Marvel Zombies – recenzja serialu

Zombie w moim życiu na dłużej zawitały za sprawą premiery serialu The Walking Dead. Sukces produkcji AMC zapoczątkował lawinę nowych tytułów z tego gatunku. W dzisiejszych czasach, w zasadzie co roku pojawiają się takie nowości. Mój problem z nimi to ich jakość, bo z tą bywa bardzo różnie. Teraz, nawet Marvel postanowił opowiedzieć historię z zombie w roli głównej w animacji, zatytułowanej po prostu Marvel Zombies.

Marvel Zombies to czteroodcinkowy, animowany serial limitowany, który rozwija historię przedstawioną w jednym z odcinków innej animacji studia, What if…?. Trafiamy zatem do świata superbohaterów, opanowanego przez kwantowy wirus, który większość populacji zamienił w tytułowe zombie. Ich jedyną nadzieją jest garstka bohaterów, która nie została zarażona i stara się cofnąć skutki epidemii.

W serialu poznajemy grupki bohaterów, które w dużym skrócie, jednoczą się ostatecznie w jednym celu. Jednakże, szybko zostajemy uświadomieni, że nikt nie jest tutaj bezpieczny, a śmierć może spotkać najbardziej popularne postaci z MCU. Zresztą, większość z nich jest już zarażona wirusem, co z kolei pozwala poświęcić czas herosom, którzy nie mieli na to tak wiele miejsca i czasu w innych produkcjach.

Największym plusem produkcji przeznaczonej dla widzów od lat 16 są krwawe, brutalne i efektowne sceny akcji. Bohaterowie nie próżnują, walcząc z zombie. Sięgają po metody, których w niemal wszystkim filmach i serialach Marvela nie zobaczymy. Stąd możemy podziwiać Blade’a rozczłonkowującego swoich przeciwników i szatkującego ich jak na sushi, a to tylko wierzchołek góry lodowej. Każdy heros dostaje swoje pole do popisu w tym zakresie, a to z kolei zrobiło na mnie naprawdę pozytywne wrażenie.

Gorzej sprawy się mają z fabułą. Marvel Zombies nie jest animacją, o której będziemy pamiętać i rozmawiać na długo po jej obejrzeniu. Szybko dowiadujemy się jaki bohaterowie mają cel i do czego zmierzają. Choć nie jesteśmy w stanie przewidzieć krok po kroku ich ścieżki, to domyślamy się, że nie wszyscy dotrwają do końca, a cała historia zostanie zamknięta jakimś epickim starciem. Tak też jest, a jedyne co podnosi wartość limitowanego serialu, to zaskakujący zwrot akcji z finału i pewne niedopowiedzenie, co do faktycznego losu bohaterów.

Odcinki trochę się dłużą, choć są tylko cztery. W ogóle nie rozumiem po co tworzyć tego rodzaju animację i ostatecznie zamykać ją w raptem kilku epizodach. Historia traci na tym emocjonalną głębie, aczkolwiek twórcy starają się zaznaczyć, że życia każdego z bohaterów, czy każdego człowieka są wartościowe. Poza tym, jak zawsze w produkcjach Marvela, mamy dużo humoru, a chciałoby się więcej horroru. Serial nie wnosi jednak nic ciekawszego do całego MCU niż we wspomnianym What if…?.

Na plus trzeba zapisać fakt, że udało się ściągnąć do obsady głosowej większość gwiazd MCU, które powróciły do swoich ról i trzeba przyznać, że spisali się bardzo dobrze. Jeśli chodzi o nowych aktorów, to wyróżniłbym Todda Williamsa, który bardzo fajnie podłożył głos Blade’owi, świetnie wpisując się w ton tej postaci, którą kojarzymy z Wesleyem Snipesem. Dobre wrażenie zrobił na mnie też Rama Vallury jako baron Zemo.

Marvel Zombies to dobrze zrealizowana animacja z prostą fabułą. Fajnie wypadają krwawe fragmenty historii i sceny akcji. Nie jest to jednak serial, który przerazi dorosłego widza. To bardziej taki fan service dla miłośników Marvela, którzy mogą zobaczyć swoich ukochanych herosów w wersjach zombie. Myślę, że zrobiłby na mnie lepsze wrażenie, gdyby zadebiutował w okolicy Halloween, a nie miesiąc wcześniej. Przyjemnie spędziłem te niecałe dwie godzinki, ale za chwilę przejdę do kolejnego serialu i o tej animacji nie będę pamiętał. Troszkę zmarnowany potencjał mimo solidnego wykonania.

Ocena: 6/10

Zdjęcia: Disney Plus

Leave a Reply