Dragon Ball Full Color: Saga o androidach i Cellu tom 2 – recenzja mangi

Wszyscy zastanawialiśmy się jak Akira Toriyama przebije takie zagrożenie jak Frizer. Bezwzględny złoczyńca wydawał się być jednym z najlepszych komiksowych antagonistów. Autor kultowej mangi postanowił zaskoczyć fanów, nawiązać do przeszłości i wnieść do swojej mangi coś świeżego i zaskakującego. Tak oto doszliśmy do drugiego tomu Dragon Ball Full Color: Saga o androidach i Cellu, w którym akcja rusza z kopyta i nie brakuje niespodzianek.

Poprzedni tom zakończył się wkroczeniem na scenę Vegety, który zaskoczył wszystkich, stając się Super Sayaninem i pokonując jednego z Androidów. Teraz, kontynuujemy tę historię i choć los wydaje się sprzyjać naszym bohaterom, szybko przekonujemy się, że Akira Toriyama ma dla nas w tym tomie sporo ciekawych zwrotów akcji.

W drugim tomie Dragon Ball Full Color: Saga o androidach i Cellu jesteśmy świadkami wielu wydarzeń, które pchają fabułę do przodu. Sprawdzamy, co dzieje się u chorującego na serce Goku i czy lek z przyszłości faktycznie mu pomoże. Wielkie ego Vegety i jego duma jako Sayanina ponownie dają o sobie znać w konfrontacji z Androidami. Okazuje się, że prawdziwe zagrożenie dla naszych bohaterów jest znacznie większe niż się to wszystkim wydawało. Piccolo konfrontuje się ze swoją drugą połówką, a to raptem mały wycinek tego, czego jesteśmy tutaj świadkami.

W tym tomie w oczy rzuca nam się fakt, że mamy do czynienia z mniejszą dawką humoru, a większym napięciem i poczuciem zagrożenia. Pierwsze skrzypce odgrywa Vegeta, który choć wciąż zachowuje się jak dupek, jednak staje oko w oko z nowym zagrożeniem dla planety, a wcale nie musi tego robić. Poznajemy nowe Androidy, które póki co, ciężko jednoznacznie traktować jako złoczyńców z krwi i kości. To bardziej buntownicy, którzy są jednak w stanie zniszczyć każdego, kto stanie im na drodze. Wprowadzają nową dynamikę do serii i z ciekawością śledzimy ich kolejne poczynania.

Dragon Ball Full Color: Saga o androidach i Cellu w pełni czyni zadość świetnym scenom akcji i towarzyszącej im destrukcji. Świetnie podkreślone jest wspomniane już przeze mnie napięcie oraz emocje bohaterów, od złości, przez strach, aż po przedwczesną, ale jednak radość z wygranej. Tym razem nie mamy do czynienia z typowymi walkami. Mamy grę w kotka i myszkę oraz więcej strategicznego myślenia. Pojawienie się Androidów 16, 17 i 18 wnosi z kolei dużo nieprzewidywalności, nie tylko jeśli chodzi o ich charakter, ale także styl walki.

Drugi tom Dragon Ball Full Color: Saga o androidach i Cellu wnosi historię Akiry Toriyamy na wyższy poziom. Przez historię przechodzimy błyskawicznie, bez ani chwili znużenia. Każde kolejne zdarzenia budują większy obraz fabuły. Emocje są prawdziwe, a poczynania bohaterów wiarygodne. Dużo świeżości wnosi fakt, że tym razem inne postaci, a nie Goku, odgrywają rolę pierwszoplanową. No i jeszcze zakończenie, które zostawia nas z ważnym pytaniem, czyli co może być silniejsze od Androidów? Manga kolejny raz nie zawodzi.

OCENA: /10

Leave a Reply