Moja podróż przez MonsterVerse zaczęła się dosyć niemrawo od filmu Godzilla, by potem nabrać kolorów w Kong: Wyspa Czaszki. Byłem ciekaw jak zaprezentuje się kolejna produkcja z tego uniwersum i stylistyce, której z dwóch poprzednich części będzie jej bliżej. Następnym tytułem był film Godzilla II: Król potworów i o nim chciałbym wam dziś opowiedzieć.
Długo nie musiałem czekać, by przekonać się, że sequel filmu Godzilla kolejny raz stawia na rodzinny dramatyzm i mroczne tony, tak jak pierwsza część serii. Od razu poznajemy nowych, ludzkich bohaterów tego spektaklu. Pomysł jest prosty. Pojawienie się Tytana w 2014 roku doprowadza do ogromnych zniszczeń. Wiele niewinnych osób traci życie i wśród nich znalazł się syn rodziny Russellów. To z kolei doprowadza do rozbicia rodziny i motyw jej potencjalnego połączenia kilka lat później został tutaj postawiony na pierwszym planie.
W Godzilla II: Król potworów ponownie powraca organizacja Monarch, badająca wielkie potwory. Mamy też montaż, w skrótowy sposób pokazujący nam jak pojawienie się Godzilli w 2014 r. wpłynęło na zmiany w funkcjonowaniu świata w związku ze świadomością istnienia Tytanów. W filmie łączy się kilka wątków. Rodzina Russellów powiązana ze wspomnianą organizacją, ORCA, czyli urządzenie emitujące fale bioakustyczne naśladujące sygnały Tytanów oraz pojawienie się ekoterrorystów, którzy porywają Emmę i jej córkę, by ten wynalazek wykorzystać. To później wiąże się z zaskakującym zwrotem akcji, a całość fabuły tak naprawdę sprowadza się do tego, jaki wpływ na Ziemię ma obecność Tytanów.
Film w reżyserii Michaela Dougherty’ego to widowiskowa kontynuacja, która pod względem spektakularności i rozmachu w pełni realizuje obietnicę kina kaijū. Mamy gigantyczne potwory, epickie starcia i świetne efekty specjalne. Na żaden z tych aspektów nie możemy tutaj narzekać. Trzeba jednak zaznaczyć, że jest to produkcja, która podobnie jak pierwsza część, nieudolnie rozwija wątek ludzkich bohaterów, z czasem pogrążając fabułę w niedającym się okiełznać chaosie.

Największą siłą Godzilla II: Król potworów są bez wątpienia same potwory. W poprzedniej części ubolewałem, że tytułowy Tytan pojawia się tylko w końcówce filmu. Twórcy sequela na szczęście wyciągnęli z tego błędu wnioski. Godzilla, Mothra, Rodan oraz legendarny King Ghidorah prezentują się imponująco. Ich pojedynki są dynamiczne, monumentalne i pełne wizualnego rozmachu. Nie brakuje efektownych ujęć rozpierduchy na najwyższym poziomie. Eksperci od efektów specjalnych spisali się na medal.
Niestety, gdy potwory schodzą na dalszy plan, film traci impet i pojawiają się kolejne niezrozumiałe, często pozbawione logiki zachowania. Ludzcy bohaterowie – grani m.in. przez Millie Bobby Brown, Kyle’a Chandlera i Verę Farmigę, czyli aktorów na poziomie – wypadają dość schematycznie, a ich motywacje często są uproszczone lub mało przekonujące. Dialogi bywają banalne, a wątek fabularny momentami sprawia wrażenie pretekstu do kolejnych starć tytanów. Rozbroiła mnie sytuacja, gdy nastolatka przechytrzyła uzbrojonych terrorystów, niezauważenie wykradając urządzenie ORCA i uciekając ze strzeżonej bazy. Nawet matka się nie zorientowała! Podobnych momentów jest więcej i scenariuszowo w dużej mierze produkcja wypada co najwyżej przeciętnie.

Choć walka potworów wyglądała świetnie, film wypadł słabiej niż pierwsza część, głównie za sprawą głupich scenariuszowych wyborów. Poziom dramatyzmu ma w założeniu być wysoki, ale mnie w ogóle nie przekonuje. Tytułowy Tytan ratuje Godzilla II: Król Potworów przed całkowitą porażką. Można obejrzeć dla samych starć potworów, ale nie ma się poczucia, że to wszystko prowadzi do czegoś większego, a przede wszystkim lepszego.
Ocena: 5,5/10
Zdjęcia: Warner Bros.
