Harry Angel – recenzja filmu

Jak to jest, że człowieka ciągnie do rozwiązywania zagadek i odkrywania sekretów? Nawet jeśli mamy do czynienia z podejrzanymi typami, a kolejne ślady prowadzą nas w sam środek czegoś naprawdę złego, mrocznego i niebezpiecznego. Nie znam jeszcze odpowiedzi na to pytanie, ale w naprawdę ciekawy, wciągający i oryginalny sposób z jedną z takich zagadek mamy do czynienia w filmie Harry Angel.

Film, który w przyszłym roku będzie obchodził 40. rocznicę premiery (1987) zabiera nas do Nowego Jorku lat 50. XX wieku. Tam poznajemy tytułowego bohatera, który jest prywatnym detektywem. To facet, który mierzy siły na zamiary, z niejednej sytuacji potrafi wyjść obronną ręką i ma w sobie specyficzną dawkę cwaniactwa i uroku. Za ich sprawą, z ciekawością śledzimy jego perypetie, gdy otrzymuje zlecenie znalezienia byłego wokalisty, Johnny’ego Favorite’a od niezwykle tajemniczego Louisa Cyphre’a.

Film, to jedno detektywistyczne, stylowe i klimatyczne śledztwo. Harry Angel zabiera nas od jednego tropu do kolejnego, nie dając nam jednoznacznej odpowiedzi, aż do finału, ale rzucając po drodze do niego różnymi wskazówkami. Choć przez długi czas mamy wrażenie, że fabuła rozwija się w dosyć prosty, a momentami nawet sztampowy sposób, to z tyłu głowy czujemy pewien niepokój. Mamy wrażenie, że coś tu jest nie tak, ale nie wiemy, czy chodzi o tajemniczą postać eleganckiego Cyphre’a i jego prawdziwe motywacje, czy może o samego zaginionego. Wydaje się, że na horyzoncie powoli maluje się nieuchronna katastrofa, której jednak nie sposób w pełni przewidzieć.

Film bardzo szybko wciągnął mnie dusznym, pełnym tajemnicy klimatem. W stylistyce noir dobrze odnajduje się reżyser i scenarzysta, Alan Parker, który w 100% wykorzystuje możliwości tej historii. Urzekł mnie zwłaszcza sposób w jaki skręca on od detektywistycznego śledztwa w kolejne pokręcone zakamarki, w których znajdujemy się w świecie okultyzmu. Poza tym, świetnie łączą się tutaj ze sobą elementy grozy, kryminału, thrillera, zazębiając się w jedną, spójną fabułę.

Na pochwałę zasługuje kreacja aktorska Mickeya Rourke’a. Dziś swoje najlepsze dni ma już za sobą. Wracając do ról z jego przeszłości nie sposób jednak nie ulec wrażeniu, że zaprzepaścił w dużej mierze swój talent. W roli detektywa z Brooklynu sprawdza się według mnie znakomicie i naprawdę naturalnie. Dodaje roli tego cwaniactwa, o którym wspomniałem w jednym z pierwszych akapitów. Nie boi się przekraczać pewnych granic i nie jest żadnym „harcerzykiem”. Jednocześnie, dostrzegamy w nim pewien strach, choć nie wiemy z czego wynika. Co więcej, nie można zapominać o małej, ale jakże ważnej roli Roberta De Niro jako tajemniczego, eleganckiego, spokojnego klienta, od którego wieje jednak grozą.

W tym miejscu, by lepiej docenić film Harry Angel, wkraczamy na terytorium spoilerów. Po jego obejrzeniu dowiadujemy się bowiem, że nie jest to zwykła historia detektywistyczna, lecz droga głównego bohatera do odkrycia własnej tożsamości i poznaniu prawdy o grzechu, który popełnił. Do tego dochodzi obecność diabła (jakże subtelny anagram Louis Cyphre), motyw potępienia, wyparcia faktów przez Angela. Fabuła nabiera drugiego dna, ale poszczególne jej elementy doskonale się ze sobą komponują. Na tyle wciąga, że choć często wskazówki są na pierwszym planie, potrafimy ich nie dostrzec.

Harry Angel, to dla mnie wyśmienite kino gatunkowe. Jest w tej historii pewna prostota, ale pozwala ona odpowiednio wybrzmieć poszczególnym wątkom i motywom zawartym w filmie. Fabuła nie jest przekombinowana, jak to nieraz ma miejsce w nowych filmach. Klimat jest ciężki, trochę przygnębiający, ale jest w nim coś hipnotyzującego. Mickey Rourke spisał się świetnie i udźwignął całość na swych barkach, a De Niro stworzył jedną z niezapomnianych kreacji drugoplanowych, udowadniając swoją klasę. Warto wracać do takich klasyków.

Ocena: 7,5/10

Zdjęcia: Sony Pictures

Leave a Reply