Niektóre seriale niosą ze sobą nie tylko wartość rozrywkową. Zdarzają się takie tytuły, które pozwalają nam, np. poznać historię, tradycje, czy kulturę danej społeczności. Wśród niezliczonych nowości, doskonałym potwierdzeniem tych słów jest serial platformy Apple TV+, zatytułowany Wódz wojownik.
Najnowsza produkcja firmy Apple, to epicka opowieść oparta na faktach. Zabiera nas do końcówki XVIII w. na malownicze Hawaje. Tam poznajemy rdzenne plemiona, które zmierzają ku wielkiej wojnie. Są to Hawaiʻi, Maui, Oʻahu, i Kauaʻi. Zanim jednak dochodzi do otwartego konfliktu spotykamy głównego bohatera, Ka’ianę, który sprzeciwia się zjednoczeniu siłą wszystkich wysp, rozpoczynając własną kampanię w drodze do ochrony swojej rodziny.
Pierwszym elementem, który rzuca nam się tutaj w oczy jest dbałość twórców serialu o detale. Nie trzeba nam wiele by poczuć klimat epoki. Od strojów, przez obyczaje, aż po język, co jest jednym z największych plusów, Wódz wojownik nabiera wiarygodności z każdą kolejną minutą. Nie jestem w stanie stwierdzić na ile przedstawione tu fakty powielają się z historycznymi faktami, ale całość prezentuje się przepięknie i stylowo.
Obsada serialu oparta jest na kilku znanych twarzach. Przewodzi im Jason Momoa w roli głównej. Mamy tu także Temuerę Morrisona, którego możecie kojarzyć z roli Jango i Boby Fetta, a także Cliffa Curtisa (Kaos, Avatar: Istota wody, Fear the Walking Dead). Co jednak najważniejsze, znaczna część aktorów i aktorek ma kulturowe korzenie, które pozwoliły na wiarygodniejsze przedstawienie historii. Twórcy serialu współpracowali z ekspertami zarówno w kwestii języka, muzyki, kultury, czy historycznych technik by Wódz wojownik był możliwie najbardziej autentyczną produkcją i naprawdę robi to ogromne wrażenie.

Genialnie prezentują się tutaj sceny akcji. Te potrafią być krwawe, brutalne i bardzo surowe. Wspominałem już o brutalności? Myślę, że tak brutalnych, a zarazem wiarygodnych starć między wojownikami, stającymi w obronie swojej racji nie uświadczycie nigdzie indziej. W większości przypadków nie widać tu gołym okiem efektów specjalnych, dodatkowo uatrakcyjnia nam walki. Myślę, że serial śmiało może pod tym kątem rywalizować z Grą o tron.
Krajobrazy Hawajów i Nowej Zelandii, epickie bitewne sceny, wulkany, natura. Cała oprawa wizualna serialu również robi duże wrażenie. Świetnie się na to patrzy. Jednakże, tempo akcji często zwalnia, a sama fabuła jest dosyć prosta. Bez kulturowo-historycznej otoczki Wódz wojownik straciłby sporo na jakości i zbytnio by mnie nie zainteresował. Odniosłem bowiem wrażenie, że całość zbyt mocno opiera się na barkach Jasona Momoa, a jego kreacja jest momentami nierówna.

W niektórych momentach fabuła serialu zmierza w dość przewidywalnym kierunku. W zasadzie od niemal samego początku zdajemy sobie sprawę, że to wszystko skończy się wielką walką. Szybko przekonujemy się też, że historia w pewien sposób oparta jest na skakaniu od jednego konfliktu do drugiego, z czasem potęgując jedynie ich skalę. Poza tym dialogi bywają prostsze niż byśmy się tego spodziewali po epickim dramacie historycznym. To obniża ocenę produkcji, choć nie umniejsza jej potencjału.
Wódz wojownik zdecydowanie zapada w pamięć. Nie jest to serial wolny od mankamentów, ale sposób w jaki przybliża nam historię i kulturę Hawajów zasługuje na wielką pochwałę. To epickie kino akcji w serialowej formie i być może stąd mamy tutaj pewne dłużyzny, czasem zbyt dużo dialogów i wolniejsze tempo narracji. To jednak solidny, ambitny i efektowny początek historii, której dalszy ciąg z chęcią poznam.
Ocena: 6,5/10
Zdjęcia: Apple TV+
