Godzilla i Kong: Nowe Imperium – recenzja filmu

Sequele mają to do siebie, że zawsze oczekujemy od nich czegoś więcej niż od poprzednich części. Czy dotyczy to dramatyzmu i zwrotów akcji, czy większej skali i spektakularności. Jak zatem można przebić największą konfrontację potworów w historii? Próby dokonania tej sztuki podjęli się twórcy filmu Godzilla i Kong: Nowe imperium.

Najnowsze z kinowych widowisk, wchodzących w skład MonsterVerse ponownie zabiera nas do tzw. Pustego Świata, który stał się nowym domem dla Konga. Poznajemy nowy układ sił między nim, a Godzillą, a w cieniu niezbadanej krainy czai się nowe zagrożenie. Tylko, czy jest to punkt wyjścia dla lepszej, ciekawszej, bardziej epickiej historii? Kolejne minuty filmu udowadniają, że nie do końca.

Zacznijmy jednak od plusów. Twórcy filmu w końcu poszli po rozum do głowy i zorientowali się, że widzowie oczekują potworów, nie ludzi więc wątek ludzki został tym razem solidnie skrócony i zgrabnie opakowany. Oczywiście, nasi ludzcy opiekunowie powracają, z dodatkiem konspiratora Berniego i najfajniejszą, najbarwniejszą i najbardziej charyzmatyczną postacią jakie pojawiły się do tej pory w tym uniwersum, weterynarz Tytanów, Trapper.

Kolejny raz na wysokości zadania stanęli eksperci od efektów specjalnych. Pusty Świat prezentuje się niesamowicie, podobnie jak zamieszkujące go stworzenia. Aż chciałoby się tam pojechać i przeżyć niebezpieczną przygodę jak bohaterowie filmu. Tytani nadal wyglądają tak realistycznie jak to tylko możliwe. Stwierdził bym nawet, że jeszcze bardziej dopracowano ich mimikę, co zrobiło na mnie szczególne wrażenie.

W parze z efektami specjalnymi idą sceny akcji, które są równie spektakularne co w poprzedniej odsłonie serii. Twórcy wykazują się pomysłowością, a potwory nie walczą bezmyślnie. Tym razem zniszczeniu ulega część Rzymu i Rio de Janeiro, ale akcja Godzilla i Kong: Nowe imperium toczy się głównie w Pustym Świecie. Obecność kolejnych Tytanów wprowadza element nieprzewidywalności, co dodatkowo sprawia, że sekwencje ich walki wzbudzają ekscytację widza.

Nieco gorzej rzecz się ma jeśli chodzi o fabułę. Ta jest zrozumiała, dosyć prosta i przejrzysta, co zaliczyłbym na plus. Mój problem polega jednak na zbyt długim i powolnym wprowadzeniu. Dopiero w połowie filmu Adama Wingarda dowiadujemy się, o co tak właściwie tym razem chodzi i z jakim zagrożeniem przyjdzie zmierzyć się bohaterom. Nie poświęca się zbyt wiele miejsca na przybliżenie postaci antagonisty, a i tak wszyscy spodziewamy się, że zostanie on pokonany, podążając za schematem z poprzednich części. Zdecydowanie lepiej wypadło to w poprzedniej odsłonie franczyzy, a historia, pomimo współpracy tytułowej dwójki, jakoś mnie nie wciągnęła.

Wspomniałem już, że jeśli chodzi o ludzkich bohaterów, to cokolwiek pozytywnego wnosi jedynie postać Trappera, którego świetnie zagrał Dan Stevens. Jeśli chodzi o resztę, to film nie wnosi do serii niczego nowego. Żałuję, że twórcy nie postanowili wyjść poza pewien schemat, a ten widoczny jest tutaj niemalże na każdym kroku. No, ale skoro produkcja swoje zarobiła, to po co to zmieniać, prawda? Chyba właśnie z takiego założenia wyszli, przygotowując się do jej nakręcenia.

Godzilla i Kong: Nowe imperium, to niestety powtórka z rozrywki. Solidnej, pełnej akcji rozrywki, ale dobrze nam już znanej. Ja należę jednak do widzów, których oczekiwania rosną z każdą kolejną częścią i spodziewałem się, że dostanę tu więcej świeżości i niespodzianek, a tak się nie stało. Film nadal ogląda się naprawdę przyjemnie i trzyma on poziom całej serii, więc jeśli podobały wam się pozostałe odsłony, to spodoba wam się także i ta.

Ocena: 6,5/10

Zdjęcia: Warner Bros. Pictures

Leave a Reply