Wojna o planetę małp – recenzja filmu

Jak mówi znana maksyma, Nie ma pokoju bez wojny. Wielu z nas chciałoby w to nie wierzyć, ale rzeczywistość często okazuje się być zgoła inną. Nawet filmowi bohaterowie muszą nie raz się o tym przekonać, a najlepszym tego przykładem jest zwieńczenie trylogii o małpie, która zmieniła świat, Wojna o planetę małp.

Historia Cezara przedstawiona na przestrzeni trzech obrazów ma w sobie mnóstwo dramatyzmu, a samego bohatera można śmiało określić mianem postaci tragicznej, rodem z szekspirowski sztuk. Nie inaczej jest w finałowej części jego opowieści, która w piękny sposób spina jego losy, nie rozerwalnie połączone z ludźmi.

Cezar i jego lud są poszukiwani przez wyspecjalizowaną jednostkę żołnierzy pod dowództwem bezwzględnego Pułkownika. W międzyczasie sami prowadzą poszukiwania miejsca, w którym na nowo mogliby się osiedlić i kontynuować spokojne, a przede wszystkim bezpieczne życie. Wojna między ludźmi, a małpami nie zna jednak litości i po raz kolejny wystawi na próbę wewnętrznie skonfliktowanego Cezara. Co zwycięży? Chęć zemsty na ludziach, którzy pozbawili go tego, co najdroższe w jego życiu, czy odpowiedzialność za małpi lud? Tego właśnie dowiadujemy się z filmu.

Matt Reeves z powodzeniem wnosi dramaturgię serii na jeszcze wyższy poziom, podnosząc stawki, o które walczą obie strony konfliktu. Wojna o planetę małp ma w sobie mnóstwo emocji i głębi. Naprawdę porusza serce i potrafi nawet wywołać u widza potok łez. Nie jest to ckliwa historia z happy endem, który zadowoli wszystkich, lecz refleksyjna opowieść o cenie przywództwa, poświęceniu oraz tym, co czyni nas ludźmi. Nieraz bowiem oglądając film zastanawiamy się, czy małpy nie mają w sobie więcej człowieczeństwa niż ludzie, z którymi się mierzą.

Film, tak jak dwie poprzednie części, robi doskonały użytek z technologii motion capture. Kolejni aktorzy mieli okazję się wykazać i sprostali zadaniu. Andy Serkis bez dwóch zdań gra tutaj rolę życia, ale wyśmienicie u jego boku spisali się Karin Konoval, Terry Notary, czy Steve Zahn. Zwłaszcza ten ostatni zapada w pamięć, gdyż nieco nie w stylu serii, wnosi do filmu sporą dawkę humoru. Na pochwałę zasługuje też Woody Harrelson, który świetnie odnalazł się w roli Pułkownika, a dialogi jego postaci i Cezara pozostają jednymi z najgłębszych, najciekawszych i najbardziej zapadających w pamięć.

Zdjęcia i muzyka doskonale oddają jeszcze cięższy i mroczniejszy ton tej odsłony franczyzy. Michael Seresin spisał się na medal. Śnieżne plenery wnoszą nowe zagrożenie dla małp, a ich biel idealnie kontrastuje z krwawym przebiegiem konfliktu i mroczną ścieżką przed którą staje Cezar, a którą od dawna podąża Pułkownika. To samo dotyczy muzyki, za którą odpowiada, niezawodny w moim mniemaniu Michael Giacchino.

Matt Reeves bardzo zgrabnie splata ze sobą głębokie myśli z wątkami fantastyczno-naukowymi.Nie zdradzając zbyt wiele, nawiązuje nimi do poprzednich odsłon serii i rozwija mitologię Planety małp, poruszając kwestię pozycji małp i ludzi w trakcie rozwoju akcji filmu. Dodatkowo, Reeves, przekładając dramatyzm nad widowiskowo, choć tej nie brakuje, dokonuje najlepszego wyboru, zmuszając widza do refleksji i oglądania z odrobiną dyskomfortu jako, że to ludzie, pod wieloma względami wychodzą na niecywilizowanych.

Miałem pewne przewidywania, co do losu głównego bohatera i choć do pewnego stopnia one się sprawdziły, to i tak wiele razy film mnie zaskoczył. Byłem trzymany w niepewności aż do samego końca, ale takie rozwiązanie sprawiło tylko, że cała historia Cezara jest tylko piękniejsza. Jeśli chodzi o fabułę, to mogę przyczepić się tylko do jednej sceny, w której mała dziewczynka pomaga małpom, przedostając się do pilnie strzeżonego przez całą kompanię zdyscyplinowanych żołnierzy obozu, a ci jakimś cudem w ogóle jej nie dostrzegają. Rozumiem, że jest noc, a ona jest mała, a sama scena jest niezbędna dla pchnięcia fabuły do finału, ale jej przebieg jest po prostu absurdalny i tutaj nie pasuje.

W filmie bardzo spodobało mi się również to jak pokazano kolejne kroki a rozwoju małp, od zwyczajów, przez coraz bardziej rozwiniętą mowę, aż po zalążki religii. Wojna o planetę małp w logiczny i wiarygodny sposób podsumowuje pierwszy rozdział ich ewolucji, jednocześnie pozostawiając wiele miejsca na kolejne. Eksplorowanie tego jak zmienia się ten świat nie przestaje być fascynujące.

Wojna o planetę małp to doskonałe zwieńczenie historii Cezara. Z jednej strony, trzyma w napięciu, zaskakuje i jest pełny akcji. Z drugiej, jest pełna dramaturgii i filozoficznej głębii. To bardzo rzadkie połączenie ambitnego kina z rozrywką wysokich lotów. Oddziałuje na widza jak mało, który tytuł, nawet jeśli nie jesteśmy w pełni zaznajomieni z tym światem. To jedna z najlepszych serii szeroko pojętego sci-fi jakich miałem okazji doświadczyć i mam nadzieję, że z wami będzie podobnie.

Ocena: 8,5/10

Zdjęcia: Warner Bros. Pictures

Leave a Reply