Podstawą udanej relacji jest szczerość. Jeśli szczerości nie ma, prędzej, czy później wszystko może szlag trafić. Nie oznacza to jednak, że wszystko jest stracone. Właśnie ten motyw stanowi fundament najnowszego, animowanego przeboju Netflixa, K-popowe łowczynie demonów.
Z całą pewnością, elementem wyróżniającym film są jego trzy tytułowe bohaterki. Rumi, Mira i Zoey to niezwykle barwne, charyzmatyczne i charakterystyczne postaci. Właśnie ze względu na wyraźnie zarysowany charakter każdej z nich oraz ich wzajemną chemię, bardzo przyjemnie śledzi się fabułę filmu.
Większość fabuły opiera się na rywalizacji bohaterek, zespołu Huntr/x z nowym boysbandem, Saja Boys, którego członkowie tak naprawdę są demonami. Walcząc o przychylność fanów, dziewczyny zarazem chronią ich dusze przed pochłonięciem przez mroczne siły Gwi-ma.
Rumi skrywa wielką tajemnicę, co napędza fabułę filmu. Moim zdaniem jednak zbyt mocno koncentrujemy się na niej, podczas gdy pozostałe bohaterki są równie ciekawe. Dodając do tego fakt, że napięcie związane z tym kiedy prawda wyjdzie na jaw i jakie będzie mieć to konsekwencje, budowane jest powoli i długo, w pewnym momencie staje się to irytujące i nużące.

Na szczęście jest muzyka. To jest największa siła animacji, która uczyniła ją globalnym fenomenem. Nie jestem wielkim entuzjastą k-popu i rzadko mam z nim do czynienia, ale potrafię docenić wpadającą w ucho melodię oraz świetny tekst, a z taką kombinacją mamy tutaj do czynienia. Piosenki są utrzymane w nowoczesnym stylu, a ich teksty są przejrzyste emocjonalne i doskonale oddają charakter, pragnienia i tajemnice bohaterek. Tutaj na pierwsze miejsce wybijają się zwłaszcza dwa utwory, czyli Golden śpiewany przez Huntr/x oraz Soda Pop konkurencyjnego zespołu. Są w nich czyste emocje, ale zarazem świetna rozrywka.
Niewątpliwie niedosyt pozostawił we mnie fakt, że K-popowe łowczynie demonów w znacznej mierze skupiają się na postaci Rumi, chociaż animacja pokazuje nam, że Mira i Zoey są równie złożonymi, barwnymi i ciekawymi bohaterkami. Rozumiem, że historia Rumi jest najbardziej dramatyczna i emocjonalna, ale zabrakło mi równowagi w przedstawieniu postaci. Tym bardziej, że tytuł filmu mówi o łowczyniach, a nie łowyczni.

Nie można tutaj przyczepić się do stylu animacji. Do pewnego stopnia przywodzi on na myśl inne filmy studia Sony, w tym Spider-Man: Uniwersum. Jest barwny, płynny i dynamiczny. Najlepiej prezentują się sceny akcji, a także muzyczne wygibasy bohaterek niczym z prawdziwego k-popowego koncertu. Po prostu, bardzo dobrze się to ogląda, pomimo wspomnianych przeze mnie mankamentów scenariusza. Nie da się bowiem ukryć, że jest to prosta historia, oparta na sprawdzonym pomyśle.
Rozumiem już fenomen filmu Netflixa. K-popowe łowczynie demonów świetnie odczytują współczesne trendy, trafiając zwłaszcza do pokolenia sprawnych w obsłudze TikToka młodych ludzi. Wpadające w ucho piosenki, które nie tylko chce się śpiewać, ale do których chce się również tańczyć potrafią skraść serce widza. Gdy dorzucimy do tego tak charakterystyczne bohaterki jak tytułowa trójka łowczyń, nie potrzeba już wiele by osiągnąć sukces i tak też się stało. Sam polubiłem animację, ale stojący za nią, znany mi motyw, obniża jej ocenę w moich oczach.
Ocena: 6,5/10
Zdjęcia: Netflix
