Wonder Man – recenzja serialu

Przez wiele lat Marvel Studios zdążyło przyzwyczaić swoich fanów do pewnego superbohaterskiego schematu. Z czasem zmęczył on jednak wielu widzów. Oryginalne produkcje z ostatnich lat można było policzyć na palcach jednej ręki. W końcu pojawiła się jednak obietnica czegoś nowego i świeżego, a jest nią serial Wonder Man. W końcu zadebiutował na Disney Plus, więc postanowiłem sprawdzić ile z tej obietnicy okazało się być prawdą.

Ośmioodcinkowy serial opowiada historię Simona Williamsa. Bohater jest aspirującym aktorem, który walczy o przełom w swojej karierze. Szybko domyślamy się, co jest przeszkodą w osiągnięciu przez mężczyznę tego celu. Simon po prostu za dużo myśli nad swoją rolą i całą jej otoczką, choć czujemy, że ma naturalny talent. Ta nadmierna analiza sprawia jednak, że traci niejedną rolę. Wszystko zaczyna zmieniać się, gdy w jego życiu pojawia się znany nam aktor, Trevor Slattery, a w mieście ruszają castingi do filmu Wonder Man.

Chwała twórcom serialu za to, że skutecznie wyrwali się ze wspomnianego przeze mnie na wstępie marvelowskiego schematu. Choć istotnym wątkiem jest tutaj historia ukrywanych przez Simona nadprzyrodzonych mocy, tak naprawdę, Wonder Man to serial o aktorstwie, związanych z nim wzlotach i upadkach, sekretach branży i różnych podejściach do tego zawodu. To mniejsza, kameralna historia, luźno powiązana z MCU, co działa na korzyść tej produkcji.

W centrum tej historii znajduje się relacja Simona i Trevora. Jest ona wręcz sercem serialu i nie będę ukrywał, że ta dwójka skradła moje serce i doskonale się sprawdza, dostarczając nam zarówno rozrywki jak i pewnej dawki dramatu. Sir Ben Kingsley i Yahya Abdul-Mateen II są po prostu stworzeni do ról Slattery’ego i Williamsa, a oglądanie ich kolejnych perypetii, pełnych humoru, ale także zgłębiających ich emocje, stanowiło dla mnie niezwykłą przyjemność. Już teraz, nie mogę się doczekać by zobaczyć ich ponownie, bo ciężko wyobrazić ich sobie oddzielnie.

Jedną z największych zalet serialu jest to jak kreacje głównych bohaterów potrafią kontrolować jego ton. Yahya Abdul-Mateen II nadaje Simonowi Williamsowi ugruntowaną pewność siebie, płynnie przechodząc między humorem, niepewnością a siłą. Bezbłędnie tworzy obraz skomplikowanego i wewnętrznie skonfliktowanego bohatera. Stabilność jego kreacji doskonale współgra z Trevorem Slatterym granym przez Bena Kingsleya. Ich relacja błyszczy — jest komediowa, ale nie błaha, refleksyjna, lecz bez utraty tempa. Trevor wyostrza materiał, jest mentorem Simona, popychając go do przodu, ale nigdy nie idąc przy tym na skróty.

Kolejne epizody serialu pokazuję drogę Simona Williamsa do zdobycia upragnionej roli w remake’u Wonder Mana, nad którym pracuje uznany, choć ekscentryczny reżyser, Von Kovak. Punkt zaczepienia jest jednak bardzo superbohaterski, a zahacza on o przeszłość Trevora, który kiedyś grał Mandaryna, co z kolei ściąga na niego zainteresowanie odpowiednich służb. Nie będę tutaj zbyt wiele zdradzał, ale w prosty i naprawdę zmyślny sposób twórcy pchają dzięki temu fabułę do przodu.

Nie jest to typowy, pełny akcji, widowiskowy spektakl z supermocami na pierwszym planie. Te, pojawiają się tylko w wybranych momentach, które odpowiednio rozwijają fabułę serialu. Są one zawsze dobrze przemyślane, pozwalając by na pierwszym planie znalazł się rozwój głównych bohaterów. Tempo jest tutaj co prawda dosyć nierówne, ale z taką dwójką jak Trevor i Simon zupełnie nie przeszkadzało mi to w tym, bym dobrze się bawił.

Choć Wonder Man śmieje się z niektórych aspektów Hollywood, odkrywając przed nami część jego sekretów, nie jest to satyra na miarę serialu The Studio. Nie każdy żart musi trafić do widza, chyba że jest się za pan brat ze światem kina i aktorstwa. na szczęście, humor w dużej mierze opiera się na uroku i specyficznej energii jaką wnoszą do historii główni bohaterowie – Simon poważny, nie potrafiący odpuścić, a Trevor wyluzowany, dzielący się swoim doświadczeniem.

Wonder Man naprawdę potrafi zaskoczyć i to w pozytywny sposób. Nawet jeśli odchodzimy na chwilę od głównego wątku, twórcy serialu mają dla nas zawsze wartościowe, czasem dramatyczne, kiedy indziej zabawne historie. Poza pokazaniem relacji Trevora i Simona, zdecydowanie najlepszy i najbardziej oryginalny odcinek opowiada nam, dlaczego ludzie o nadprzyrodzonych mocach nie mogą zostać aktorami! Zupełnie nie spodziewałbym się całego epizodu poświęconego tej kwestii, o której można by opowiedzieć mimochodem, a ta jest prawdziwą perełką tej produkcji z niejedną niespodzianką w zanadrzu.

Według mnie, Marvel zdecydowanie dowiózł obietnicę, o której napisałem w pierwszym akapicie recenzji. Wonder Man wnosi powiew świeżości do MCU i pokazuje, że w świecie superbohaterów można opowiadać przeróżne historie, niekoniecznie z pojedynkami herosów i złoczyńców na pierwszym planie. To tytuł w większości lekki, z genialną dwójką Kinglsey-Abdul-Mateen II, dużą dawką humoru, który świetnie równoważy się z dramatem i historią, w którą możemy w pełni się zaangażować. Oby więcej takich produkcji w przyszłości.

Ocena: 7,5/10

Zdjęcia: Marvel Studios

Leave a Reply