W ostatnich latach coraz rzadziej miałem okazję oglądać George’a Clooneya na wielkim ekranie. Zresztą, aktor ograniczył ilość projektów, w których bierze udział, a poza tym ma już 64 lata na karku. Jego najnowszy film, zatytułowany Jay Kelly, zapowiadał się jednak jako wielki powrót do formy gwiazdora, a nominacja do Złotego Globa nie mogła być przypadkowa. Sprawdziłem zatem, czy faktycznie Clooney po raz kolejny pokazał swoją klasę.
Komediodramat Netflixa to najnowszy film reżysera i scenarzysty, Noaha Baumbacha. Tytułowy Jay Kelly, to doświadczony, lubiany i popularny aktor, który za sprawą śmierci filmowca, który przyczynił się do wielkiego przełomu w jego karierze, oddaje się refleksji na temat swoich życiowych i zawodowych wyborów. Przeszłość powraca niczym wielka fala tsunami, a my przekonujemy się, że praktycznie idealny dla widzów aktor wcale takim ideałem nie jest.
Film to podróż, dosłowna i metaforyczna. W jej trakcie przyglądamy się kluczowym momentom z jego życia, które zbudowały postać jaką jest Jay Kelly. Jak sama historia bowiem podkreśla, najtrudniej jest grać samego siebie, a dzięki temu bohater doszedł do miejsca, w którym się znalazł, gdy go poznajemy. U gwiazdora uruchamia się sumienie, powracają sceny z jego przeszłości, a on sam musi zmierzyć się ze swoimi wyborami.
Jay Kelly pokazuje nam jaką cenę płaci wielu aktorów, poświęcając się karierze kosztem życia rodzinnego. Wszystkie ważne chwile, urodziny, śluby, imprezy, ale też te przyziemne momenty, gdy rodzina wspólnie spędza czas, które są nawet ważniejsze, umknęły bohaterowi. Mężczyzna przez długi czas boi się jednak stanąć twarzą w twarz z prawdę, jakby uciekając przed odpowiedzialnością, aż do punktu, z którego nie ma już powrotu.

Jay Kelly to przede wszystkim fantastyczna rola George’a Clooneya. Z każdą minutą jest coraz bardziej przekonujący jako tytułowy bohater. Poza tym, gołym okiem dostrzegamy pewne podobieństwa między nimi, przynajmniej w kwestii sławy i kreacji z jakimi go kojarzymy, co ułatwia nam wczucie się w jego historię. Z całym przekonaniem mogę jednak powiedzieć, że to najlepszy Clooney od lat, choćby od jego roli w Spadkobiercach.
Sam scenariusz został według mnie bardzo dobrze wyważony, choć jeszcze mocniej postawiłbym na element dramatyczny. Jest to refleksyjna, ale w gruncie rzeczy lekka i przyjemna opowieść. Z pewnością nie tak mocna jak inny z filmów Baumbacha stworzony dla Netflix, czyli Historia małżeńska. Warstwa emocjonalna jest jednak jak najbardziej wiarygodna i choć mało który z widzów jest tak sławny jak bohater filmu, to możemy utożsamić się z jego życiowymi błędami.

W obsadzie pojawia się wielu znanych aktorów, ale dla mnie pozostają oni jednak w cieniu Clooneya. To jego Kelly jest bowiem na pierwszym miejscu, to wokół niego kręci się cały ich świat, a przez to inne kreacje nie zapadają w pamięć tak mocno. W samej obsadzie znalazły się takie gwiazdy jak Adam Sandler, Laura Dern, Emily Mortimer, Patrick Wilson, Jim Broadbent, czy Billy Crudup. Tak naprawdę tylko Sandler trzyma kroku Clooneyowi jako jego agent, ale odniosłem wrażenie, że jego historia ginie pod naporem problemów tytułowego bohatera.
Jay Kelly nie jest filmem o zabójczym tempie. Daje nam czas byśmy refleksje bohatera mogli przełożyć na nasze własne życie. Nie brakuje w nim jednak zaskakujących, często humorystycznych momentów (bójka przed barem, czy pościg za złodziejem), które przyspieszają akcję. Brakuje tu pewnej równowagi w tym zakresie, ale w żadnym razie nie zaburza to naszego odbioru filmu.

Nie jest to najlepszy film Baumbacha, ani Clooneya, ale Jay Kelly to słodko-gorzka, poruszająca historia. Solidna realizacja oraz świetna kreacja wspomnianego Clooneya sprawiają, że tytuł ten zapada nam w pamięć i naprawdę warto go obejrzeć. Jest to tego rodzaju produkcja, która bez nadmiaru dramatyzmu uświadamia nam jak skomplikowany jest wybór między karierą i rodziną, podkreślając jednocześnie upływ czasu oraz fakt, że nikt z nas nie może go cofnąć. Nie wiem jak wiele świetnych ról pozostało jeszcze w repertuarze George’a Clooneya, ale tę zaliczyłbym do jego najlepszych.
Ocena: 6,5/10
Zdjęcia: Netflix
