?

Ten pierwszy tom, to przede wszystkim dużo niespodzianek. Mało kto mógł spodziewać się powrotu Friezera, ale jeszcze bardziej zaskakujące jest pojawienie się tajemniczego nastolatka, który postanawia zmierzyć się z kosmitą. Co więcej, zna on mnóstwo faktów, dotyczących Goku i jego przyjaciół, choć widzimy go po raz pierwszy. Tajemnica, którą skrywa, ma tutaj największe znaczenie i wpływa na dalszy rozwój fabuły. To jednak nie koniec niespodzianek.

Dragon Ball Full Color: Saga o androidach i Cellu skupia się na powrocie Goku, o którym wspomniano już w finale poprzedniej serii, choć nie mieliśmy pojęcia jak do niego dojdzie. Manga koncentruje się także na nowym zagrożeniu, czyli tytułowych androidach. Autor mangi jak zawsze potrafi zaserwować fanom wiele niespodzianek i nie inaczej jest w przypadku tych niepozornych złoczyńców i konfrontacji z nimi.

W tomie udało się zmieścić równie dużo akcji oraz wspomnianych niespodzianek, jak i ekspozycji postaci i wyjaśnienia tego, o co tutaj tak właściwie chodzi. Mieliśmy już przybyszów z obcych planet, rasę wojowników, podróż w kosmos, treningi w zaświatach, więc czytelnik ciągle zastanawia się jak autor może to przebić. Okazuje się, że pozbawione emocji androidy oraz podróż w czasie są odpowiedzią, której szukaliśmy.

Walki jak zawsze prezentują się fantastycznie. Są pełne akcji i niespodzianek. Kiedy trzeba, nie brakuje w nich brutalności, czy dramaturgii, a przede wszystkim po prostu emocji. Świetnie wprowadzona została postać Trunksa, która zarówno pod względem wizerunku i charakteru przykuwa uwagę widza. Ciekawie prezentują się także androidy, zwłaszcza w związku z wyglądem, doskonale kontrastującym z ich siłą. Mamy też typowy dla mangi chaos i demolkę. Jest na co popatrzeć.

Pod względem fabuły, wszystko zdaje się ładnie ze sobą zazębiać, oczywiście, biorąc poprawkę na to, że mamy do czynienia ze światem fantasty i nie należy przywiązywać uwagi do wiarygodności różnych zdarzeń i poczynań bohaterów. Nie ma się wrażenia, żeby czegoś tu brakowało. Toriyama odpowiednio dawkuje nam historię i nie zdradza wszystkiego od razu. Zaznacza pewne wątki, by później do nich powrócić i je rozwinąć, trzymając nas w niepewności.

Pierwszy tom Dragon Ball Full Color: Saga o androidach i Cellu nie zawodzi. Spokojnie wprowadza nas do kolejnej porcji przygód Goku i jego towarzyszy. Jest tutaj sporo fajerwerków, ale jednocześnie, ma się wrażenie, że najlepsze wciąż przed nami. W końcu, każde kolejne tomy całej serii do tej pory były w stanie trzymać wysoki poziom, nawet gdy nasze oczekiwania rosły. Nowa saga rozpoczyna się ekscytująco i już nie mogę doczekać się kolejnego tomu.

Ocena: 7,5/10

Leave a Reply