Jeszcze kilkanaście lat temu większość osób nie miała na co dzień do czynienia z serialowymi produkcjami pochodzącymi z tak egzotycznych krajów jak Korea Południowa, czy Japonia. Jednakże, wraz z rozwojem platform streamingowych to się zmieniło i dziś w zasadzie jest to normalność. Dzięki temu, miłośnicy kultury, czy sztuki takich państw mają okazję na bieżąco odkrywać wydawane tam nowości. Jednym z takich tytułów, który ostatnio wpadł mi w oko, jest serial Bitwa samurajów.
Część widzów zdążyła już określić nową produkcję platformy streamingowej Netflix jako japońską odpowiedź na Squid Game i poniekąd coś w tym jest. Bitwa samurajów zbiera bowiem w jednym miejscu wszystkich chętnych wojowników i stawia ich naprzeciw siebie w walce na śmierć i życie, której stawką są wielkie pieniądze. Tylko, nie wszystko jest tak proste jak się początkowo wydaje, a my wyruszamy z bohaterami w podróż pełną brutalnych walk, intryg, z przeróżnymi motywacjami i XIX w. Japonią w tle.
Bitwa samurajów zabiera nas do czasów, gdy tytułowi wojownicy stracili władzę i swoje przywileje, a za kulisami wielkiej polityki ktoś, zapewne w strachu przed ich ewentualnym buntem, chce całkowicie się ich pozbyć. Postawienie ich naprzeciw siebie w walce na śmierć i życie, odpowiednią stawką na szali, wydaje się zatem dobrym pomysłem by osiągnąć ten cel. Główny bohater serialu, Shujiro Saga, który pragnie jedynie ocalić chorującą rodzinę, dostrzega jednak, że coś jest nie tak i teraz nie tylko mamy do czynienia z walkami samurajów, ale także próbą powstrzymania wielkiego spisku.
Sceny walki w serialu Netflixa, to jest po prostu złoto. Tak idealnie zrealizowanej, nakręconej i zmontowanej choreografii scen akcji nie widziałem chyba w żadnym innym serialu, a przynajmniej nie przychodzą mi do głowy tytuły, które mogłyby się równać z Bitwą samurajów pod tym względem. Są krwawe, brutalne i dynamiczne. Są przesycone wolą walki wojowników, która napędza ich do nadludzkich wyczynów, ale nie mamy tutaj do czynienia z nadprzyrodzonymi mocami. Dla samej akcji trzeba ten serial obejrzeć.

Akcja bardzo szybko idzie tutaj do przodu, co stanowiło dla mnie miłą odmianę od wielu azjatyckich produkcji, które często bardzo powoli rozwijają fabułę. Szybko wyłożone zostają najważniejsze fakty, wiemy o co toczy się walka i mniej więcej w jakim kierunku zmierza historia. Mamy tutaj po prostu kawał dynamicznej rozrywki, pełnej zwrotów akcji i barwnych bohaterów.
Postaci, które poznajemy na przestrzeni sześciu odcinków 1. sezonu są naprawdę kolorowe i charyzmatyczne. Szybko rzucają nam się w oczy główni bohaterowie, a każdy z nich niesie na swoich barkach ciężar swojej przeszłości oraz motywacje, które skłaniają ich do udziału w walce. Shujiro Saga troszczy się o swoją rodzinę, Bukotsu Kanjiya jest nienasyconym wojownikiem i jedyne czego chce to walka. Jedni szukają zemsty, a inni odkupienia. W rywalizacji biorą udział nie tylko samurajowie, ale nawet zdesperowane kobiety. Bitwa samurajów oferuje nam całą plejadę barwnych postaci, a my szybko znajdujemy swoich faworytów, którym kibicujemy w drodze do wygranej, a to dopiero początek historii i przed nami wciąż wiele tajemnic.

Nie można również zapomnieć o tym jak świetnie wygląda Bitwa samurajów. Scenografia, kostiumy, zdjęcia są godne pochwały. Z łatwością przychodzi nam wczucie się w realia 1878 roku. Dodatkowo, sprawę ułatwia scenariusz, który najważniejsze aspekty tamtej epoki w przejrzysty sposób nam wyłuszcza. Nie da się ukryć, że serial to nie tylko rozrywka dla żądnych adrenaliny widzów, ale także uczta dla oka.
Nowy serial Netflixa, to zdecydowanie wciągająca historia, jedna z rodzaju tych, które skłaniają widzów do ciągłej dyskusji na temat tego, co wydarzy się dalej. Bitwa samurajów świetnie łączy fikcję z historycznymi realiami. Epickie walki, wysokie stawki i emocjonalny ciężar opowieści zachęcają nas do śledzenia kolejnych odcinków. Szkoda tylko, że 1. sezon liczy raptem sześć epizodów, bo jak dla mnie to godny następca Squid Game, czy Gry o tron, a więc tytuł, o którym szybko nie zapomnicie po jego obejrzeniu.
Ocena: 7,5/10
Zdjęcia: Netflix
