Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale pod pewnymi względami, wszyscy jesteśmy dziwni. No bo niby dlaczego wiele osób lubi się bać, co z kolei sprawia, że opowieści grozy są popularne? Z jakiegoś powodu chcemy zobaczyć to co w nas złe i mroczne, a jeśli faktycznie tak jest, to doskonale sprawdza się w tym komiks Ice Cream Man, który właśnie powrócił na polski rynek z drugim tomem.
Tajemniczy sprzedawca lodów powraca, ale tym razem zdecydowanie bardziej kryje się w cieniu. Nie zmienia to jednak faktu, że kolejny raz jesteśmy świadkami pokręconych historii, w które miał okazję ingerować, choć nie pojawia się on w tym tomie w takim stopniu jak w poprzednim.
Drugi tom Ice Cream Man ma dla nas cztery nowe historie, cztery odcienie grozy i ludzkich słabości. W. Maxwell Prince po raz kolejny sięga w głąb ludzkiej psychiki, wyciągając z niej to, co nieprzyjemne, ciężkie do strawienia. Choć gdzieś w sercu czujemy pewnego rodzaju dyskomfort, z ciekawością sprawdzamy, co tym razem autor nam zaoferuje i czego nauczy o nas samych.
Mężczyzna rozmyśla nad swoim życiem, spadając z wieżowca, podczas gdy reszta jego biura popada w obłęd. Gdzie indziej, ktoś kupuje gałki lodów neapolitańskich i doświadcza trzech możliwych wersji swojej przyszłości. Nastolatka opłakuje odejście swojej przyjaciółki, która zmarła na raka. No i dwóch ratowników medycznych zażywa skradzione ze szpitala leki i jeździ bez celu po mieście. Brzmi dość prosto i niepozornie, ale za kryją się za tym naprawdę oryginalne opowiastki.

Co można napisać o drugim tomie Ice Cream Man? Z całą pewnością to, że jest różnorodny. Nie ma tu historii „na jedno kopyto”. Groza i napięcie budowane są za pomocą różnych środków. Niekiedy jest krwawo i brutalnie, a czytelnik może spodziewać się rozczłonkowanych ludzi, robactwa, czy zabójczego ptaka. Innym razem są to z pozoru niewinne wizje codzienności, z których każda może przemienić się w koszmar. Nawet dobra zabawa, lecz z wykorzystaniem leków na receptę, może namieszać w głowie. Każda z historii jest na swój sposób barwna i przerażająca.
Choć ilustracje Martina Morazzo mogą z pozoru wydać się całkiem zwyczajne i przyziemne, pozbawione efektowności, wydobywa się z nich duża dawka niepokoju. Rysownik przywiązuje dużą uwagę do detali i rozmieszczenia paneli komiksu, co często ma tutaj niebagatelne znaczenie. To samo dotyczy zresztą doboru kolorów, nieraz zaskakujących nas kontrastem z dziwnymi i niepokojącymi zdarzeniami. Rysunki nie są może efektowne, ale doskonale budują klimat komiksu.
Tym, co mnie przyciąga do drugiego tomu Ice Cream Man, podobnie jak w poprzedniej odsłonie komiksu, jest specyficzne zniekształcenie codziennych zajść, które mogłyby nam się przytrafić. Do pewnego stopnia możemy utożsamić się z ofiarami „lodziarza” i to czyni te historie angażującymi tak jak, np. w Opowieściach z Krypty albo Czy boisz się ciemności, lecz w dojrzałym, refleksyjnym tonie.

Co warte ponownego podkreślenia, choć tytułowy bohater pojawia się tutaj we własnej osobie w mniejszym stopniu niż w pierwszym tomie, to jego obecność da się wyczuć na każdym kroku. Pierwszy tom dał nam tak doskonały obraz tej popapranej istoty, że wiemy mniej więcej z czym mamy do czynienia. W drugim tomie ponownie zarysowuje się większy wątek dotyczący „lodziarza” i jego związku z inną, nie mniej tajemniczą postacią „kowboja”. Nadal jesteśmy jednak trzymani w niepewności, co do tego kim są, a Prince wciąż wiele na ich temat trzyma w sekrecie, dając sobie czas na rozwinięcie tej historii.
Jedynym, do czego mogę się tutaj przyczepić, jest fakt, że bardzo szybko przechodzi się przez ten tom. Zbyt szybko! Chciałoby się dłużej delektować tym stylem i zakręconymi historiami, a tu trzeba czekać na kolejną część. Jednakże, Ice Cream Man po raz drugi udowodnił, że warto po ten tytuł sięgnąć.
Ocena: 7,5/10
Zdjęcia: Shock Comics
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania komiksu chciałbym podziękować wydawnictwu Shock Comics.
We własny egzemplarz komiksu możecie zaopatrzyć się pod poniższym linkiem: https://shockcomics.pl/strona-glowna/35-ice-cream-man-tom-2.html

