Wiele osób było ciekawych z jakiej strony, po sukcesie filmu Oppenheimer, zaprezentuje się Cillian Murphy w kolejnych produkcjach. Zdobycie Oscara za tytułową rolę w produkcji Christophera Nolana tylko wzbudziło apetyty widzów na kolejne aktorskie kreacje Irlandczyka. Tak się akurat składa, że najnowszy film z jego udziałem, Steve, powinien w pełni je zaspokoić.
Film w reżyserii Tima Mielantsa oparty jest na noweli autorstwa Maxa Portera, który odpowiada również za scenariusz produkcji Netflixa. Cillian Murphy wciela się tutaj w tytułowego Steve’a, dyrektora specjalnej placówki – szkoły poprawczej ostatniej szansy dla tzw. trudnej młodzieży. Śledzimy, prawdopodobnie, najbardziej wymagający dzień z jego życia, gdy wszystko zdaje się zmierzać w kierunku katastrofy, gdy bohater wciąż w pełni poświęca się swojej pracy.
Steve przenosi nas do Wielkiej Brytanii lat 90. Dla widzów spoza wysp będzie to nieznany świat, ale film dobrze zarysowuje nam jego realia. Walkmany, błyszczące ciuchy, brak komórek i dzieciaki z problemami, które skłaniają ich do podejmowania niewłaściwych wyborów. Właśnie w takiej rzeczywistości odnajdujemy głównego bohatera, który sam ma mnóstwo na głowie. Placówka ma być zamknięta, mężczyznę wciąż męczy ból, po wypadku, który odniósł w przeszłości, a praca z nastolatkami jest żmudna, czasochłonna, a jej rezultatów często nie widać przez bardzo długi okres czasu.
Oglądając film, zastanawiamy się kiedy Steve pęknie. W szkole pojawia się telewizja, która przygotowuje o niej materiał, a nawet zjawia się parlamentarzysta z regionu. Nic nie wydaje się do końca iść po myśli głównego bohatera, który szuka niewłaściwych rozwiązań by poradzić sobie ze stresem i bólem (patrz: używki). Jednakże, widzimy jak wiele pasji, energii i poświecenia wkłada on w swoją pracę. W sumie, jest to po prostu jego życie i naprawdę zależy mu na tych dzieciakach z problemami. Wierzy, że kontynuując działalność placówki, z czasem uda się ich wyprowadzić na jakąś prostą.

Steve to wspaniała kreacja Cilliana Murphy’ego. Z aktora wylewa się tyle emocji, że momentami nie sposób ich wszystkich ogarnąć. Jest to tak mocna i wiarygodna rola, że nie można obok niej przejść obojętnie. Czuć ten ból, te pragnienia i wewnętrzne zmagania Steve’a. Chce się wręcz wesprzeć go w jego krucjacie, choć wiemy, że nie jest to możliwe. Świetnie wypadają jednak również młodzi ludzie, którzy wcielają się w wychowanków placówki, nakreślając osobowości o wszelkiego rodzaju problemach – od agresji, przez niezdolność do wyrażania uczuć, aż po problemy z używkami.
Film w oryginalny i przemawiający do widza sposób przybliża nam tematykę pracy z trudną młodzieżą. Steve zaznacza, że fakt iż nastolatkowie borykają się z różnymi problemami i nie potrafią zapanować nad swoimi emocjami, czy odruchami, nie powinien oznaczać, że społeczeństwo ma ich skreślać. W takim właśnie położeniu znajdują się wychowankowie placówki. Nie możemy stawiać znaku równości przy ich zachowaniu i patologii, czy zrównywać ich w pewnych sytuacjach z kryminalistami. Obraz pozwala nam zauważyć te subtelne różnice i nabrać szacunku zarówno do nauczycieli jak i uczniów.

Klimat, aktorstwo, solidny scenariusz. W filmie Netflixa wszystko gra naprawdę dobrze. Steve świetnie buduje też napięcie w drodze do finału i jak się zdaje, nieuchronnej katastrofy. Być może w finale robi się trochę zbyt metaforycznie (jak dla mnie), tym bardziej w zestawieniu z bardzo surowym, dokumentalnym wręcz przekazem historii z pierwszej połowy filmu. To jednak nie przeszkadzało mi w poznaniu niezwykłej opowieści i zachwyceniu się wspaniałym Cillianem Murphym. Koniecznie sprawdźcie produkcję Tima Mielantsa.
Ocena: 7/10
Zdjęcia: Netflix
