Podbój planety małp – recenzja filmu

Większość franczyz przyzwyczaja nas do konkretnego tonu, stylu narracji, czy określonego kierunku rozwoju fabuły. Jeśli jest jednak seria, która pod wieloma z tych względów potrafi zaskoczyć, to z pewnością jest to Planeta małp, której czwarta odsłona, Podbój planety małp jest tego świetnym przykładem.

Mieliśmy już zagładę Ziemi, przylot małp do przeszłości, a nawet narodziny inteligentnej małpy w latach 70. Teraz, znacznie szybciej niż mogliśmy się tego spodziewać, w Podboju planety małp będziemy świadkami powstania, zniewolonych i wykorzystywanych przez ludzi do niemal każdej życiowej czynności, człekokształtnych. Wszystko za sprawą wspomnianej przeze mnie małpy, która urodziła się w latach 70. choć do nich nie przynależy.

Akcja tej części franczyzy przenosi nas do lat 90. To, o czym małpy opowiadały w poprzednim rozdziale tej historii stało się faktem, aczkolwiek zdecydowanie szybciej niż ktokolwiek mógłby to podejrzewać. Ludzkość została zdziesiątkowana przez epidemię, która zabiła psy i koty, więc ludzie zaczęli wykorzystywać małpy jako domowych pomocników i robotników. Widzimy jak powstał cały system ich tresowania i brutalnego karania za nieposłuszeństwo. Świadkiem tego jest potomek Ziry i Corneliusa, który z czasem planuje bunt swoich pobratymców.

Przerażająca jest wieloma momentami ta wizja przyszłości zaserwowana w Podboju planety małp. Przyglądamy się jak działa reżim, który wcale nie jest do niczego potrzebny. Pod przykrywką sci-fi film porusza kwestie totalitaryzmu i państwa policyjnego oraz niewolnictwa i rasizmu, które wówczas były bardzo aktualne, zwłaszcza w USA. Odpowiedzią na opresję ma być bunt, ale Paul Dehn nie twierdzi, że jest to jedyne wyjście z sytuacji. Scenarzysta zastanawia się wręcz, czy takie rozwiązanie nie prowadzi jedynie do powstania kolejnego reżimu, co przecież widzimy w oryginalnej Planecie małp.

Jest to kolejna odsłona serii, która jest zupełnie inna i oryginalna. Jednocześnie, podtrzymuje pewien zamysł przemycania trudnej i ważkiej problematyki pod płaszczykiem sci-fi. Ta sztuka udaje się w przypadku franczyzy po raz kolejny. Co jednak urzekło mnie nawet bardziej, to fakt, że czasami do swoich celów twórcy filmu dochodzą dość prostymi środkami. Oczywiście, kostiumy i charakteryzacja wypadają świetnie i z pewnością nie były łatwe do osiągnięcia na takim poziomie w latach 70. Sama akcja toczy się jednak w dość zamkniętym i hermetycznym miejscu. Do tego dochodzi również prosty podział małp przez kolory ubrań, a nawet sami ludzie, wedle pewnego standardu, ubierają się bardzo podobnie, a nawet identycznie. Mimo to, udaje się przedstawić pełną głębi i zaskakującą historię.

Fantastyczny i bardzo mocny jest według mnie finał filmu, co jest zresztą charakterystyczne dla wszystkich części oryginalnej serii. Także i tym razem reżyser i scenarzysta dają nam do myślenia, pokazując swego rodzaju bezmyślność naszych czynów, które są w stanie sprowadzić chaos i zniszczenie nie tylko na nas samych, a my często nie myślimy o ich konsekwencjach. Finałowy monolog głównego małpiego bohatera jest iście szekspirowski, pokazując charyzmę, ale przede wszystkim dramat jednostki, w tym przypadku nowego lidera.

Podbój planety małp stawia kolejny krok na drodze ku mrocznego, postapokaliptycznemu scenariuszowi, który sprowadzili na siebie sami ludzie w tym uniwersum. Nie sposób jest dokładnie przewidzieć kolejne ruchy małp, które choć wciąż bardzo prymitywne, wykazują już wiele oznak inteligencji. Choć miejscami widać, że filmowi poskąpiono budżetu, a przez to potrafi jawić się w naszych oczach dość prosto i surowo, pomaga to zbudować ten dojrzały i mroczny ton obrazu, który zachęca nas do oglądania.

W roli małpy, lecz tym razem nie Corneliusa, a jego syna, pierwotnie znanego jako Milo, a później przyjmującego imię Cezar, wystąpił Roddy McDowall. Po raz kolejny udowodnił, że charakteryzacja nie przeszkadza mu w wydobyciu na ekranie esencji swojej postaci. Jego gra zasługuje na wszelkie pochwały, a Cezar zapada nam w pamięć. Przez większość filmu świetnie buduje napięcie, aż do momentu, gdy w końcu przemawia, a każde jego słowo ma swoją wagę. Do tego dochodzi jeszcze gra spojrzeniem i drobnymi gestami, które budują centralną postać całej historii. Nie sposób nie być pod wrażeniem.

Podbój planety małp nie tylko podtrzymuje wysoki poziom poprzedniej części, ale wręcz go przebija. To film odważny, który wbija się nam w pamięć. To zarazem świetne rozbudowanie fantastyczno-naukowego uniwersum jak i głęboki obraz, pokazujący nam nasze mroczne, ludzkie odbicie. Koniecznie obejrzyjcie, gdyż nie musicie nawet znać pozostałych tytułów, by ten tytuł obejrzeć i docenić.

Ocena: 6,5/10

Zdjęcia: 20th Century Fox

Leave a Reply