Księżyc za nami podąża – recenzja komiksu

Czego rodzice nie byliby w stanie zrobić, by ocalić swoje dziecko? Jakie granice są w stanie przekroczyć? Jak daleko mogą się posunąć i ile są w stanie poświęcić by zjednać rodzinę? Wielu autorów odpowiadało już na te pytania w swoich utworach. Jednakże, mało kto podszedł do tego tematu w tak oryginalny sposób jak Daniel Warren Johnson w komiksie Księżyc za nami podąża.

Jeden z moich absolutnie ulubionych twórców powraca z kolejną historią, która bardzo mocno dotyka problemów realnego świata i ludzkich emocji, w oryginalny i nieprzewidywalny sposób łącząc je z elementami science-fiction i wybuchowym stylem autora. Efektem tego jest najnowsze „dziecko” Daniela Warrena Johnsona, który tym razem zabiera nas do świata snów.

Sześcioletnia Penny pozostaje od dłuższego czasu w śpiączce. Jej rodzice, Duncan i Sam, szukają przeróżnych rozwiązań, ale nikt nie potrafi im pomóc. Jednak do czasu. W pewnym momencie na ich drodze pojawia się tajemniczy starzec, który twierdzi, że wie jak wybudzić ich córeczkę, choć mogą nie uwierzyć w to, co za chwilę im powie. Tash, bo takie imię nosi ta postać, zabiera rodziców do snu Penny, w którym muszą ją odnaleźć wybudzić i zabrać ze sobą. To zadanie nie będzie jednak takie łatwe jak mogłoby się wydawać.

Daniel Warren Johnson zabierał już mnie na obce planety, opowiadał o niezwykłej mocy heavy metalu, a nawet łączył ze sobą nadprzyrodzone zdolności i wrestling. Tym razem autor zaprasza nas do wyobraźni sześciolatki, w której ożywają jej ukochane zabawki, ale realną postać przyjmują także jej koszmary. Gdzieś tam znajduje się Penny, a jej rodzice zrobią dosłownie wszystko by córka w końcu się obudziła, nie wiedząc jednak z jakimi siłami przyjdzie im się zmierzyć.

Księżyc za nami podąża w nietypowy sposób porusza tematykę rodzicielstwa. Choć widzimy bowiem ogromną determinację Duncana i Sam, to dostrzegamy też pewne pęknięcia spośród których wydostaje się zmęczenie i chęć poddania się i ruszenia dalej. Scenariusz Johnsona przepełniony jest fantastyką naukową, ale jego fundamentem są prawdziwe historie, z którymi rodzice na całym świecie mierzą się na co dzień. Autor zastanawia się jak my zachowalibyśmy się, gdyby na szali znalazło się życie naszego dziecka i na jak długo starczyłoby nam sił do walki.

Głęboka historia Johnsona zdecydowanie do mnie trafiła. Jest pełna emocji, co zresztą jest charakterystyczne dla jego twórczości. Udziela nam się zapał bohaterów, ale w pewnym czasie, tak jak oni, dostrzegamy także beznadziejność położenia, w którym się znaleźli. Choć Sam i Duncan sprawiają wrażenie zwyczajnych rodziców i w zasadzie można by zastąpić ich innymi rodzicami, to ich energia jest jak najbardziej prawdziwa. Barwy historii nadają z kolei postacie z drugiego planu, czyli ożywione we śnie zabawki Penny, wśród których najfajniej prezentuje się jednooka ropucha, Brio.

Rysunki w Księżyc za nami podąża są tak barwne, żywiołowe i dynamiczne, że wręcz wylewają się z kart komiksu. W przypadku Johnsona można być pewnym, że nie będziemy musieli wysilać swojej wyobraźni, by historia otworzyła przed nami swoje bramy. Z miejsca czujemy się częścią tego fantastycznego świata i gdyby nie ciężki temat, to nie chciałoby nam się go opuścić. Ja ten ostry, pełen emocji i energii styl kupuję w ciemno.

Daniel Warren Johnson po raz kolejny mnie nie zawiódł. Tym razem z pomocą Rileya Rossmo pokazał cenę jaką są w stanie zapłacić rodzice by uratować swoje dziecko. Jestem pełen podziwu, że wciąż nie brakuje mu oryginalnych pomysłów na przedstawienie bliskich nam problemów w naprawdę barwny i wystrzałowy sposób. Jego miłośnicy zdecydowanie się tutaj nie zawiodą, a jeśli z Johnsonem jeszcze nie mieliście do czynienia, to możecie być mile zaskoczeni.

Ocena: 7,5/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania komiksu chciałbym podziękować wydawnictwu NAGLE!

We własny egzemplarz komiksu możecie zaopatrzyć się pod poniższym linkiem: https://www.naglecomics.pl/ksiezyc-za-nami-podaza/3-232-172

Leave a Reply