Zemsta jest jednym z motywów napędzających fabułę wielu świetnych opowieści. W końcu można ją osiągnąć na różne sposoby, ale też niekoniecznie musi udać się do niej doprowadzić. Droga z nią związana może mieć wiele różnych oblicz. Tym razem, temat ten pojawia się w komiksowej adaptacji opowiadania Diuna: Wody kanly.
Tytułowe kanly to w świecie Diuny sformalizowana, krwawa wendeta lub wojna między Wielkimi Domami, regulowana przez Wielką Konwencję. Najprościej rzecz ujmując, jej celem jest rozwiązanie konfliktów bez angażowania osób postronnych. To prawo do przemocy ubrane w swego rodzaju ceremonialny kostium. I właśnie o kanly, jego konsekwencjach, ciężarowi i toksycznemu dziedziczeniu — poświęcony jest ten album.
Akcja komiksu Diuna: Wody kanly rozgrywa się w trakcie otwartego konfliktu Atrydów z Harkonnenami. Konkretnie, przenosimy się do momentu po bitwie o Arrakin. Bohaterem, którego losy śledzimy jest Gurney Halleck, wierny rodowi Atrydów wojownik, który po wspomnianej zbrojnej konfrontacji chce zemścić się za śmierć swego pana i zdradę jakiej ktoś się dopuścił, choć jeszcze nie wie dokładnie kto.

Bohater i resztki wojowników, będących w służbie Atrydów, znajduje schronienie wśród przemytników przyprawy, która w zasadzie jest w centrum wszystkich najważniejszych wydarzeń w uniwersum Diuny, choć tutaj schodzi nieco na dalszy plan. Halleck ma już pomysł jak chce dokonać zemsty, ale by tego dokonać będzie potrzebował wsparcia z nieoczekiwanego kierunku oraz wielkiego wysiłku.
Ogólnie rzecz biorąc, sama historia nie należy do najbardziej oryginalnych. Najciekawszy wątek dotyczy dzieciństwa i dorastania głównego bohatera. Jeśli jednak czytaliście lub oglądaliście już różne opowieści o zemście, to komiks nie zaskoczy was pod względem rozwoju tego wątku. Co jednak warte podkreślenia, fabuła rozwija się szybko i płynnie, więc pewne uproszczenia, czy schematy nie przeszkadzają w czerpaniu przyjemności z poznania losów osamotnionego Gurneya.

Problem, jaki mogą mieć z tym komiksem miłośnicy Diuny jest taki, że choć sama powieść Herberta pominęła ten wątek, to po jej lekturze, nie wszyscy czuli potrzebę dopowiadania każdej historii i szczegółowego odkrywania losów bohaterów, które wcześniej były owiane tajemnicą. Biorąc pod uwagę, że fabuła tego tomu jest dosyć prosta i w niektórych miejscach schematyczna, czujemy trochę jakby była zbędna. Nie dodaje wiele do tego świata, czy nawet do postaci głównego bohatera.
Wizualnie Diuna: Wody kanly nie odbiega znacząco od innych komiksów z tego uniwersum. Kolory są stonowane, a Francesco Mortarino przywiązuje uwagę do detali. Dostrzegamy kontrast między ciepłymi i chłodnymi tonami, a wszystko to zostało wykorzystane jako narzędzie do budowania odmiennych wrażeń w różnych sceneriach: wewnątrz, na zewnątrz, w kosmosie, czy na Arrakis. Ilustracje są naprawdę solidne, a duże wrażenie robią także okładki poszczególnych zeszytów, wchodzących w skład komiksu.

Czy komiks wydany w Polsce w 2023 roku nakładem wydawnictwa Non Ston Comics zrobił na mnie wyjątkowe wrażenie? Nie powiedziałbym. Jednakże, sama historia, choć prosta i momentami przewidywalna, naprawdę mnie wciągnęła, a sam Gurney Halleck to jedna z moich ulubionych postaci z tego uniwersum, więc z ciekawością poznałem ten wycinek jego perypetii. To krótkie i dopracowane uzupełnienie, które jednak w żadnym stopniu nie dorównuje cyklowi Franka Herberta, więc przed lekturą lepiej obniżyć oczekiwania.
Ocena: 6/10
