Temat czasu regularnie powraca, czy to w filmach, serialach, czy komiksach. O oryginalność jest jednak coraz ciężej w związku z ilością utworów, które wykorzystały już ten motyw. Pomimo tego, znajdują się twórcy, którzy potrafią ciekawie podejść do tej problematyki. Wśród nich znaleźli się Lee Loughridge i Andrew Robinson, których Projekt Standstill wyróżnia się na tle konkurencji.
Jedna z najnowszych propozycji wydawnictwa NAGLE! wrzuca nas w wir akcji, gdzie za pomocą specjalnej bransolety jej posiadacz potrafi zatrzymywać czas. To z kolei sprawia, że jest w stanie bezkarnie robić co chce. Tylko, że w przypadku Projekt Standstill, bohater ma konkretny cel, który poznajemy wraz z rozwojem fabuły komiksu.
Na początku warto podkreślić, że jest to pierwszy komiks od NAGLE! wydany w poziomym formacie. To z kolei daje jego twórcom szerokie pole do popisu, zarówno pod względem scenariusza jak i ilustracji. Moim zdaniem, Loughridge i Robinson dobrze wykorzystują ten format, o czym przekonujemy się, przechodząc przez kolejne rozdziały tej historii.

Projekt Standstill to kryminalna opowieść z elementami science-fiction. Jej główny bohater to trochę bandzior, ale z zasadami. Przede wszystkim to jednak mężczyzna żądny zemsty. Gdy w jego posiadanie wpada zatrzymująca czas bransoleta, doskonale wie jak ją wykorzysta. Przy okazji postanawia, że trochę się zabawi. Jego charyzma połączona z nieprzewidywalnością sprawia, że z wielką ciekawością śledzimy kolejne jego kroki. Jednocześnie, wiemy, że są ludzie, którzy próbują go powstrzymać, a jednym z nich jest twórca owej technologii, Colin Shaw. Tylko, czy uda mu się powstrzymać „złoczyńcę”.
Historia w oryginalny sposób wykorzystuje możliwość zatrzymywania czasu. Sceny akcji, w których Ryker daje upust swojej wyobraźni, mszcząc się za los jaki spotkał jego ukochaną są bardzo kreatywne, nieprzewidywalne i dynamiczne. Poziomem adrenaliny przywiodły mi na myśl najlepsze części Mission: Impossible. Czy nasz antagonista zmienia auto w trakcie jazdy, torturuje gwiazdę z Beverly Hills, czy rozprawia się z tabunem terrorystów, za każdym razem jakoś nas zaskakuje. Szaleństwo, które ma w oczach zachęca nas do podążania za jego poczynaniami.

Ilustracje pana Robinsona są pełne energii. Świetnie wypadają zwłaszcza wspomniane już przeze mnie sceny akcji. Nie brakuje im rozmachu, a ich autor przywiązuje dużą wagę do detali. Wygląda to naprawdę realistycznie i wpada nam w oko. Rysunki idealnie pasują do tempa, które w Projekt Standstill nie spada aż do samego finału.
Bardzo fajnie wypada także scenariusz komiksu. Początkowo może nam się wydawać, że kierunek w jakim zmierza historia da się łatwo rozszyfrować. Z czasem przekonujemy się, że nie jest to jednak opowieść, w której bohaterowie i ich czyny są tylko czarne lub białe. Ryker ma w sobie mnóstwo charyzmy, ale depczący mu po piętach Colin również jest barwną postacią, choć o zupełnie innym charakterze. Dobrze się balansują, a to pozytywnie odbija się na fabule.

Projekt Standstill według mnie w oryginalny i ciekawy sposób wykorzystuje motyw czasu, oferując czytelnikom mnóstwo akcji i bohatera, którego chciałoby się zobaczyć w kolejnym komiksie. Zarówno pod względem ilustracji jak i scenariusza autorzy dowożą nam kawał świetnej rozrywki, rodem z wielkiego ekranu. Dodatkowo, całość doskonale wykorzystuje poziomy format, a fani gatunku powinni koniecznie poznać ten tytuł.
Ocena: 7,5/10
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania komiksu chciałbym podziękować wydawnictwu NAGLE!
We własny egzemplarz komiksu możecie zaopatrzyć się pod poniższym linkiem: https://www.naglecomics.pl/projekt-standstill/3-232-173

