Powrót Diuny na wielki ekran za sprawą filmów Denisa Villeneuve’a otworzył wielu odbiorców na niesamowity świat wykreowany przez Franka Herberta na kartach powieści. Ten, wciąż się rozwija za sprawą jego syna Briana Herberta, choć nie tylko. Powstają nawet graficzne adaptacje książek z tego uniwersum i nad jedną z nich, zatytułowaną Diuna: Ród Atrydów, chciałby się dziś pochylić.
Pierwszy tom komiksu, wydanego przez wydawnictwo Non Stop Comics trafił w moje ręce i błyskawicznie przeniósł mnie do innego świata. Diuna: Ród Atrydów stanowi adaptację powieści o tym samym tytule, która stanowi prequel dla wydarzeń, które obserwujemy w oryginalnej powieści Franka Herberta. To właśnie tutaj poznajemy losy wielu bohaterów, których powinniśmy kojarzyć z tamtej książki oraz jaki mają one wpływ na późniejszy rozwój historii Paula Atrydy.
Troszkę wbrew tytułowi, komiks nie skupia się wyłącznie na rodzie Atrydów. Wątków mamy tutaj wiele, od historii planetologa, badającego pustynny świat, przez dziecko, walczące o przetrwanie w barbarzyńskich łowach, aż po spisek na życie imperatora i podróż Leto Atrydy do nowego świata. To sporo historii jak na pierwszy tom, ale odniosłem wrażenie, że ten tom w równej mierze skupia się na każdym z nich. Nie da się jednak ukryć, że ta ilość wprowadza momentami trochę chaosu, gdy skaczemy od jednego bohatera do kolejnego, z planety na planetę.

Inny problem jest też taki, że można się w tej historii trochę zagubić jeśli dopiero od niej zaczynamy swoją przygodę ze światem Diuny. Jest wielu bohaterów, wiele rodów i planet, a momentami możemy zastanawiać się, czy nie powinniśmy czasem już kogoś znać lub o czymś wiedzieć. Ja miałem okazję poznać więcej niż jedną opowieść z tego uniwersum, więc przedstawione tu zdarzenia stanowiły dla mnie wartość dodaną. Nie każdego czytelnika musi to jednak dotyczyć.
Diuna: Ród Atrydów porusza kilka ciekawych wątków, które są w stanie zaintrygować i zainteresować czytelnika. Poznajemy młodego Leto Atrydę, jego relacje rodzinne, honorowy kodeks jego i polityczne ambicje jego rodu. Komiks delikatnie zaznacza narastający konflikt między Atrydami a Harkonnenami, zaglądając za jego kulisy. Swoją obecność zaznacza zakon Bene Gesserit z manipulacjami genetycznymi na czele i wieloletnim planem, który ma wpłynąć na losy całego Imperium. Trafiamy też na Arrakis, a twórcy podkreślają rolę przyprawy, która jest „osią władzy, chciwości i konfliktów”.

W komiksie spodobał mi się zwłaszcza wątek intrygi politycznej, który odsłania się przed czytelnikiem. Na każdej z planet dostrzegamy jego kolejne warstwy i z czasem dostrzegamy jego coraz większą skalę. Ton historii jest poważny, nie ma tu miejsca na zbyt wiele humoru. Mamy poczucie, że jesteśmy świadkami bardzo ważnych wydarzeń, nawet jeśli są to tak wydawałoby się zwyczajne sytuacje jak trening, polowanie, czy stosunek seksualny.
Jeśli chodzi o styl graficzny, to kolejne lokalizacje są barwne i charakterystyczne, ale jednocześnie czegoś im brakuje. Momentami miałem wrażenie jakbym czytał jeden z wielu komiksów Star Wars, które się ze sobą zlewają. Rysunki są solidne, ale nie wywołują efektu „WOW”. Z kolei kolorystyka, podobnie jak cały ton komiksu, dobrze pasuje do świata Diuny wykreowanego zarówno w książkach jak i w filmach i serialu HBO. Kolejny dowód na to, że czytelnicy zaznajomieni z tym uniwersum będą mieli więcej frajdy niż nowi odbiorcy.

Ostatecznie, pierwszy tom komiksu Diuna: Ród Atrydów, zostawia nas z większą ilością pytań niż odpowiedzi. Jednakże, mamy ochotę do nich wrócić, dowiedzieć się jak potoczą się losy bohaterów, czy imperator zginie, jakie tajemnice na temat Arrakis odkryje Pardot Kynes. Komiks jest intrygujący i angażujący. To świetna pozycja dla wszystkich, którzy chcą jeszcze bardziej zagłębić się w świat Diuny, ale dość chaotyczna propozycja dla nowych czytelników.
Ocena: 6/10
